W Pałacu Sportowym im Roberta Charpentiera w Issy-les–Moulineaux pod Paryżem „Master” pokazał swoje lepsze oblicze. Nie tylko udźwignął mentalnie ciężar pojedynku, ale pokazał, że potrafi boksować na wysokim poziomie z trudnym, dobrze przygotowanym, choć nie młodym już rywalem. Ale Mormeck nawet jak ma 42 lat, to w tej wadze jest groźny. Szczególnie jeśli walczy u siebie i wie, że jeśli wygra z Masternakiem, stoczy walkę o mistrzostwo świata z Yoanem Pablo Hernandezem, czempionem IBF.


Dodajmy do tego jeszcze sędziego ringowego (Robin Dolpierre), który od pierwszego gongu dał do zrozumienia Polakowi po czyjej jest stronie i jednego z punktujących (Mufadel Elghazaoui), który sądząc po tym jak ocenił ten pojedynek (95:95), oglądał inną walkę.  Przy okazji skracano rundy, gdy Mormeck miał kłopoty, ale to już drobiazg w kontekście tego co się tam działo.


Masternak był jednak wyraźnie lepszy i niewiele brakowało, by skończył wojnę z Francuzem przed czasem. Walczył mądrze, bardzo dobrze rozpoczynał rundy, punktował lewym prostym i trafiał prawym na górę. Nie zapominał przy tym o ciosach na korpus, które odbierały byłego mistrzowi świata oddech. Lewe haki bite pod prawy łokieć rywala, czy prawe sierpy pod lewy łokieć odegrały w tym dziesięciorundowym pojedynku istotne znaczenie.


Sam Mormeck przyzna później, że w ósmym starcu był zraniony, ale doświadczenie pomogło mu przetrwać. Wydaje się, że to nie był jedyny moment w którym „ miał poważne problemy i szczęśliwie wyszedł z opresji. Nie można mu jednak odmówić charakteru i ambicji. Jak prawdziwy wojownik do końca szukał siłowych rozstrzygnięć i kilka razy trafił Polaka, który w obronie popełnił sporo błędów. Ale w takiej walce, toczonej w wysokim tempie, straty  trzeba wliczyć w koszty własne. Na przyszłość jednak Mateusz musi uważać, bo ktoś szybszy od Mormecka może takie błędy lepiej wykorzystać.


Najważniejsze, że Masternak wygrał trudny, wyjazdowy pojedynek z byłym mistrzem i wsiadł do windy jadącej do góry. Lepiej nie myśleć jak wyglądałaby jego przyszłość, gdyby przegrał. Teraz drzwi do ciekawej kariery, gdy wrócił do wielkiej gry, znów są przed nim szeroko otwarte.