Prowadzenie biało-czerwonym zapewniła Agnieszka Radwańska, która pokonała Casey Dellacquę 6:2, 6:3.

Spodziewałam się, że miejscowi kibice będą dopingowali Casey, ale ja mogłam liczyć na wsparcie polskich fanów. Jest ich tu bardzo dużo. Puchar Hopmana to świetne przetarcie na początek sezonu. W najbliższym czasie najważniejszym turniejem będzie Australian Open. Wówczas dołączy do mnie Martina. Mam nadzieję, że w tym roku w Perth osiągniemy jeszcze lepszy wynik niż poprzednio - podkreśliła 25-letnia Polka w wywiadzie tuż po zakończeniu pojedynku z Dellacquą.

 

Później na kort wyszedł Janowicz i też wygrał, choć po ciężkiej walce. Pokonał Matthew Ebdena 3:6, 7:5, 6:0, choć w drugim secie przegrywał już 3:5. Rozstrzygnął na swoją korzyść jednak 10 kolejnych gemów i zszedł z kortu jako zwycięzca.

 

Wydaje mi się, że cały czas mam "jet lag" (zespół nagłej zmiany strefy czasowej - red.). Położyłem się spać o godz. 22 a obudziłem o 14. Nie był to mój najlepszy mecz, ale walczyłem o każdą piłkę, każdy punkt i gem. I radziłem sobie coraz lepiej - tłumaczył Janowicz.

 

Australijski reporter zapytał, czy "Agnieszka powiedziała Ci, że chciałaby poprawić ubiegłoroczny wynik uzyskany z Grzegorzem Panfilem?"

 

- Nie, nie wspominała o tym - odpowiedział "Jerzyk".

 

Na zakończenie niedzielnej rywalizacji Radwańska i Janowicz pokonali Casey Dellacquę i Benjamina Mitchella 8:4, ale był to tylko mecz pokazowy. Australijczyk (238. ATP) pojawił się bowiem na korcie w miejsce Matthew Ebdena (231.). Temu drugiemu kontuzja łydki dawała się już we znaki podczas spotkania singlowego z Janowiczem i nie był w stanie później kontynuować gry.

 

- Zawsze fajnie jest zagrać miksta. To dobra zabawa - przyznała Radwańska.

 

- Ostatni raz grałem miksta... 11 lat temu. Musiałem się więc trochę do tego przyzwyczaić. Muszę potrenować, bo moja gra była w mikście straszna - powiedział Janowicz.

 

- Mam tylko nadzieję, że jakoś przeżyję ten jutrzejszy trening, bo mają być 42 stopnie. A tak w ogóle to dobrze jest grać z kimś, kto serwuje 230 km/godz. i ciągle tylko krzyczy za plecami "moja! moja!" - dodała z uśmiechem Isia.

 

Polacy zmierzą się w środę z Brytyjczykami Andym Murrayem i Heather Watson. Dwa dni później czeka ich pojedynek z Francuzami Alize Cornet i Benoit Paire'em.