Spotkania w Australian Open to jedyne oficjalne mecze między tymi zawodniczkami. Dwa lata temu walczyły w półfinale, a w poprzednim sezonie stawką ich konfrontacji było miejsce w czołowej ósemce.

W obu tamtych pojedynkach Azarenka, dwukrotna triumfatorka zmagań toczących się w Melbourne Park (2012-13), była wyżej notowana od Stephens. Tym razem sytuacja się odwróciła - Amerykanka jest 32. na światowej liście, a Białorusinka - 44.

25-letnia tenisistka z Mińska po raz pierwszy od wielu lat nie jest rozstawiona w turnieju wielkoszlemowym. To efekt jej problemów zdrowotnych z poprzedniego sezonu. Uraz stopy dokuczał jej już w ćwierćfinale Australian Open, w którym przegrała z Agnieszką Radwańską. W kolejnych miesiącach długo zmagała się z dolegliwościami zdrowotnymi. Łącznie w 2014 roku wystąpiła tylko w dziewięciu imprezach, co zaowocowało spadkiem w rankingu WTA.

- Dziwnie bym się czuła, będąc nierozstawiona, gdybym grała cały poprzedni sezon. A tak nie jest niespodzianką, że mam trudną drabinkę i wymagające przeciwniczki już w początkowych rundach. Muszę po prostu przez to przejść. Przyjmuję to wyzwanie - podkreśliła na pomeczowej konferencji Azarenka.

O awans do trzeciej fazy rywalizacji walczyć będzie z grającą z numerem ósmym Dunką polskiego pochodzenia Caroline Wozniacki, która we wtorek pokonała Amerykankę Taylor Townsend 7:6 (7-1), 6:5.