Wybierajcie sami spośród Stocha, Kwiatkowskiego, Wlazłego, Bródki czy Kowalczyk - ja się nie podejmuję. Nie da się zważyć, racjonalnie porównać i poddać gradacji wszystkich sukcesów polskiego sportu w 2014 r. Te wyjątkowe 12 miesięcy pozwoliły nam uwierzyć, że mamy nie tylko ludzi zdolnych od przypadku do przypadku wdrapywać się na szczyt, mamy też doskonałe plany i ludzi, którzy za przygotowaniem do tych sukcesów stoją. Podejrzewam też, są gwarantem utrzymania tej niesamowitej koniunktury na kolejne sezony.

 

Trenerski geniusz?


W szeregu tym zdecydowanie wskazuję na Antigę. Nie mam zamiaru przypominać w szczegółach drogi, jaką pokonał na ścieżce swojej błyskawicznej i niespodziewanej kariery. Zrobili to już inni, zwracając uwagę na dość istotne szczegóły, jak choćby trudne dla każdego trenerskiego żółtodzioba przestawienie się z relacji „partner” na relację „przełożony”. To wszystko już wiemy, zastanówmy się raczej, czy nie mamy do czynienia z kimś obdarzonym trenerskim geniuszem. A może i osobą w świecie sportu absolutnie kompletną, która dla tej dziedziny życia została stworzona i poradzi sobie w niej w każdej roli.


Zacznijmy od tego, że to nie musiało się udać. Ba, według logicznych prawideł sportu - a tymi wbrew pozorom sport rządzi się dość często - nie powinno. Jak kompletnie niedoświadczony trenersko facet jest w stanie przejść na drugą stronę wielkiego muru, nakłonić nieprzejednanych (Wlazły) i jeszcze w imię drużynowych wartości pozbyć się największych gwiazd (Kurek, Bartman)? Jak może poradzić sobie z presją, jaką narzuciły na niego władze PZPS, które chciały wyjść z mistrzostw świata nie tylko z laurkami o znakomitej organizacji, ale także realnym sukcesem sportowym?

 

Te pytania zadawaliśmy sobie jeszcze nim misja Antigi rozpoczęła się na dobre. Pamiętam jak dziś, kiedy nielojalność wobec Antigi wyrzucił mi tuż po dekoracji złotymi medalami MŚ rzecznik prasowy reprezentacji Mariusz Szyszko. Miałem w jakimś tekście podważać sens zatrudniania Francuza na selekcjonerskiej posadzie. Szczerze mówiąc nie przypominam sobie, najpewniej wyraziłem swoją wątpliwość w publicznej bądź kuluarowej rozmowie. Nieistotne. Zastanowiło mnie przy tej okazji, ilu tak naprawdę było Antigi pewnych.

 

I ilu dziś może wyjść i z czystym sumieniem powiedzieć: „wierzyłem w niego od początku”. Także spośród ludzi, którzy rozpoczynali z nim współpracę.


Przesłanek niepowodzenia było wiele, jeszcze nim Polacy z Antigą w roli trenera dotknęli piłki po raz pierwszy. Nie ustawały one także w trakcie przygotowań do pierwszego meczu mundialu na Stadionie Narodowym. Wątpliwości, wraz ze spektakularnymi ruchami kadrowymi, było przecież więcej i więcej. Teraz, już z perspektywy, widać, że w ruchach Antigi nie było cienia przypadkowości, podpierania się intuicją. Mam wrażenie, bo do końca pewny nie jestem, że wszystko zostało pieczołowicie zaplanowane.


Wróciłem właśnie do przeczytanej jakiś czas temu książki o Mourinho - „Za kulisami zwycięstw”. Wszyscy współpracownicy Portugalczyka podkreślają w niej cudowny dar narzucania mentalnej przemiany każdemu członkowi jego kolejnych misji. Zaczyna się to na etapie budowania gotowego na wszystko zaplecza. Uważność, z jaką Mourinho, a w naszym wypadku Antiga (II trener Philippe Blain, statystyk Oskar Kaczmarczyk czy trener mentalny Jakub B. Bączek) dobierali sobie najbliższych współpracowników wręcz narzuca analogie. Posunięta do granic pracowitość i dbałość o szczegóły też każe nam widzieć we Francuzie kawałek charyzmatycznego trenera Chelsea. Do teraz nie mogę się nadziwić, jaki jeszcze detal mógł wyłuskać Antiga ślęcząc z nosem w laptopie w hotelowym lobby około czwartej nad ranem chwilę przed finałem z Brazylią.

 

Grupa najważniejsza


Antiga - mam wrażenie po mistrzostwach, ale i obserwując go w codziennej pracy - podporządkowuje wszystko grupie, panujących w niej relacjom. Sięgnę tu do prywatnego z nim doświadczenia, kiedy po meczu piłkarskim w nowej dla niego grupie uparcie nalegał, że to on postawi piwo reszcie kompanów, ale i swoim rywalom, bo w każdym zespole musi panować niezachwiana hierarchia.


Weźmy kolejną sprawę, z pozoru błahą - obaj przywoływani bohaterowie za warunek stawiają mieć rodzinę blisko siebie, by całkowicie oddać się pracy. Jeśli mają problem, nie wykluczone, że często sami go wcześniej kreują, przekuwają go w korzyść dla drużyny. Itd.


Nie chciałbym naiwnie poszukiwać kolejnych podobieństw, tak jak wszyscy pracujący z Mourinho wierzą w jego nieomylność, tak ja uwierzyłem Antidze, że jest naprawdę wyjątkowy. Mimo że początkowo nie stawiałem nań złamanego grosza, do czego bez żadnych problemów się teraz przyznaję.