Aleksandra Szutenberg: Rok 2014 powoli dobiega końca. Jaki to był rok, pod względem sportowym, dla Piotra Małachowskiego?

Piotr Małachowski: Oprócz mistrzostw Europy, naprawdę bardzo udany. Kilka fajnych mityngów Diamentowej Ligi, finał oczywiście za Robertem Hartingiem, ale udało się cały cykl wygrać, więc fajnie. Szkoda mistrzostw Europy. Wiadomo, taki jest sport. Nie zawsze ci którzy są dobrze przygotowani, najlepsi, muszą wygrać. I to jest tak naprawdę w sporcie fajne. Uważam, że ten rok  był dla mnie naprawdę udany. Po tym wszystkim, co miałem w życiu, to naprawdę ten rok uważam za wielki sukces.

Sprawa zwycięstwa w całym cyklu Diamentowej Ligi rozstrzygała się w ostatnim mityngu w Brukseli. Sytuacja była podobna jak przed rokiem, gdy na ostatniej prostej stracił Pan diamenty. Jak smakowało tegoroczne zwycięstwo, po czterech latach przerwy?

Smakowało, smakowało przede wszystkim to, że sezon skończyłem z wynikiem 67metrów. To naprawdę pozytywny wynik, pozytywny zastrzyk energii na koniec sezonu i taka dobra, pozytywna motywacja na rok 2015.

Ten rok był wyjątkowy dla całej polskiej lekkoatletyki. Dwanaście medali mistrzostw Europy, trzy medale halowych mistrzostw świata… Jak Pan podsumuje ten sezon w wykonaniu polskiej reprezentacji?

Mistrzostwa Europy to oczywiście wielka niespodzianka i wielki sukces polskiego sportu. Fajnie, że po medale sięgali przede wszystkim młodzi zawodnicy, że tak naprawdę gdzieś za tymi starymi zawodnikami idzie młodzież. Są młodzi, zdrowi, pełni takiego wigoru, chęci do treningu i walki na zawodach. I to tak naprawdę jest dobry prognostyk nie tylko przed mistrzostwami świata w Pekinie, ale za chwile są też igrzyska olimpijskie w Rio.
Tak naprawdę każdy już zaczyna myśleć o tym Rio. Niby zostały jeszcze aż dwa lata, ale z drugiej strony to jest półtora roku przygotowań do głównego startu. Wszyscy są skupieni na Rio, a młodzież na pewno będzie chciała pokazać, że mistrzostwa Europy to nie był przypadek, tylko wynik ich ciężkiej pracy.

Czy to Rio już w głowie mocno siedzi? Jakie ma Pan plany i cele na 2015 rok?

Na razie jesteśmy w Polsce, pogoda nam dopisuje, nie ma tragedii, więc możemy rzucać na zewnątrz.  W kraju zostaję do końca stycznia. Później w lutym mamy trzytygodniowe zgrupowanie w Portugalii, wracamy na tydzień do Polski, później wyjeżdżamy na miesiąc do RPA. To będzie już takie końcowe klimatyczne zgrupowanie zagraniczne i potem kilka zgrupowań w Spale. Wtedy zobaczymy, jak te starty będą się układały, na jakim etapie przygotowań będę, czy będę rzucał daleko, czy ta forma na treningu będzie regularna, czy będę zdrowy.
Jak zawsze planuję zacząć od pierwszego mityngu Diamentowej Ligi w Szanghaju, a wiadomo główną imprezą są mistrzostwa świata w Pekinie. Fajnie byłoby powtórzyć ten wynik z igrzysk olimpijskich, jak będę drugi się nie obrażę, ale na pewno będę walczył o to, żeby być pierwszy. Mam nadzieję, że nie tylko z Robertem Hartingiem, ale także z innymi zawodnikami, którzy w tym sezonie prezentowali się bardzo fajnie.

Robert Harting leczy kontuzje, rehabilituje się i mówi, że tytułu raczej nie obroni…

Nie no zobaczymy. Każdy z nas wie, ile mniej więcej trzeba rzucać i jak trzeba się do tego złotego medalu przygotować. Robert pewnie odpuści tą pierwsza część sezonu. Nie wejdzie w sezon tak jak zwykle w maju, czerwcu, tylko pewnie jakoś w lipcu. Priorytetową sprawą będą tylko mistrzostwa świata. Bądźmy spokojni, tam jest niemiecka medycyna, wszystko jest dobrze poukładane, więc na pewno będzie dobrze przygotowany i w pełni zdrowy.

Czego Panu życzyć na 2015 rok?

Zdrowia, tak naprawdę, jak będzie zdrowie, to będzie naprawdę dobrze. I to nie chodzi tylko o sport, ale ogólnie o życie, takie normalne, pozasportowe.

To tego zdrowia życzę.

Dziękuję i wzajemnie.