Wydaje się, że Święta Bożego Narodzenia to czas, w którym powinien dominować spokój. Czasami jednak znalezienie się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie, duża gotówka czy niezbyt przemyślane pomysły prowadzą do małych katastrof. No, czasami nawet nie do takich małych…

Diabeł w areszcie

Zacznijmy może od sprawy bardzo świeżej. Nieco ponad tydzień temu na imprezie przedświątecznej spotkali się piłkarze Queens Park Rangers. Pech chciał, że w tym samym miejscu zgromadzili się także gracze… Crystal Palace. Dwie londyńskie drużyny to było za dużo. Najbardziej ucierpieli ci pierwsi. Steven Caulker trafił nawet do szpitala! Rozjemcą był podobno… Joey Barton! Na drugi dzień właściciel QPR Tony Fernandez zapewniał, że w drużynie panuje znakomita atmosfera, a Caulker trafił do szpitala nie po bójce, tylko po poślizgnięciu się. I komu tu wierzyć…

W 2007 roku sir Alex Ferguson zakazał graczom Manchesteru United organizowania imprez świątecznych. Wszystko przez incydent w słynnym Great John Street Hotel. Choć może incydent to zdecydowanie za małe słowo. Zaczęło się od Rio Ferdinanda, który był organizatorem całego przedsięwzięcia. A skoro on stał na czele, to pewne było, że coś się musi wydarzyć. Na początku zebrał od każdego kolegi z zespołu po 4 tysiące funtów. Łącznie uzbierał około 100. Było kasyno, drinki, a skończyło się we wcześniej wspomnianym hotelu.



Ferguson wcześniej zakazał jeszcze jednej rzeczy. Mianowicie, udziału partnerek piłkarzy. Efekt? Osiemdziesiąt wyselekcjonowanych kobiet na imprezie…  Jedna z nich opowiedziała mediom o tym, jak zobaczyła kilku graczy Manchesteru, którzy kręcili się przy jednej, dosyć młodej dziewczynie. Po chwili wszyscy zniknęli na górze… Nad ranem aresztowano Jonny’ego Evansa, obrońcę Czerwonych Diabłów… który po kilku godzinach opuścił areszt. Przyjęcie trwało jednak dalej. Najmocniej bawili się najbardziej medialni – Ferdinand i Wayne Rooney. Show skradł jednak Ryan Giggs, który wcielił się w rolę… Elvisa Presleya.

Papieros w oko

Wcześniej była mowa o Bartonie jako o człowieku, który starał się zażegnać konflikt. Może było to spowodowane przykrym doświadczeniem, choć w jego wypadku… Ale po kolei. W 2004 roku wraz z kolegami z Manchesteru City udał się na imprezę świąteczną do jednego z klubów. Powodem był także jego nowy kontrakt, który opiewał na 27 tysięcy funtów tygodniowo. Jak to piłkarze – i jak to w okresie przedświątecznym – zdecydowali się na szybkie spożywanie alkoholu. W pewnym momencie stracili kontrolę.

Istnieją dwie wersje tej historii. Posłuchajmy więc samego sprawcy, który opisał ją na własnej stronie. Ofiarą został Jamie Tandy, piłkarz młodej drużyny Obywateli. Jego problemy zaczęły się jeszcze, kiedy alkohol nie lał się strumieniami. Tandy zamiast kolęd zaczął śpiewać piosenki obrażające mieszkańców Liverpoolu. Jako że Barton pochodził właśnie stamtąd zwrócił mu uwagę w sposób bardzo agresywny.

O sprawie zapomniano, ale tylko na chwilę. Kiedy niczego niespodziewający się Barton siedział z Dannym Millsem i Bradleyem Wrightem-Phillipsem, nagle zaczął płonąć! Okazało się, że to sprawka Tandy’ego. – Odwróciłem się i zobaczyłem go szeroko uśmiechnięto. To było na zasadzie: zobacz, to ja zrobiłem.. a może jednak nie ja? Wszyscy wiedzieli, że to on – wspomina bardziej doświadczony gracz. Alkohol i ogromna złość zrobiły swoje. Barton przyznał, że szukał czegoś na stole, ale że niczego nie znalazł, to zabrał Millsowi papierosa i chciał mu go wypalić na szyi. Pechowo nastolatek się odwrócił i został trafiony… w oko! – Wiedziałem, że to złe, ale ten idiota podpalił mi koszulkę! – pisał Barton. Ostatecznie skończyło się w sądzie, w związku z czym Tandie otrzymał odszkodowanie.


Jamie Tandy po spotkaniu z Joey Bartonem.

Czujność trenera, głową na chodniku i kłamstwo w dobrej (?) wierze

Pięciu wynajętych ochroniarzy. Wszyscy z najwyższej półki. David O’Leary wiedział, co się święci. Przygoda świąteczna Leeds United z 2001 roku także nie skończyła się happy endem. Cała drużyna, nim usiadała przy stole z rodziną, udała się na miasto w przebraniach… żołnierzy. Kiedy całonocna impreza zmierzyła ku końcowi, jeden z ochroniarzy zamówił taksówkę, do której wsiadł Robbie Fowler wraz z kolegą. Kiedy pojazd zatrzymał się na stacji benzynowej, jeden z fotografów chciał zrobić zdjęcie gwiazdy, która śpi tuż za fotelem pasażera. Zauważył to jego przyjaciel. Doszło do szarpaniny, w efekcie czego z aparatu nic nie zostało. Fowler trafił do aresztu, ale szybko został z niego zwolniony.

Dwa lata z rzędu musiał się wstydzić Neil Lennon – obecnie trener Boltonu, a wtedy piłkarz i podpora Celtiku Glasgow. Przypomnijmy więc w skrócie jego ekscesy. W 2001 roku Irlandczyk z Północny tak mocno świętował, że… uderzył głową w krawężnik. Rok później drużyna wybrała się do Newcastle, a Lennon – wraz z trójką innych zawodników: Bobby Pettą, Joosem Valgaerenem i Johanem Mjallbym – skończył na areszcie, gdyż – a to zaskoczenie – rozbił dwa aparaty warte łącznie ponad 24 tysiące funtów. Co ciekawe, drużyna udała się do Anglii, by uniknąć zainteresowania mediów w Glasgow…

Jak nie postępować z własnym trenerem zademonstrował w 2009 roku Robbie Keane. Napastnik Tottenhamu powiedział Harry’emu Redknappowi, że drużyna nie zamierza imprezować, tylko uda się na spokojną grę w golfa. Kiedy czujność szkoleniowca zmalała, Irlandczyk zabrał całą drużynę na dużą imprezę do Dublina. Do Londynu piłkarze wrócili dopiero na 72 godziny przed kolejnym meczem (przegranym z Wolverhampton 0:1). Po tym ekscesie Keane wylądował na liście transferowej.