Ni to napastnik, ni to skrzydłowy. Urodzony w Gliwicach zawodnik często żonglował swoimi rolami na boisku. Zaczynał jako "dziewiątka", by z czasem zostać przesunięty za plecy napastników. Ma jednak jeden mankament - nigdy nie potrafił przełożyć reprezentacyjnej dyspozycji na klubową koszulkę. Gwiazdą nr 1 był tylko w ukochanym Koeln.

 

Nie tędy droga

 

Tuż przed mundialem w Niemczech, dokładnie pierwszego czerwca 2006 ogłoszony został jako nowy zakup Bayernu Monachium. Bawarski gigant zapragnął mieć w swoich szeregach 21-latka ze znakomitymi rokowaniami i dużym potencjałem. Podolski błyszczał na drugim poziomie ligowym: w sezonie 2004-2005 został królem strzelców 2. Bundesligi z 24 trafieniami, a rok później po awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej w 32 występach w Kolonii zdobył 12 bramek. W międzyczasie stworzył niezwykle groźny "polski" duet w ataku reprezentacji Niemiec z Miroslavem Klose.

 

Czempionat potwierdził klasę i aspiracje młodego Poldiego. Trzy gole zdobyte na imprezie dały mu srebro w klasyfikacji strzelców ex aequo z takimi tuzami jak... Ronaldo, Zinedine Zidane, Fernando Torres, Hernan Crespo czy David Villa. Niemcy zdobyli brązowe medale, a Poldiego okrzyknięto nawet objawieniem imprezy. Bramy wielkiego futbolu stały dla niego otworem.

 

Co  zawiodło? Ciężko powiedzieć. W Bayernie przez 3 lata zdobył zaledwie 15 goli w 71 występach, występując u boku Klose jako napastnik. Polskojęzyczny duet miał siać postrach wśród rywali, jednak nie spełnił oczekiwań. Podolski miał być napastnikiem na lata, a trapiony przez kontuzje zsyłany był do drużyny rezerw. Szefostwo do szału mógł doprowadzać fakt, że kiepskie występy w czerwonej koszulce przeplatał znakomitą dyspozycją w zespole narodowym: na Euro 2008 doprowadził Niemców do kolejnego medalu wielkiej imprezy, znowu zdobywając srebro w indywidualnej klasyfikacji strzeleckiej. W Bayernie jedynym osiągnięciem będzie pierwszy tytuł mistrzowski, jego miejsce zdążył jednak wówczas zająć dużo skuteczniejszy Luca Toni.

 

Na stare śmieci

 

Szturm na wielką piłkę zakończył się fiaskiem. Po wielu przejściach z kontuzjami i problemami wychowawczymi (podczas meczu z Walią uderzył... kapitana, Michaela Ballacka w twarz) obrał jedyny słuszny kierunek. Musiał postawić krok w tył, by mieć kiedyś szansę na dwa do przodu.

 

 

Z podkulonym ogonem wrócił więc do Koeln, w którym  ponownie dostał spory kredyt zaufania. Jego transfer powrotny pomógł sfinansować... Michael Schumacher. Zespół z zachodu Niemiec szukał dodatkowych środków na odkupienie Poldiego, więc na stronie internetowej klubu wystawiono złożony z pikseli portret zawodnika, a każdy piksel kosztował potencjalnego nabywcę 25 euro. Mistrz świata w Formule 1 zakupił kilkanaście.

 

Chłopcze, podążyłeś za głosem serca i wracasz do ukochanego klubu. Dla mnie Kolonia zawsze znaczyła bardzo wiele, teraz ty możesz pokazać ile znaczy dla ciebie.

 

Pierwszy sezon po powrocie był jednak fatalny, zaś jedynym pozytywnym akcentem gol... strzelony Bayernowi z rzutu wolnego. Nierówność - to słowo odmieniało się w kontekście Poldiego przez wszystkie przypadki.

 

W sezonie 2010-2011 odzyskał jakby dawne walory i znowu siał zaczął bombardować bramki rywali. 13 trafień było fundamentem do wystrzałowej kampanii rok później. Koeln przez cały sezon broniło się przed spadkiem, zaś Podolski wydawał się jedynym rycerzem zdolnym ocalić płonące królestwo. 18 goli kapitana nie pomogły jednak kopciuszkowi w pozostaniu w najwyższej klasie rozgrywkowej: do miejsca "premiowanego" barażem zabrakło punkciku.

 

Armata wśród Kanonierów

 

Znakomita dyspozycja w Bundeslidze zapowiadała wielki transfer. Tak świetny zawodnik nie mógł bowiem grać na niemieckim zapleczu, więc rękę wyciągnął po niego Arsene Wenger.

 

Sprowadzenie Lukasa da nam niezwykle dużo nowych możliwości w ofensywie.

 

Na The Emirates Podolski szybko znalazł swoje miejsce, zaś odejście postaci centralnej - Robina van Persiego mogło go tylko ucieszyć. Ustawiany na skrzydle trafiał regularnie, jednak nigdy nie został gwiazdą zespołu. Na trybunach skandowano nazwiska wirtuozów: Santiago Cazorli; czy ulubieńców: Theo Walcotta. Niemiec był specjalistą od czarnej roboty.

 

 

16 trafień we wszystkich rozgrywkach były jednak dobrym wynikiem. Będący w przebudowie Kanonierzy zyskali sporo na przejściu Poldiego, jednak z biegiem czasu jego rola w zespole topniała. W północnym Londynie meldowały się kolejne wielkie nazwiska: Mesut Ozil czy Alexis Sanchez, a Niemiec co raz wygodniej rozsiadał się na ławce rezerwowych. Nigdy nie tracił uśmiechu z ust; zawsze gotowy był pomóc drużynie w trudnych chwilach i wspierał kolegów, był pupilkiem kibiców. Nigdy jednak nie został prawdziwą gwiazdą. W Anglii zawsze był postacią drugoplanową.

 

Trzydziestka na karku. Co dalej?

 

O transferze mówiło się już od dawna. Swojego miejsca na Ziemi szukał więc będzie w Mediolanie. W nękanym problemami i huśtawkami formy Interze, ma przez pół roku szansę stać się kimś ważnym. A na tym mu na pewno od dawna zależy. W debiucie z Juventusem Turyn zameldował się na boisku w drugiej połowie i dał pozytywny impuls, dzięki któremu skazywani na porażkę Nerrazurri zdołali wywieść punkt z trudnego terenu.

 

Lukas Podolski zbliża się już do poważnej granicy trzydziestu lat. Jego znaczenie w wielkiej piłce stale maleje: w tym roku został mistrzem świata z reprezentacją Niemiec, zdobył też Puchar Anglii z Arsenalem. W obu jednak przypadkach pełnił role wyłącznie epizodyczne.

 

Tak jak przez większość kariery. Poldi nigdy nie wskoczył na ten wyższy poziom, mimo dużego potencjału. Wiele jego atomowych bomb pod poprzeczkę wywoływało euforię u oglądających, zaś skuteczność budziła największy podziw. Zawsze jednak pozostanie wielkim graczem na pół etatu: mającym niezłe momenty, jednak często popadającym w przeciętność. Świetnym w kadrze, średniakiem w klubie.