Początek meczu był fatalny dla Katalończyków. Już w 2. minucie Barcelona przegrywała po akcji Sergio Canalesa. Po dośrodkowaniu byłego pomocnik Realu Madryt oraz Valencii Jordi Alba pięknym strzałem głową wpakował piłkę szczupakiem do bramki z tym, że pokonał własnego bramkarza. Goście kiepsko prezentowali się w ofensywie. Momentami sprawiali wrażenie jakby niemieli kompletnie pomysłu na grę. W 36. minucie to gospodarze byli bliscy zdobycia drugiego gola, ale zabrakło dokładności. Canales kapitalnie zwiódł Montoyą w polu karnym przyjezdnych, ale potem uderzył wprost w Caludio Bravo, który sparował piłkę na rzut rożny.

 

Po przerwie na boisku pojawił się Lionel Messi w miejsce Munira El Haddadiego. Argentyńczyk wniósł w poczynania ekipy z Camp Nou sporo ożywienia, ale to było za mało, żeby z San Sebastian wywieźć choćby punkt. Messi i spółka w niczym nie przypominali zespołu, który praktycznie w każdy meczu stwarza sobie przynajmniej kilka okazji bramowych i bezsprzecznie dominuje na placu gry. W końcówce meczu dwie dogodne okazje do strzelenia bramki miał Luis Suarez, ale Urugwajczyka znakomicie powstrzymał bramkarz baskijskiej ekipy.  

 

Zespół szkockiego szkoleniowca David Moyesa w niedzielny wieczór zagrał rozsądnie w defensywie i przy odrobinie szczęścia zainkasował komplet punktów. Tym samym FC Barcelona nie wykorzystała potknięcia Realu Madryt i tym samym nie awansowała na pozycję lidera.