W czwartek dwunaste zwycięstwo z rzędu odnieśli koszykarze Cleveland Cavaliers. We własnej hali bez trudu pokonali Los Angeles Clippers 105:94. Obecnie żadna drużyna w lidze NBA nie może się pochwalić taką serią. Mecz był wyrównany tylko przez kilka minut. Później wydarzenia zdominował jeden zespół. Dziesięciopunktową przewagę gospodarze osiągnęli jeszcze w pierwszej kwarcie. Do przerwy powiększyli ją o kolejne 13 punktów, a po trzech kwartach wygrywali już 94:63.

- Właśnie tak chcemy grać - podsumował krótko skrzydłowy Cavaliers LeBron James, który zdobył 23 punkty. Kevin Love dołożył 24.

Goście uniknęli pogromu tylko dlatego, że w ostatniej części gry na parkiecie przebywali rezerwowi obu drużyn. Wówczas udało im się zmniejszyć rozmiary porażki.

- Po prostu skopali nam tyłki. Powinniśmy byli spisać się lepiej. Najwyraźniej nie wykonałem swojej roboty należycie. Ruszyli na nas z impetem i szybko zrobiło się po meczu - przyznał trener drużyny z "Miasta Aniołów" Doc Rivers. Kamery telewizyjne uchwyciły, jak przepraszał za grę swoich podopiecznych młodego kibica Clippers.

Cavaliers mają na koncie 31 zwycięstw i 20 porażek. Awansowali na trzecie miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej, przed Washington Wizards, którzy mają taki sam bilans. Drużyna Marcina Gortata w czwartek uległa w Charlotte miejscowym Hornets 87:94.

W ostatnim czwartkowym meczu Phoenix Suns ulegli we własnej hali Portland Trail Blazers 87:108. O porażce "Słońc" zadecydowała czwarta kwarta, przegrana różnicą 20 punktów. Aż sześciu koszykarzy gości uzyskało więcej niż 10 punktów, najwięcej Francuz Nicolas Batum - 20.