Łukasz Majchrzyk: Osasuna wygrywa, więc rozmowa będzie przyjemniejsza?


Jan Urban: Ja się nie boję rozmawiać, nawet kiedy nie idzie.


Odetchnął Pan jednak?

Nie. Ja cały czas oddychałem normalnie.


Słabe wyniki Osasuny musiały Pana jednak boleć.

Raz jest lepiej, raz jest gorzej. Zaczęliśmy sezon całkiem przyzwoicie. Potem przyszły problemy. Już w pierwszej kolejce Oier, jeden z naszych obrońców, zerwał więzadła krzyżowe. Potem kontuzję ścięgna Achillesa miał, który był jednym z najlepszych piłkarzy w mojej drużynie. Do tego doszły problemy z wyjazdami zawodników na zgrupowania reprezentacji. Dobre wyniki wróciły, kiedy mieliśmy całą kadrę. To wszystko ma wpływ na naszą grę, zwłaszcza jeśli się pracuje z całą kadrą. Rotacji w składzie jest za dużo, wymuszonych, zawodnicy po 2 tygodnie na zgrupowaniach. Drużyna nie mogła funkcjonować w normalnie, nie da się wtedy dobrze trenować. Do tego dochodziły kartki. Miałem 12, czasem nawet 11 piłkarzy, bo jeden z młodych zaczął dostawać powołania do hiszpańskiej młodzieżówki.


Tych 18 piłkarzy w kadrze, których może mieć Osasuna to dla Pana kara szczególna.

Wiadomo to już od dawna, że 18 zawodników z zawodowymi kontraktami możemy mieć przez długi. Nie chcę do tego wracać.


A dodatkowo, wymóg jest taki, że minimum 7 piłkarzy z zawodowymi kontraktami musi jednocześnie przebywać na boisku. Oszczędza ich Pan jakoś, czy ryzykuje?


Staram się nie ryzykować, bo to twardy przepis. Gdybyśmy mieli na boisku 7 zawodników z kontraktami i czterech młodych, to przy czerwonej kartce mielibyśmy problemy. Z Alcorcon przy 2 czerwonych kartkach, byliśmy na granicy, ale to był mecz i tak przegrany. Straciliśmy dwie bramki do przerwy, więc nawet, gdybyśmy dostali karę, to by aż tak nie bolało. W meczu z Las Palmas też taka sytuacja była i czerwona kartka mogłaby nas drogo kosztować, bo wygraliśmy 2:1. Tworzyliśmy naszą kadrę tak, jak mogliśmy. Wypożyczyliśmy z Betisu Sevilla Cedricka Mabwatiego. Od nas odeszło wielu za darmo, żebyśmy mogli zejść choć trochę z kosztów. Musimy sobie radzić. Młodzi zawodnicy zagrali bardzo dobrze, dają Osasunie naprawdę wiele.

 

W ostatniej kolejce, z Recreativo Huelva, musiał Pan dość mocno eksperymentować?

 

W ostatnim meczu, w środku pola zagraliśmy ekstremalnie młodym duetem: Mikel Merino i Miguel Olavide. Obaj mają po 18 lat. Merino już sporo gra w Osasunie. Nawet teraz gra bardzo dużo, przy kilku obcokrajowcach, których udało nam się pozyskać po zniesieniu zakazu transferowego. Nic dziwnego, że interesują się nim różne kluby. Pisało się w jego kontekście o Barcelonie, o Athletic Bilbao. Jeszcze brakuje mu doświadczenia, czasami ciężko mu wytrzymać 90 minut na dobrym poziomie. Dla Olavide był to pierwszy mecz w podstawowym składzie. Do tej pory grał około 60 minut. Do tego w środku pola mam jeszcze jednego młokosa, Davida Garcię. Ta sytuacja nie zmieni się do końca Pucharu Narodów Afryki i Pucharu Azji.


Może niektórzy wrócą trochę wcześniej.

No tak, dużo zależy od tego, do jakiej fazy dojdą, ale i tak, kiedy wrócą, to będą się musieli aklimatyzować, bo dosyć długo ich nie było. Zwłaszcza zawodnicy z Iranu będą mieć problem, bo Puchar Azji jest rozgrywany w Australii. To ma olbrzymi wpływ na organizm.


Kilka perełek Pan znalazł. To jedno z dwóch zadań: powrót do Primera Division, a do tego wypromować kilku młodych, których można potem sprzedać?


