Rozstawiona z numerem szóstym w Melbourne Radwańska przegrała w poniedziałek walkę o ćwierćfinał ze starszą z sióstr Williams (18.) 3:6, 6:2, 1:6. Navratilova jest także komentatorką telewizji Tennis Channel. Na jej antenie omawiała później występ krakowianki i oceniła go bardzo krytycznie. Sprawa była szeroko komentowana w polskich mediach. Po kilku dniach słynna Amerykanka czeskiego pochodzenia złagodziła ton.

 

Nie spałam zbyt wiele po tym meczu. Myślę, że byłam zbyt surowa dla Agi. Głowa do góry i do przodu! - napisała na jednym z portali społecznościowych 18-krotna triumfatorka turniejów wielkoszlemowych w singlu.

 

Była zawodniczka w pierwotnej opinii uznała, że gdyby zastosować skalę od 1 do 10, to Radwańskiej za ten występ dałaby najniższą notę. Miała do niej pretensje za nierealizowanie przedmeczowej taktyki, m.in. za zbyt częste dawanie szansy Williams na wykorzystanie będącego jej atutem bekhendu oraz zbyt słabe uderzanie piłki w porównaniu z tym, co prezentowała na treningach. Innymi zarzutami były: zbyt pasywna gra, słaby wolej i brak zaangażowania emocjonalnego w to spotkanie.

 

Dodatkowo krakowianka naraziła się jej tym, że w trzecim secie w ogóle nie patrzyła w kierunku swojego boksu, w którym siedzieli utytułowana Amerykanka, która w tym sezonie jest jej konsultantką oraz trener Tomasz Wiktorowski.

 

Równie dobrze mogłam obejrzeć ten mecz w hotelowym pokoju - skwitowała na antenie Tennis Channel Navratilova.

 

W sieci rozgorzała dyskusja, czy zasadne było, by legenda tenisa tak ostro krytykowała swoją podopieczną publicznie. Niektórzy uznali to za przejaw braku lojalności. Inni z kolei przypomnieli, że - zatrudniając Amerykankę - Polka powinna się była spodziewać, że słynąca z otwartego wyrażania swojego zdania Navratilova nie będzie jej łagodnie traktować.