Łukasz Majchrzyk: Ulżyło Panu po decyzji rady miasta?


Ryszard Tarasiewicz: Myślę, że nie tylko mnie ulżyło, ale wszystkim, którzy pracują w Koronie i dobrze życzą temu klubowi.


Myślał Pan: w co ja się wpakowałem? Był Pan w Zawiszy, zdobył Puchar Polski, było fajnie, a tutaj nagle może zniknąć klub.


Wiedzieliśmy od momentu, kiedy prezesem został Marek Paprocki, że będziemy trochę redukować nasze finanse przez różne cięcia, szczególnie na pensjach zawodników. Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie będzie łatwo.


Pan teraz jest bardziej trenerem, czy menedżerem, który stara się wszystko w klubie poukładać?


Teraz jesteśmy w dobrym okresie, bo pracujemy nad wytrzymałością i mocą. Nie wchodzimy w ćwiczenia czysto piłkarskie, taktykę, sparingi. Mam nadzieję, że będziemy nad tym pracować na obozie w Turcji. To jest dobry okres, w którym mogę się bardziej poświęcić szukaniu nowych piłkarzy do klubu.


Niewiele brakowało, a zostałby Pan pierwszym trenerem od dawna, który musiałby przygotowywać drużynę bez wyjazdu do ciepłych krajów?


Jest, ale naprawdę w kraju mamy ciężkie warunki klimatyczne i nie jest wskazane z punktu widzenia fizjologicznego, żeby trenować w hali, albo na sztucznych boiskach. Od dłuższego czasu jest wymóg, że wszystkie drużyny ekstraklasy mają płyty podgrzewane i pierwszy mecz na wiosnę rozegramy na dobrej trawie, a do tego zawodnicy muszą się przygotować.


Co Pan musiał mówić piłkarzom Korony między 29 grudnia, a 12 stycznia, kiedy nie było wiadomo, co się stanie z klubem?


Po tym, kiedy zapadła negatywna decyzja, 7 stycznia spotkaliśmy się na treningu. Każdy wiedział, jaka jest sytuacja. Nie było trzeba dużo mówić, nie było płakania. Większości piłkarzy kończą się w czerwcu kontrakty i nawet dzisiaj mogliby podpisać umowy z innymi klubami, więc mieli wentyl bezpieczeństwa. Jeśli ktoś miał konkretną propozycję z innej drużyny jak Michał Janota, to odszedł. Zresztą, nie tylko jego nie będzie wiosną, bo odszedł też Siergiej Chiżniczenko, bramkarz Ołeksij Szlakotin, Kyryło Petrow. Zdawaliśmy sobie sprawę, że jak ktoś dostanie propozycję, to z niej skorzysta. Byli też tacy, którzy po prostu dobrze się tutaj czują i chcieli podjąć wyzwanie.


To gdzieś też podpowiada, że warto jednak budować drużynę na wychowankach? Ci, którzy odeszli, to wszystko byli "najemnicy".


Dobrze, ma Pan rację, ale teraz popatrzmy, ilu jest wychowanków w zespole, który jest mi najbliższy, czyli w Śląsku Wrocław. Jeśli są wychowankowie, to trzeba im umożliwić grę. Jeśli są zawodnicy z regionu, to też warto to zrobić. Tylko później nie wymagajmy cudów i gry o najwyższe cele. Ja też bym chciał, żeby grali tylko Polacy, tylko wychowankowie. Nie zawsze to idzie w parze z jakością.


To już wie Pan, kto może przyjść do Korony, żeby uzupełnić wyrwy?


Minęło jeszcze zbyt mało czasu, żeby mówić o konkretach. Ciągle negocjujemy, ale ciężko jest pozyskać piłkarzy w przerwie zimowej. Większość zawodników jest związanych kontraktami do końca sezonu i jeżeli można kogoś takiego pozyskać, to trzeba zapłacić. My sobie na to nie możemy pozwolić, więc w grę wchodzi wypożyczenie. Na siłę nie ma co nikogo brać, tylko po to, żeby uzupełnić kadrę. Zawsze mówiłem o odpowiedniej jakości i szukam zawodników, którzy podniosą poziom zespołu.


Szuka Pan w Polsce czy za granicą?


Większość poza granicami, bo w Polsce nie ma zawodników, których mógłbym pozyskać ze względów przede wszystkim finansowych. W zimie jest bardzo ciężko.


A wypożyczyć kogoś od potentatów ligi?


