Roman Kołtoń: Wyjątkowy gość, wyjątkowe miejsce. 212 metrów nad ziemią. Jechaliśmy tutaj 50 sekund. W ostatnich miesiącach tak się toczy twoja kariera.

Sebastian Mila: Nabrała rozpędu! Nigdy bym nie pomyślał, że może mnie spotkać tak wiele przyjemnych rzeczy. Gra dla reprezentacji to coś, czego nie da się opisać. To jest coś, o czym każdy piłkarz marzy i idzie jak gladiator, by dojść do tego momentu. Teraz trzeba walczyć jak gladiator, by się tam utrzymać, bo konkurencja jest ogromna. Każdy chce tam grać.

34 razy w reprezentacji, osiem bramek. Dziur w karierze masz mnóstwo! Przerwy nawet pięcioletnie. Czasami piłkarskie życie toczy się w niesamowity sposób.

Wychodzę z takiego założenia, że ktoś u góry daje i zabiera. Jeśli zabrał, to znaczy, że na to zasłużyłem. Trzeba było więc szybko nadrobić te straty, by mógł też coś dać. Mam ogromne szczęście, że udało mi się wrócić. Reprezentacja świetnie funkcjonuje, dlatego dobrze, że mogę być jej częścią. Trener Nawałka podjął ogromne ryzyko.

Pamiętasz kiedy selekcjoner pierwszy raz wysłał ci sygnał, że możesz być w kadrze?

Zadzwonił miesiąc po nominacji. Bardzo szybko. Moimi pierwszymi słowami były gratulacje nominacji i życzyłem mu powodzenia, bo w głowie nie mieściło mi się powołanie. Zaczął ze mną rozmawiać, pytać o formę, zdrowie, mentalność. Mówiliśmy o reprezentacji, jakich ludzi szuka, czego oczekuje po zawodnikach. Powiedział też, że przed nikim nie zamyka drzwi. Nie będzie patrzył na wiek, czy ktoś dostał paszport, czy ktoś go lubi. Liczyła się koncepcja.

Na pewno trochę sceptycznie odebrałeś ten telefon.

To było ogromne zaskoczenie. Już wtedy czułem się wyróżniony. Pomyślałem, jak rozmawiałem z rodziną, która powiedziała mi: zobacz, komuś zależy na tobie. Komuś zależy, żebyś dobrze grał niezależnie, czy dostaniesz powołanie. Ktoś wie, że robisz coś dobrze. Rzeczywiście, co jakiś czas trener dzwonił do mnie, pytając o zdrowie. Miałem wtedy problem z kolanem, piętą, pojawiła się nadwaga. Po wyleczeniu urazu waga pozostała i wyglądało, jak wyglądało. Trener dawał mi sygnał, ale nie do powołania. To był znak, że mogę grać jeszcze lepiej. Nigdy nie zapomnę tej jednej rozmowy. Powiedziałem mu, że trzymam kciuki, bo teraz będzie dobrze, kadra zaczęła grać lepiej. I wtedy trener powiedział, że dzwoni właśnie w tej sprawie… U mnie zaskoczenie… A po chwili słyszę, że dobrze wyglądam i powinienem przyjechać na zgrupowanie. To było fantastyczne. Jak zadzwoniłem do rodziców, to nikt mi nie uwierzył! To było nie do przyjęcia!

Można powiedzieć, że Nawałka jest odważny. W meczu z Niemcami mógł murować, ale jednak tego nie zrobił.

Przed meczem, kiedy chodził po szatni, rozmawiał z poszczególnymi piłkarzami, to zaczepił także mnie. Powiedział, że może być zaistnieć taka sytuacja, że wejdę na boisko. Będzie ciężko, bo pewnie będą przeważać. Trzeba będzie mądrze zagrać, cofnąć się, przechwycić, zagrać dobrze w defensywie, piłkę dorzucić, być pod grą. Wszystkie rzeczy się później sprawdziły! Był gotowy na każdy wariant. Trenowaliśmy z trójką obrońców. Trener ma swoje ustawienia, próbuje. Uważam, że to niesamowita sprawa. Co przeciwnik, to nowy system. Tak robi choćby Pep Guardiola.

Mecz ze Szwajcarią i… opaska kapitana. Lewandowski wchodzi, ty przejmujesz… Jak się czułeś?

To było zaplanowane, jak to u trenera! Było wiadome, że wejdę. Lewy mi wcześniej powiedział, że tę opaskę mi przekaże. To był też gest dla mnie, bo mecz był we Wrocławiu. Nie potrafię określić jak bardzo byłem szczęśliwy.

To na koniec może trochę mniej o sporcie. Kącik kulinarny. Ile kilogramów straciłeś  podczas diety?

 W najlepszym momencie straciłem 10 kilogramów. Później przyszedł czas na mięśnie. Dzisiaj różnica między tym „super” momentem, kiedy ekstra wyglądałem, wynosi 7,5 kg. Nabieram siły, czasami trochę przytyję, ale to są już mięśnie. Mam teraz więcej energii, czuję się wyśmienicie. Trzymam się diety.


Cała rozmowa z Sebastianem Milą w załączonym materiale wideo. Zapraszamy!