Sevilla pokonała Granadę już w tym sezonie 5:1 w meczu ligowym, dlatego Unai Emery nie musiał wystawiać najsilniejszego składu na czwartkowe spotkanie. Na boisku biegali głównie rezerwowi, a reprezentant Polski był jednym z nielicznych, którzy wyszli w podstawowym składzie, w ostatnim ligowym spotkaniu.

 

Widać, że trener Sevilli ma do Krychowiaka zaufanie i chce go mieć na boisku, jako bezpiecznik w drugiej linii, gdyby któregoś z pomocników za bardzo poniosła fantazja. Polak wie, co ma robić i robi to bardzo rzetelnie, do tego stopnia, że w pierwszej połowie dostał żółtą kartkę za zbyt ostre wejście, a w drugiej - poturbował Manuela Iturrę. Niebezpieczeństwa wielkiego dla Sevilli w tym spotkaniu nie było, bo Granada pokazała, dlaczego znajduje się w ogonie La Liga i strzeliła w tym sezonie tylko 10 goli w lidze.

 

Pod bramkę Sevilli gospodarze przedzierali się bardzo rzadko, a sami w obronie popełniali proste błędy. Przy pierwszej bramce dwóch stoperów spokojnie patrzyło jak do piłki odbitej od słupka po strzale Gameiro, dopadł Deulofeu. Miał dalej, ale był przytomniejszy i Sevilla prowadziła 1:0. Drugiego gola goście dorzucili w drugiej połowie, dzięki błędowi Suleymana Marreha. Bramkę zdobył tym razem Gameiro.

 

Do ostatniej minuty wiele się nie działo. Piłkarze Granady nie potrafili, a piłkarzom Sevilli już się za bardzo nie chciało. Wtedy Diego Aspas mógł strzelić dla Sevilli trzeciego gola. Nie wykorzystał doskonałej okazji, a w odpowiedzi Granada przeprowadziła kontratak. Obrońcy Sevilli ratowali się faulem, ale z rzutu wolnego potężnie uderzył Bangoura i zamiast pewnego zwycięstwa Sevilli, skończyło się wynikiem, który zapowiada w rewanżu emocje.

 

Granada - Sevilla 1:2 (0:1)

 

Bramki: Bangoura (90.) - Deulofeu (32.), Gameiro (53.)