MKS Dąbrowa Górnicza - Stelmet Zielona Góra 63:76 (20:19, 10:22, 15:18, 18:17)


MKS Dąbrowa Górnicza: Myles McKay 17, Dalton Pepper 17, Ken Brown 9, Przemysław Szymański 5, David Weaver 4, Mateusz Dziemba 3, Jakub Załucki 3, Paweł Zmarlak 3, Grzegorz Małecki 2, Marcin Piechowicz 0, Jakub Koelner 0, Adam Metelski 0.

Stelmet Zielona Góra: Chevon Troutman 12, Aaron Cel 11, Przemysław Zamojski 11, Łukasz Koszarek 11, Kamil Chanas 9, Adam Hrycaniuk 9, Quinton Hosley 7, Russell Robinson 4, Marek Zywert 2, Patryk Pełka 0, Maciej Kucharek 0.

Kosz za kosz – takim rytmem rozgrywana była pierwsza kwarta spotkania w Dąbrowie Górniczej. Świetnie w ekipie MKS radził sobie Myles McKay, ale równie dobry w Stelmecie był Aaron Cel. Pierwsze 10 minut zakończyło się jednak wynikiem 20:19 dla gospodarzy po rzucie Daltona Peppera. Drugą część meczu zielonogórzanie rozpoczęli od serii 9:0 i dzięki trafieniu Łukasza Koszarka to oni wygrywali 28:20. W tej kwarcie gospodarze nie potrafili już nawiązać walki z rywalami. Po pierwszej połowie wicemistrzowie Polski prowadzili 41:30 dzięki akcji Koszarka.

W trzeciej kwarcie Stelmetowi udawało się utrzymywać przewagę i tym samym kontrolować wynik. Po trafieniu Chevona Troutmana ich prowadzenie wynosiło już 14 punktów. Na początku kolejnej części spotkania zielonogórzanie zdobyli siedem punktów z rzędu bez odpowiedzi rywali i wygrywali już 66:45. Do końca spotkania MKS nie potrafił zagrozić zespołowi trenera Saso Filipovskiego. Stelmet wygrał ostatecznie 76:63.

Najlepszym strzelcem gości był Chevon Troutman z 12 punktami, a po 11 dołożyli Aaron Cel, Przemysław Zamojski i Łukasz Koszarek. W ekipie MKS po 17 punktów rzucili Myles McKay i Dalton Pepper.

PGE Turów Zgorzelec – Jezioro Tarnobrzeg 117:83 (27:17, 31:14, 34:30, 25:22)

PGE Turów Zgorzelec: Michał Chyliński 25, Jakub Karolak 21, Damian Kulig 20, Mardy Collins 14, Aleksander Czyż 12, Michael Gospodarek 8, Tony Taylor 6, Vlad-Sorin Moldoveanu 5, Ivan Zigeranovic 4, Filip Dylewicz 2;

Jezioro Tarnobrzeg: Josh Miller 29, Craig Williams 15, Daniel Wall 15, Jakub Patoka 11, Kevin Wysocki 8, Dawid Morawiec 3, Piotr Pandura 2.

Już pierwsze minuty spotkania pokazały, że nie będzie to łatwe spotkanie dla Jeziora. PGE Turów wygrywał 10:2 po akcji Filipa Dylewicza. Później przewaga zespołu trenera Miodraga Rajkovicia wzrosła nawet do 12 punktów głównie dzięki świetnie dysponowanemu Michałowi Chylińskiemu. Osłabione brakiem Dominique’a Johnsona Jezioro nie potrafiło nawiązać walki także w drugiej kwarcie. W pewnym momencie zgorzelczanie zaliczyli serię 10:0 i po trafieniu Vlada Moldoveanu prowadzili 56:27.

Cała druga połowa meczu była bardziej wyrównana, ale tarnobrzeżanie nie odrabiali strat. PGE Turów grał bardzo ofensywnie, o czym świadczą chociażby 34 punkty zdobyte w trzeciej kwarcie. Do końca meczu nie się już nie zmieniło, a PGE Turów mógł cieszyć się z wysokiego zwycięstwa. Mistrzowie Polski rzucili w tym meczu 13 trójek i zanotowali aż 26 asyst.

Najlepszym strzelcem PGE Turowa był Michał Chyliński z 25 punktami. Świetnie zagrał też Jakub Karolak z 21 punktami. W ekipie Jeziora wyróżniał się Jose Miller z 29 punktami i 10 asystami.

Rosa Radom - Polski Cukier Toruń 76:73 (20:21, 24:15, 13:15, 19:22)


Rosa Radom: Damian Jeszke 21, Robert Witka 19, Danny Gibson 13, Uros Mirkovic 11, Michał Sokołowski 9, Kim Adams 3, Jakub Zalewski 0, Łukasz Majewski 0, Daniel Szymkiewicz 0, Jakub Schenk 0.

Polski Cukier Toruń: LaMarshall Corbett 18, Sean Denison 15, Krzysztof Sulima 13, William Franklin 13, Jarosław Zyskowski 4, Zarko Comagic 4, Marcin Sroka 3, Michał Jankowski 2, Adam Lisewski 1, Marcin Nowakowski 0, Aleksander Perka 0.

