Po meczu piłkarek ręcznych Polska - Rosja (29:26) w mistrzostwach Europy powiedzieli:

 

Kim Rasmussen (trener reprezentacji Polski): "To był bardzo trudny mecz. Tak jest jednak zawsze w spotkaniach przeciwko Rosji. Nie można rywalkom nawet na chwilę pozwolić uciec. Trzeba cały czas trzymać kontakt i grać cierpliwie. Dziewczyny pokazały niesamowity charakter. Świetnie rozegrały ten mecz w swoich głowach. Graliśmy mądrze. Nie podejmowaliśmy niepotrzebnego ryzyka. Dobrze rozgrywaliśmy momenty w przewadze. Jak do tego wszystkiego dołożyć polskie serce i ducha walki, to cud może się zawsze wydarzyć. W taki sposób właśnie chcemy grać".

 

Karolina Kudłacz (kapitan reprezentacji Polski, uznana najlepszą zawodniczką spotkania): "Przypomniałyśmy sobie wiele meczów z historii pod wodzą trenera Rasmussena. Jesteśmy przeszczęśliwe, że udało nam się wyjść z wielkiego dołka. Pokazałyśmy wreszcie, jaki potencjał ma ten zespół. Moim zadaniem było dzisiaj podnieść zespół z podłogi. Jestem wdzięczna dziewczynom, że podążyły za mną. To naprawdę wielki sukces, że wyszłyśmy z tak trudnej grupy. To będzie cudowna noc. Po porażce z Węgrami byłam wyczerpana, spałam może godzinę. Śnił mi się ten mecz od pierwszej do ostatniej sekundy. Okropność. Dziękuję kibicom węgierskim, bo dziś hala nas poniosła".

 

Alina Wojtas (rozgrywająca reprezentacji Polski): "Mecz był bardzo emocjonujący, bo i nam i Rosjankom potrzebne było zwycięstwo. Wreszcie zagrałyśmy jak drużyna, doskonale się uzupełniałyśmy. Głęboko wierzę, że następna runda będzie jeszcze lepsza w naszym wykonaniu. Dzisiaj znalazłam nareszcie odpowiedni dystans do bramki, z którym wcześniej miałam problemy, dlatego celniej rzucałam. Czas gra na naszą korzyść i na pewno sprawimy jeszcze niejedną niespodziankę".

 

Karolina Siódmiak (rozgrywająca reprezentacji Polski): "Wiedziałyśmy, że to nasza ostatnia szansa, żeby coś zmienić. Przyzwyczaiłyśmy naszych kibiców, że walczymy do końca, że zawsze jest nerwowo. Chyba potrzebowałyśmy tych dwóch porażek, żeby teraz wejść na szczyt. Okazuje się, że wystarczy poprawić skuteczność, żeby móc zwyciężyć".

 

Monika Stachowska (obrotowa reprezentacji Polski): "Jaki to jest ogromny stres oglądać mecz z trybun (w końcówce Stachowska otrzymała czerwoną kartkę - PAP)! Trochę lepiej jednak jest, gdy jest się na boisku. Dziękuję wszystkim kibicom, którzy w nas wierzyli, ale niedowiarkom też, bo wiem, że w głębi serca jednak byli z nami. Bałyśmy się kolejnej porażki. Jeden mecz zagrałyśmy źle, drugi też źle, wiedziałyśmy, że oczekiwania były ogromne, ale w końcu dałyśmy radę".

 

Izabela Prudzienica (bramkarka reprezentacji Polski): "Cały zespół od początku do końca walczył. Były wpadki, ale ostatecznie wywalczyłyśmy najważniejsze zwycięstwo na tym turnieju. Ja się nigdy nie poddaję i zawsze wierzę, dopóki piłka w grze, że można wygrać. Dziś wzniosłyśmy się na wyżyny".

 

Kinga Grzyb (skrzydłowa reprezentacji Polski): "Grałyśmy bardziej kreatywnie, więcej było rozwiązań dwójkowych, dużo było kombinacyjnej gry i to poskutkowało. Jak widać wiara czyni cuda".