Takie wymagania rzeczywiście się pojawiły. Sytuacja nas zmusza do tego, żeby szkolić piłkarzy na sprzedaż. Z drugiej strony w Osasunie wiedzą, że do pierwszej drużyny Legii wprowadziłem kilku zawodników: Ariela Borysiuka, Macieja Rybusa, Jakuba Koseckiego. Każdy z nich trafił do reprezentacji Polski. I nie da się ukryć, że pracowałem w Osasunie z juniorami. Wiem, jak to tutaj wygląda. Młodzi wchodzą do gry, ale różnica między 3., a 2. ligą jest duża, bo między tymi dwoma poziomami jest jeszcze Segunda B. Jest 3-4 młodych, którzy dali bardzo dużo zespołowi. To jest pocieszające, fajne, czuć efekty pracy. Jest możliwość, że ktoś się zainteresuje i podratuje nasz budżet. Teraz jest sytuacja podobna do tej, którą miałem kiedyś w Legii. Dla takich klubów w takiej sytuacji jak Osasuna, to jest bardzo ważne. Teraz, kiedy gramy w 2. lidze, mamy walczyć o powrót do Primera Division, ale Las Palmas, Sporting Gijon, czy Betis - te kluby mają większy potencjał od naszego w tym momencie.


Przed startem sezonu jako cel podawano powrót Osasuny do La Liga, ale potem wiele się zmieniło. Mimo wszystko kibice chyba liczą co najmniej na play off, bo w artykule w "Diario de Navarra" pojawił się tytuł, że brakuje wam tylko pięciu punktów do miejsca dającego prawo walki o awans.


Zawsze tak jest, że na początku po spadku drużyna, która była w Primera chce powrócić do tej samej ligi. Później życie te cele weryfikuje. Okazało się, że osłabienia są zbyt duże, aby myśleć o takim celu, bez żadnej taryfy ulgowej. Mamy poważne problemy finansowe, a poza tym wszyscy w Pampelunie już teraz wiedzą, jaka jest ta druga liga. To bardzo wyrównana liga. Kiedy patrzę na naszą kadrę, to ciężko się uśmiechać. Mamy tylko 18 zawodników z kontraktami zawodowymi, a do tego dwóch jest kontuzjowanych na pół roku.


Często nawet zmian, jakie byśmy chcieli, nie możemy zrobić w trakcie meczu. Nie można reagować na wydarzenia na boisku. Najważniejsze, że odbiliśmy się od dna, bo byliśmy na 4. miejscu od końca, które oznacza spadek. Jeśli trochę popracujemy, to możemy coś Osasunie dać.


Nastęny mecz jest z Sabadell, które jest na 20. miejscu w lidze. Wypadałoby wygrać, ale sytuacja kadrowa jest ciężka...


Nie patrzmy za bardzo na tabelę, bo to o niczym nie świadczy. Są zespoły, którym długo nie idzie, a potem potrafią łapać bardzo dobre serie zwycięstw. Mallorca po siedmiu meczach sezonu miała dwa punkty, a za chwilę wygrała pięć spotkań z rzędu. Potem się wydawało, że czeka ją marsz w górę tabeli, ale nic z tego, bo się zacięła i na zwycięstwo musiała czekać kolejnych sześć spotkań. Czołowka jest dość mocna: Las Palmas, Betis, Valladolid. Może sporting nie jets tak kadrowo mocny, jak pozostali faworyci, ale mają bardzo zgraną drużynę. Ci zawodnicy znają się bardzo dobrze, grają ze sobą na pamięć.


Porażka z Albacete to było to zejście na dno? Ciężko było spojrzeć kibicom w oczy?


Po Albacete nie... Nie to było najgorsze. Najgorsze było bycie w strefie spadkowej. Przegraliśmy z Albacete, ale niedługo potem wygraliśmy z Las Palmas, które wcześniej u siebie nie przegrało i straciło tylko 3 gole. Każdy jest w stanie wygrać z każdym w tej lidze.


Często pierwsi tracicie bramkę, ale potem często wygrywacie.


Coś w tym jest rzeczywiście, bo przytrafia nam się dosyć często. To na pewno dodaje pewności drużynie, kiedy odrabiamy straty. Wtedy, kiedy przegrywamy, wiedzą, że są w stanie wyjść na prostą. Mobiizuję ich na swój sposób, ale po kilku takich spotkaniach już nie trzeba nawet specjalnie motywować. Sami wiedzą, co potrafią.


Presji nikt z Pana nie zdejmie, a w takiej sytuacji, jaka jest w Osasunie.


Na razie, jakoś korzystam z doświadczniea. Bardzo dużo ludzi chodzi tutaj na mecze. My mamy zawsze ponad 13 tysięcy ludzi, bo tyle karnetów sprzedaliśmy na ten sezon. Więcej średnio chodzi na mecze ligi hiszpańskiej niż polskiej ekstraklasy. To jest bardzo ciekawa liga. Gra w niej dużo zawodników z przeszłością w Primera Division. Jest wielu utalentowanych, którzy szukają swojej szansy. Poziom jest wysoki. W osasunie nie da się myślami wybiegać zbyt daleko. W głowie mamy przede wszystkim styczeń. Niech się już wreszcie skończy i nasi piłkarze wrócą z turniejów. I niech wrócą zdrowi.