Na początku spotkania lekką przewagę wypracowali sobie gospodarze – po trafieniu Roberta Witki prowadzili 7:3. Torunianie dość szybko doprowadzili do remisu, a po rzucie wolnym Williama Franklina prowadzili nawet 15:12. Spotkanie było jednak wyrównane, a po 10 minutach jednopunktową przewagę mieli goście. W drugiej kwarcie zdecydowanie lepiej radziła sobie Rosa. Co prawda jeszcze na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy radomianie wygrywali tylko 33:32, ale później zaliczyli serię 8:0 i zdecydowanie odskoczyli.

W trzeciej kwarcie Polski Cukier zbliżył się na cztery punkty po akcji Krzysztofa Sulimy, ale później Rosa ponownie odskoczyła. Po kolejnym trafieniu świetnego Damiana Jeszke gospodarze prowadzili 55:44. Jeszcze w tej części spotkania torunianie potrafili ponownie zmniejszyć straty do czterech punktów, ale ostatecznie to Rosa wygrywała 57:51. W ostatniej kwarcie zespół trenera Miliji Bogicevicia zdobył jednopunktową przewagę po akcji Marcina Sroki, ale tylko na chwilę. Gospodarze starali się kontrolować wynik. Po rzutach wolnych Corbetta na 11 sekund przed końcem Polski Cukier przegrywał tylko punktem, ale kluczowa okazała się akcja Damiana Jeszke. Ostatecznie Rosa wygrała 76:73.

Najlepszym zawodnikiem Rosy był Damian Jeszke z 21 punktami i sześcioma zbiórkami. Robert Witka dołożył do tego 19 punktów i osiem zbiórek. Najlepszym zawodnikiem ekipy z Torunia był LaMarshall Corbett z 18 punktami.

AZS Koszalin - King Wilki Morskie Szczecin 98:73 (25:11, 25:18, 28:27, 20:17)

AZS Koszalin: Qyntel Woods 21, Szymon Szewczyk 20, Goran Vrbanc 12, Devon Austin 10, Artur Mielczarek 10, Piotr Stelmach 7, Garrick Sherman 6, Dante Swanson 5, Piotr Dąbrowski 4, Łukasz Pacocha 3.

King Wilki Morskie Szczecin: Trevor Releford 21, Paweł Kikowski 16, Uros Nikolic 11, Marcin Flieger 9, Witalij Kowalenko 9, Killian Larson 3, Radosław Bojko 2, Karol Pytyś 2, Karol Nowacki 0.

Początek spotkania był wyrównany – po trójce Pawła Kikowskiego był remis. Od tego momentu AZS rzucił 14 punktów z rzędu i dzięki akcji Artura Mielczarka prowadził 21:7. Pierwsza kwarta zakończyła się czternastopunktowym prowadzeniem ekipy gospodarzy. W drugiej części meczu po kolejnym trafieniu Garricka Shermana koszalinianie prowadzili już 31:14, a King Wilki Morskie nie potrafił znaleźć sposobu na świetny atak gospodarzy. Dobrze grał Kikowski, ale to było za mało. Dzięki trójce Qyntela Woodsa AZS wygrywał 50:29 po pierwszej połowie.

Trzecia kwarta była bardzo wyrównana, ale nie oznaczało to, że zespół trenera Mihailo Uvalina odrabiał straty. Po rzucie Piotra Stelmacha AZS wygrywał nawet 78:56. Ostatnia część meczu nie przyniosła zmiany rezultatu – prowadzenie ekipy trenera Igora Milicicia było niezagrożone, nawet mimo dobrego występu Trevora Relefeorda. Ostatecznie koszalinianie wygrali 98:73.

Najlepszym zawodnikiem AZS był Qyntel Woods, który zdobył 21 punktów i cztery asysty. Szymon Szewczyk dołożył do tego 20 punktów i pięć zbiórek. W ekipie ze Szczecina najlepszy był Trevor Releford z 21 punktami.

Polpharma Starogard Gd. - Polfarmex Kutno 92:83 (29:26, 19:18, 16:24, 28:15)

Polpharma Starogard Gd.: Anthony Miles 27, Jessie Sapp 18, Tony Meier 14, Grzegorz Kukiełka 10, Bartosz Bochno 8, Mateusz Jarmakowicz 7, Maciej Strzelecki 6, Piotr Robak 2, Szymon Długosz 0.

Polfarmex Kutno: Kwamain Mitchell 26, Bartłomiej Wołoszyn 12, Kevin Fletcher 12, Patrik Auda 10, Kamil Łączyński 8, Grzegorz Grochowski 6, Mateusz Bartosz 4, Marcin Malczyk 3, Kevin Johnson 2.

