To po prostu trudno opisać słowami. Po losowaniu IV rundy Pucharu Anglii, gdy spojrzało się pary, to wskazanie faworytów było oczywistością. Wiadomo, Puchar Anglii - najstarsze rozgrywki na świecie. Kluby zawsze traktują poważnie te zawody i nikt - nawet ten maluczki, z najniższych lig - nie będzie odstawiał nogi. Niespodzianki są co roku, ale rzadko się zdarza, by tyle przytrafiło się w jednej rundzie. I to tak wczesnej!

Sensacje, wszędzie sensacje...

Sygnał, że coś jest nie tak dał już w piątek Manchester United, który zaledwie zremisował na wyjeździe z Cambridge 0:0. Trudno o jakieś pozytywy, skoro najciekawszym zagraniem gości był strzał Angela di Marii, który... wyleciał poza teren stadionu! Murawa na Abbey Stadium też pozostawiała wiele do życzenia. To jednak nie był powód, by tłumaczyć brak zwycięstwa. Louis van Gaal jednak spróbował. - Wszystko było przeciwko nam: sędzia, boisko, kibice. Pierwszy powód – standardowy, drugi – często spotykany, zwłaszcza podczas meczów z rywalami z niższych lig, trzeci – hmm, ciekawy…

Drugi sygnał wysłała Swansea City, która – także na wyjeździe – przegrała z Blackburn Rovers 1:3. Od pierwszych minuta grała w osłabieniu – czerwona kartka dla Kyle’ Bartleya. Potrafiła jednak prowadzić, ale bardzo szybko to prowadzenie straciła. Łukasz Fabiański do ostatniej minuty grał średni mecz – nic nie zawalił i miał jedną dobrą interwencję po strzale z rzutu wolnego. Wtedy jednak popełnił błąd. Gdyby nie on, trzeciego gola by nie było. A tak piłka wtoczyła się do siatki…

Jednak to w porównaniu z tym, co wydarzyło się po godzinie 16 polskiego czasu, przerosło chyba wyobraźnię wszystkich. O takie wyniki trudno w grach komputerowych, często kibice drużyn skazywanych na porażkę mają aż tak optymistyczne nastroje. A jednak. Ale po kolei. Chelsea – lider Premier League przegrywa u siebie z trzecioligowym Bradford 2:4, mimo że wygrywała 2:0! Idziemy dalej, Manchester City – mistrz Anglii przegrywa u siebie z drugoligowym Middlesbrough 0:2. Brak zdobytej bramki przez drużynę, która z reguły aplikuje rywalom kilka bramek, jest wielkim zaskoczeniem.

Ponad 100 lat oczekiwania

Gole Gary’ego Cahilla i Ramiresa miały załatwić sprawę. Jose Mourinho mówił przed meczem, że porażka byłaby komfortowa, bo zmniejszyłaby natłok spotkań. Oczywiście nikt Portugalczykowi nie wierzył. Nie wierzyli też piłkarze, którzy – zdaniem Mourinho – byli zbyt ambitni, by odpuścić ten mecz. A jednak. Od tego momentu na murawie istnieli tylko piłkarze trzecioligowca, w tym Nuno Morais, który kiedyś zaliczył nawet jedno spotkanie w barwach The Blues. W sobotnie popołudnie strzelił jednego gola… Czy końcowy rezultat można nazwać wstydem? Jak najbardziej... Bradford ostatni raz wygrało z Chelsea w Londynie w 1912 roku! Wielki wyczyn zespołu, który przecież dwa sezony temu była w finale Pucharu Ligi, a po drodze wyeliminowała choćby Arsenal.

Manchester City, choć w wyścigu o kompromitację weekendu bez szans, także się nie popisał. Problemy miał już w poprzedniej rundzie, kiedy James Milner dopiero w ostatniej minucie dał zwycięstwo z Sheffield Wednesday. Middlesbrough okazało się przeszkodą nie do przejścia. Strzelanie zaczął Patrick Bamford – wielce utalentowany napastnik wypożyczony… z Chelsea. Błędy popełnili wszyscy – od Fernando, przez Willy’ego Caballero, skończywszy na Manuelu Pellegrinim. Ktoś w końcu ten skład wybrał…

Wyniki mocno działające na umysł, prawda? Kolejne już tak nie szokują – bo przecież tych już nic nie przebije – ale także budzą spore zaskoczenie. Tottenham, który prowadził z Leicester 1:0, ale ostatecznie przegrał 1:2. Do tego Southampton odpada po porażce z Crystal Palace. Świat stanął na głowie.

Wyniki:

Blackburn Rovers - Swansea City 3:1 (1:1)
Birmingham City - West Bromwich Albion 1:2 (1:2)
Cardiff City - Reading 1:2 (1:0)
Chelsea FC - Bradford City 2:4 (2:1)
Derby County - Chesterfield 2:0 (1:0)
Manchester City - Middlesbrough 0:2 (0:0)
Preston North End - Sheffield United 1:1 (1:0)
Southampton - Crystal Palace 2:3 (2:3)
Sunderland - Fulham 0:0
Tottenham Hotspur - Leicester City 1:2 (1:0)
Liverpool - Bolton 0:0: