Ten rytuał powtarza się regularnie co dwa lata. Gdybyście zapytali jakiegokolwiek trenera w Europie jakich rozgrywek nienawidzi najbardziej, na pewno odpowiedzą, że Pucharu Narodów Afryki. Tracisz na miesiąc najlepszego piłkarza, albo nawet kilku i nie możesz nic z tym zrobić. Wyjeżdżają z kraju, zmieniają strefę klimatyczną, a często także czasową i nie wiadomo w jakiej wrócą formie. A może wrócą z kontuzją?

 

Trenerzy płaczą, kibice złorzeczą, ale nikt, nic z tym nie robi. Ci, którzy mają w składzie zawodników z Afryki, modlą się, by przetrwać styczeń. Zwłaszcza, jeśli zawodnik, wyjeżdżający na PNA gra w pierwszym składzie i jest ważnym puzzlem w trenerskiej układance.


Ile waży Yaya Toure? Kto ciekawy, niech sprawdza. W Manchesterze City wiedzą za to na pewno, że jest na wagę złota, czyli mistrzosta Anglii. Zawodnik z Wybrzeża Kości Słoniowej to serce, mózg, płuca i rozrusznik drużyny w jednej osobie. Jeśli on gra i gra dobrze, to wszystko jest prostsze. Jeśli trzeba odebrać piłkę, to ją odbierze. Jeśli trzeba rozegrać, to rozegra. Jeśli nie idzie w ataku i nie ma pomysłu, jak sforsować obronę przeciwnika, to uderzy z daleka i też piłka bardzo często ląduje w siatce (w tym sezonie Premier League zdobył ich już 7).

 

Bez Toure nic nie jest proste


A bez niego? Bez niego nic nie jest proste. Manuel Pellegrini próbował zaklinać rzeczywistość mówiąc, że kapitan Wybrzeża Kości Słoniowej jest tak samo ważny jak Sergio Aguero, Edin Dżeko czy David Silva. Z Aguero i Silvą w składzie mistrzowie Anglii przegrali z Arsenalem w lidze i Middlesbrough w Pucharze Anglii, i zremisowali z Evertonem oraz Chelsea. Bez Toure w składzie Manchester City po prostu nie wygrywa. Ostatni raz udała im się ta sztuka w kwietniu 2014 roku.


Nic dziwnego, że sztab szkoleniowy Manchesteru chciał ściągnąć piłkarza jak najszybciej. Jeśli Wybrzeże Kości Słoniowej odpadłoby już po fazie grupowej, po Toure wysłany zostałby odrzutowiec. Wszystko po to, żeby zawodnik zdążył wrócić na mecz z Chelsea. Reprezentacja WKS awansowała jednak dalej, a Manchester City traci do Chelsea dystans. Dwa lata temu, kiedy Yaya Toure wyjechał na Puchar Narodów Afryki Manchester City także nie zdobył mistrzostwa.

 

Nie bez powodu Manchester City zapałał nagłą miłością do Franka Lamparda, który już się przeprowadzał do Nowego Jorku. To zawodnik idealnie pasujący do zastąpienia Toure i Pellegrini powiedział o tym wprost. Wypożyczyli go najpierw do końca roku, a w grudniu ogłosili, że przedłużają umowę do końca sezonu. Nic to jednak nie dało. Toure nie jest łatwo zastąpić.

 

Wszystkiemu jest winien Puchar Narodów Afryki. Tak samo myślą w Rzymie i też przeklinają kalendarz. AS Roma też cierpi, bo nie ma w składzie ich gwiazdy Gervinho. Bez swojego napastnika Roma nie wygrała już od czterech spotkań w Serie A i w dodatku odpadła z Pucharu Włoch z Fiorentiną. Rok zaczynała, mając szansę na dwa bardzo cenne trofea, a zapewne nie zdobędzie żadnego. A jeszcze na początku sezonu napastnik WKS zapowiadał, że chce zdobyć z Romą mistrzostwo.

 

Pod tym względem dużo więcej szczęścia mają Chelsea i Juventus, które żadnego piłkarza na PNA nie wysłały i spokojnie powiększają przewagę w tabeli. Klub z Turynu pilnuje, by nie mieć w składzie nikogo z Afryki. Kiedyś miał Mohamadou Sissoko i oddał go do składu Mali w 2010 roku. Mistrzostwo zdobył wtedy Inter, który na turniej do Afryki nie wysłał nikogo.

 

Uczyć się na błędach

 

Chelsea też się uczy na błędach. W sezonie 2009/2010 miała w składzie: Didiera Drogbę, Salomona Kalou, Michaela Essiena i Johna Obi Mikela. Mistrzostwo wywalczyła rzutem na taśmę, ale wcześniej sporo narzekała. - Nie rozumiem, po co Chelsea jęczy. Przecież doskonale wiedzą, kogo kupują - skomentował to Gary Neville, wtedy zawodnik Manchesteru United.

Najgorszy los spotkał wtedy Portsmouth. Klub wysłał do Afryki czterech piłkarzy, a na koniec sezonu zajął w Premier League ostatnie miejsce.

 

Rytuał narzekań powtarza się co dwa lata, ale nikt nie zamierza tego zmieniać. Kluby nie są w stanie zrezygnować z piłkarzy afrykańskich, bo ten kontynent to kopalnia talentów od Algierii na północy, po RPA. Federacja Afrykańska (CAF) nie chce niczego zmieniać, bo na turnieju zarabia zbyt dużo pieniędzy. Terminu rozgrywania meczów też nie zamierza ruszać, bo podobno latem w Afryce jest za gorąco. Problemy niedługo mogą być większe, bo do silnych europejskich lig coraz szerszym frontem wdzierają się piłkarze z Azji i Australii, a Puchar Azji (Australia gra tam od kilku edycji) zmienił termin i też odbywa się w styczniu.

 

Jan Urban, trener Osasuny Pampeluna narzekał, że na oba styczniowe turnieje musiał oddać pięciu piłkarzy, a w kadrze z powodu problemów finansowych, mógł mieć tylko 18 zawodników z kontraktami. Przez zakaz transferowy nie mógł się nawet zabezpieczyć kupieniem jakiegoś piłkarza.

 

Przedsiębiorczy West Ham

 

West Ham United pokazał jak sobie z problemem zwalniania zawodników poradzić. Oświadczył, że Diafra Sakho nie może pojechać na PNA z powodu kontuzji i zawodnika nie puścił. Potem jednak, wystawił w meczu Pucharu Anglii. Sakho wszedł w 57. minucie i strzelił zwycięskiego gola w meczu z Bristol City. FIFA na takie praktyki nie pozwala i ukarała klub 70 tysiącami funtów grzywny. I co? Opłacało się, bo za bilety na następny mecz Pucharu Anglii WHU zgarnie dużo, dużo więcej. Wychodzi na to, że nie opłaca się być uczciwym. Dla Manchesteru City takie pieniądze to nawet nie są "drobne", a uczciwość może ich kosztować dwa cenne trofea.

 

Tylko, czy można potępiać West Ham? Dziwne zasady powodują, że kluby próbują sobie jakoś radzić. Problemy mają wszyscy: mali i duzi, biedni i bogaci. Jedyna nadzieja dla europejskich klubów w tym, że przynajmniej Puchar Azji organizuje się co cztery lata i niech już tak zostanie.