Starogardzianie bardzo dobrze weszli w to spotkanie – po pięciu minutach i trójkach Bartosza Bochno oraz Anthony’ego Milesa prowadzili nawet 22:10. Od tego momentu Polfarmex zaliczył serię 14:11 i dzięki akcji Kwamaina Mitchella wygrywał jednym punktem! Rewelacyjny był jednak Miles – w pierwszej kwarcie rzucił 17 punktów, a Polpharma miała przewagę trzech punktów. Druga część meczu była bardzo wyrównana, ale częściej na prowadzeniu byli gospodarze. Po akcji Bochno było 48:41 dla ekipy trenera Tomasza Jankowskiego.

W trzeciej kwarcie lepiej radzili sobie goście. Dość szybko objęli prowadzenie, a po akcji Mitchella mieli siedem punktów przewagi. Polpharma potrafiła zbliżyć się jeszcze na jeden punkt, ale to kutnianie po tej części meczu wygrywali 68:64. Gospodarze odzyskali prowadzenie na początku ostatniej kwarty po akcji 2+1 Grzegorza Kukiełki. Jak się później okazało – nie oddali go do końca spotkania. Na dwie minuty przed zakończeniem meczu wygrywali po akcji Macieja Strzeleckiego 84:76 i nie pozwolili się już dogonić.

Anthony Miles był najlepszym zawodnikiem spotkania – zdobył 27 punktów, 10 zbiórek i sześć asyst. Na wyróżnienie zasłużył także Jessie Sapp z 18 punktami, siedmioma zbiórkami i ośmioma asystami. W ekipie z Kutna Kwamain Mitchell rzucił 25 punktów.
 
Wikana Start Lublin - Energa Czarni Słupsk 82:73

Pierwsze minuty spotkania były bardzo wyrównane, ale w późniejszej fazie celne rzuty wolne Bojana Trajkovskiego i Jerela Blassingame’a pozwoliły Enerdze Czarnym prowadzić 17:12. Później po jednej z akcji Karola Gruszeckiego goście wygrywali siedmioma punktami, ale celną trójką przewagę tę zmniejszył Piotr Śmigielski. Na początku drugiej kwarty Wikanie Start udało się nawet wyjść na prowadzenie, ale później po trójkach Blassingame’a i Gruszeckiego słupszczanie wygrywali 37:30. Ostatecznie goście pierwszą połowę zakończyli z trzypunktową przewagą.

Na początku kolejnej części meczu lublinianie doprowadzili do remisu i mimo że później po jednej z akcji Callistusa Eziukwu Energa Czarni prowadzili już sześcioma punktami, to ostatecznie po trzeciej kwarcie był wynik 51:52 dla gości. Gospodarze odrabiali straty głównie dzięki skutecznym akcjom Bryona Allena. Zespół trenera Pawła Turkiewicza zagrał świetnie w ostatniej kwarcie. Bardzo dobrze nadal sprawował się Allen – to po jego akcji Wikana Start wygrywała ośmioma punktami. Później przewaga gospodarzy wzrosła nawet do 13 punktów. Energa Czarni w końcówce starała się zmienić oblicze spotkania, ale lublinianie nie pozwolili się dogonić i wygrali ostatecznie 82:73.

Najlepszym zawodnikiem Wikany Startu był Bryon Allen, który zdobył 36 punktów i siedem asyst. Dobre spotkanie rozegrał także Tomasz Wojdyła, który dołożył 15 punktów. W ekipie Energi Czarnych wyróżniali się Callistus Eziukwu i Karol Gruszecki – rzucili po 18 punktów.

Śląsk Wrocław - Trefl Sopot 95:81

Inaugurująca kwarta meczu była rozgrywana rytmem kosz za kosz. W pewnym momencie Śląsk zanotował jednak serię 10:2 i po kolejnej akcji Łukasza Wiśniewskiego wygrywał nawet 21:13. W drugiej części meczu sopocianie zbliżali się na dwa punkty, ale zespół trenera Emila Rajkovicia kontrolował sytuację. Po jednej z akcji Lawrence’a Kinnarda wrocławianie mieli dziewięciopunktową przewagę. Później Trefl zbliżył się na zaledwie jeden punkt dzięki rzutowi Sarunasa Vasiliauskasa, ale trójka Jakuba Dłoniaka dała Śląskowi prowadzenie 41:37 po pierwszej połowie.

Kluczowa dla losów meczu była trzecia kwarta. Śląsk zdobył sporą przewagę, a po serii 10:0 i rzutach wolnych Vuka Radivojevicia wygrywał nawet 71:53. Dzięki akcji Jakuba Dłoniaka gospodarze prowadzili 19 punktami. W ostatniej części meczu Trefl starał się zmniejszać straty, ale przewaga wrocławian była zbyt duża. Po rzutach wolnych Marcina Dutkiewicza goście co prawda zbliżyli się na 11 punktów, ale później trafiali Lawrence Kinnard oraz Denis Ikovlev i sytuacja gospodarzy była ponownie bezpieczna. Ostatecznie Śląsk wygrał 95:81.

Najlepszym zawodnikiem Śląsk był Aleksandar Mladenović, który zdobył 20 punktów i sześć zbiórek. Po 15 punktów dołożyli Vuk Radivojević i Jakub Dłoniak. W ekipie Trefla po 16 punktów zanotowali Marcin Dutkiewicz i Tautvydas Lydeka.