Od potentatów? Jakby mieli bardzo dobrego zawodnika, to by go chętnie nie wypożyczali. Może tylko Legia Warszawa nie ma problemów kadrowych. Reszta drużyn z ligi nie będzie się chciała pozbywać zawodnika, który może nie gra w podstawowym składzie, ale w każdej chwili może się okazać potrzebny trenerowi. Tych, którzy są mniej potrzebni i głębiej siedzą na ławce rezerwowych nie ma sensu ściągać, bo nie dadzą nam jakości, którą chcemy i potrzebujemy. Nie będziemy też ogrywać zawodników dla konkurencji.


Takiego asa jak Olivier Kapo będzie ciężko znaleźć, ale kogoś takiego Pan szuka: doświadczonego, po 30. roku życia?


Niekoniecznie, są zawodnicy, którzy trenowali z profesjonalnymi drużynami w ligach zagranicznych, mają na koncie po kilka występów, ale nie przebili się do podstawowego składu. Dla nich byłoby wskazane i pożyteczne, żeby grać w polskiej ekstraklasie. Oni nam pomogą, a my im pomożemy. Obie strony będą zadowolone.


Pan powiedział, że w każdej drużynie musi być kilku artystów i kilku do węgla. Jak te proporcje wyglądają teraz w Koronie?


W każdej drużynie tak jest. Może nie w najlepszych zespołach, ale w średniakach europejskich są zawodnicy z większym talentem, których atutem nie jest bieganie i walka, ale technika.


Może tych technicznych Koronie najbardziej brakuje?


Nie sądzę. Pod tym względem nie jest najgorzej. My mamy problem z wykańczaniem akcji i z grą ofensywną, jeżeli chodzi o wygrywanie pojedynków jeden na jednego.


Czyli: napastnik potrzebny od zaraz?


Oczywiście, że najbardziej byśmy się chcieli wzmocnić w linii ataku. Mamy tylko jednego napastnika, Przemysława Trytkę. Z całym szacunkiem i on o tym wie, ale to nie jest wybitny strzelec.


Odejście Janoty Pana zmartwiło, bardzo zmartwiło, czy wpędziło w trenerską depresję?


Nie, myślę, że to dla niego dobrze. Był tu już dość długo i zmiana klimatu dobrze na niego wpłynie.


Kto mógłby go zastąpić?


Ustawiałem go na lewym skrzydle, bo jest lewonożny i wtedy Kapo grał tuż za wysuniętym napastnikiem. Szukamy też lewego pomocnika. Musi to być piłkarz, który przyjdzie do Kielc i od razu pokażą, że są potrzebni temu zespołowi. Może zastąpi go utalentowany Marcin Cebula? Największą krzywdę zrobiło to, że do końca nie jesteśmy pewni utrzymania. Nie jesteśmy jak cztery, czy pięć zespołów, które są pewne miejsca w górnej połowie tabeli. Jesteśmy wśród 10 drużyn, które walczą o byt. Naszym celem jest spokojne utrzymanie. Przy wcześniejszych zasadach gry utrzymanie mogło być już na sześć, siedem kolejek przed końcem. Wtedy można było eksperymentować i wpuszczać nowych zawodników. Dzisiaj każdy wie, jakie są konsekwencje spadku z ekstraklasy i nikt sobie nie może na to pozwolić: ani zawodnicy, ani działacze, ani wszyscy, którzy pracują w klubie.


Siłą rzeczy nie może Pan sobie pozwolić na szukanie młodego, ambitnego Polaka z niższej ligi.


My takich szukamy, ale nie mamy takiego komfortu jak Legia, Wisła, Śląsk czy Lech. Legia gra w europejskich pucharach i kilka dni później wystawia czterech, czy pięci młodzieżowców. Gdyby Legia była na 13. miejscu i grała w pucharach, to też by tak robiła?


Skoro mowa o Legii. Gracie z nimi zaraz na początku rundy. To będzie bardzo ciężki okres dla was. Ma Pan jakiś cel punktowy na te spotkania?


Pierwszych pięć, sześć kolejek wyjaśni, czy gramy o pierwszą ósemkę w tabeli.


To jest realny cel dla Korony?


Jest realny tak, jak dla większości zespołów. My nie mamy 12 punktów straty do ósmego miejsca, tylko sześć punktów. Taką stratę można spokojnie odrobić. Każdy będzie gubił punkty. Terminarz dla jednych jest łatwiejszy, dla innych trudniejszy, ale to nie przesądza, kto zdobędzie więcej punktów.