Przed laty Walker był czołowym bokserem świata, teraz w jego przypadku przymiotnik „czołowy” jest tylko tym uzasadniony, że głównie na czoło i szczękę przyjmował ciosy Wacha.

 

Ale oba te pojedynki, oraz inne walki w Radomiu, zeszły w cień wobec aresztowania Piotra Wilczewskiego, byłego mistrza Europy w super średniej, a obecnie trenera Wacha i Łaszczyka. Bokserzy spędzili w areszcie tylko jedną noc, „Wilk” wyszedł zza kratek w piątek od razu przyjechał do Radomia i pomógł swym podopiecznym w odniesieniu zwycięstw.

Zarzuty postawione Wilczewskiemu są poważne: amfetamina w jego samochodzie, naboje... Piotr zapewnia, że ktoś mu to podrzucił, że jest niewinny. Mam nadzieję, że tak jest. „Wilk” mówi, że „Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy” i wierzy, że sprawcy (sprawca?) zostaną ujawnieni. Kto to może być, pozostawia bez komentarza.

Niestety, w ślady „Wilka” nie idą Wach i Łaszczyk oraz promotor Mariusz Kołodziej, którzy sugerują, że za tą aferą stoi konkurencja, której zależało na tym, żeby do gali nie doszło. Żadnego nazwiska nie padają (bo proces byłby gwarantowany), ale wiadomo o kogo chodzi, konkurentów jest czterech. Dowodów na to, że maczali w tym ręce nie ma żadnych, zarzuty są absurdalne. Nie podoba mi się to. Rozsądni ludzie – nawet podenerwowani, że coś się nie układa, wali - powinni najpierw pomyśleć, a potem rzucać oskarżenia.

Niestety, ta sprawa rzuca cień na polski boks. Nie mamy żadnego mistrza świata, mamy za to aferę.