Sześć ostatnich spotkań między City a Palace padło łupem tych pierwszych. Tak więc faworyt mógł być tylko jeden. Manuel Pellegrini miał jednak problem. Żaden z trójki świetnych napastników nie był do jego dyspozycji. Sergio Aguero, Edin Dzeko i Stevan Jovetic ciągle pozostawali poza grą. W związku z tym na szpicy rozpoczął James Milner.

I widać było, że jego nawyki przeważają. Często schodził na skrzydło, wobec czego w polu karnym jego pozycje dublowali David Silva i Samir Nasri. Goście nie pozostawali dłużni i także atakowali. Sporo zamieszania w szeregach obronnych siał Yannick Bolasie. Po jego zagraniu najlepszą okazję zmarnował Fraizer Campbell. Gdyby ta przewrotka była skuteczna...

City przetrwało zaskakująco duży napór gości i w drugiej połowy zadało trzy ciosy. Strzelanie zaczął Silva. Miał dużo szczęścia, bo uratował go rykoszet. To także Hiszpan po raz drugi trafił do siatki. Tym razem po przytomnym podaniu Aleksandara Kolarova. Wynik ustalił Yaya Toure potężnym uderzeniem po krótkim słupku. Manchester City ma już tyle samo punktów co Chelsea, która w poniedziałek zagra na wyjeździe ze Stoke City.