Tomasz Tomaszewski: Powrót do Krakowa to dla Pani powrót do korzeni. Nigdy Pani nie grała zawodowego meczu przed krakowską publicznością.

Agnieszka Radwańska: Faktycznie, ale nigdy nie było takiej Areny. Musi być spełnionych wiele standardów i wreszcie mamy taką możliwość w Krakowie. Bardzo się z tego ciesze, bo sport na tym zyskuje.

Tenis sportowy obok sukcesów indywidualnych to Pani specjalność. 41 wygranych meczów w Fed Cup w tym 33 w singlu. Znakomity rezultat i trudno znaleźć inną zawodniczkę z takimi osiągnięciami.

Rzeczywiście zawsze grałam w reprezentacji i cieszę się, że mogłam pomóc naszej drużynie być w światowej grupie. Od kilku ładnych lat próbowaliśmy się od najniższego szczebla awansować. Musieliśmy wiele przejść i wiele meczów wygrać. W końcu gramy u siebie!

W zeszłym roku zwycięstwa w Szwecji i potem z Hiszpankami ten sam scenariusz: dwa zwycięskie single i debel. CZy nie zastanawiała się Pani, że to za dużo i sama nie wygra Pani Pucharu Federacji?

Szczerze mówiąc łatwo nie było. Wszystkie mecze były wyrównane i każdy mógł się inaczej skończyć. Tym większa satysfakcja z obecności w tej elicie. W deblu Alicja Rosolska zagrała świetne spotkania i dlatego jesteśmy w tym miejscu.

Tenisista jest sam na korcie w obliczu zwycięstwa czy porażki, a Pani nie szuka często wzrokiem bliskich kibicujących w boksie. Czy taki gest nie pomaga?

Rzeczywiście na korcie trzeba radzić sobie samemu. Nawet jeśli ktoś podpowie, to i tak decyzję podejmuje się w pojedynkę. Samemu trzeba grać i radzić. Na Fed Cup jest inaczej, bo kapitan siedzi na ławce, ale tenis to jednak sport indywidualny.

Obejrzyj cały wywiad Tomasza Tomaszewskiego z Agnieszką Radwańską w załączonym materiale wideo.