- Okazało się, że bolący od jakiegoś czasu przywodziciel jest porwany na całej długości. Nie jest to bardzo groźna kontuzja, ale trzeba się nią zająć, dlatego lekarze już zastosowali terapię czynnikiem wzrostu. Ma ona przyspieszyć regenerację mięśnia - powiedział Bródka.

Złoty medalista igrzysk zmienił plany i nie wystartuje w Czelabińsku w ME w wieloboju (10-11 stycznia). Zamiast do Rosji, już w Nowym Rok uda się na zgrupowanie rowerowe do Hiszpanii. Jadą tam również Luiza Złotkowska (Sparta Grodzisk Mazowiecki) i trener Witold Mazur.

Mam nadzieję, że do mistrzostw świata w Heerenveen problem definitywnie zostanie zapomniany i będę mógł skutecznie powalczyć o jak najwyższe lokaty - dodał łyżwiarz.

Najważniejsze zawody sezonu poolimpijskiego - MŚ w Holandii odbędą się w dniach 12-15 lutego. Oprócz Bródki, kłopoty ze zdrowiem ma też inny czołowy polski panczenista Konrad Niedźwiedzki. U niego zdiagnozowano tzw. przepuklinę sportową. W Czelabińsku z trójki brązowych medalistów IO 2014 w biegu drużynowym wystąpi tylko Jan Szymański.

Szymański nie miał sobie równych w zakończonych we wtorek mistrzostwach kraju na Stegnach. Zwyciężył na czterech dystansach i w punktacji wielobojowej. Ale to Bródka, jako jedyny z czołówki, przejechał wszystkie biegi w rywalizacji indywidualnej - wywalczył srebro na 1000 m oraz brązowe krążki na 500, 1500 i 3000 m. Poza podium znalazł się tylko na 5000 m.

W koronnym wyścigu przegrał w Warszawie z Szymańskim i Niedźwiedzkim.

- Spodziewałem się, że mogę być trzeci, bo jeszcze nie jestem w bardzo dobrej dyspozycji. Poza tym Janek jest naprawdę mocny w tym sezonie. Nie mam sobie jednak nic do zarzucenia, bo podjąłem walkę z kolegami. Troszkę zabrakło mi na otwarciu, ale generalnie jestem zadowolony, bo dyspozycji idzie w górę. Z kolei na 500 m znów się potknąłem na starcie. Lecz i tak w drugim biegu poprawiłem się o 0,3 s - stwierdził.

Brak hali lodowej sprawił, że po raz kolejny MP rozegrano na odkrytym torze - przy ujemnej temperaturze, dodatkowym utrudnieniem był wiatr i śnieg.

- Niestety, nie mamy wyboru i nie możemy występować w mistrzostwach kraju w normalnych warunkach. Trzeba jasno powiedzieć, że to zupełnie inny sport, niż łyżwiarstwo szybkie w halach. Ale warto było wystartować dla tych osób, które przychodzą nam pokibicować - podkreślił Bródka.