Sebastian Staszewski: Lechia Gdańsk była królem transferowego polowania?

 

Jerzy Brzęczek: Nie powiedziałbym, że zimowe okienko było dla nas wyjątkowe. Wystarczy wspomnieć o tym, co działo się w Lechii sześć miesięcy temu; ilu wtedy zawodników do Gdańska przyszło. Teraz postępowaliśmy zupełnie inaczej. Zmieniliśmy filozofię. Ściągaliśmy przede wszystkim piłkarzy, którzy są nam potrzebni – z doświadczeniem, z nazwiskami, które budzą respekt.

 

W przeszłości faktycznie zdarzało się, że do Gdańska przyjeżdżały pociągi z piłkarzami, natomiast tym razem pozyskaliście dwóch byłych i jednego obecnego reprezentanta Polski. To z pewnością skok jakościowy. Plan transferowy Lechii został wykonany w całości?

 

Oczywiście. Patrząc na to jacy zawodnicy do nas przyszli, z jakimi nazwiskami i umiejętnościami, na pewno można powiedzieć, że się wzmocniliśmy. Zdajemy sobie z tego sprawę, ale wciąż mam pokorę. Piłka rządzi się swoimi prawami. Nazwiska i umiejętności to jedna rzecz, inną jest przełożenie tego na grę i walkę w lidze. Każdy z zawodników, który do nas przyszedł, zdaje sobie z tego sprawę. Mamy szeroką kadrę, rywalizacja jest bardzo duża. Duże są też oczekiwania kibiców i całego regionu.

 

Do Lechii dołączyli piłkarze z doświadczeniem zagranicznym i reprezentacyjnym: Grzegorz Wojtowiak i Jakub Wawrzyniak. To obrońcy, którzy z miejsca wskoczą do podstawowego składu?

 

Z jednej strony mówi się, że nazwiska nie grają, ale z drugiej Kuba i Grzesiek to profesjonaliści. Ich podejście do treningów, zaangażowanie czy umiejętności napędzają wszystkich dookoła. To zaangażowanie jest przykładem, chłopaki potrafią wspierać młodszych, motywować ich. Tego jesienią nam brakowało, więc rola Kuby i Grześka jest nie tylko piłkarska, ale i mentorska. Mają pomagać młodzieży w szybszym rozwoju. To był nasz cel, kiedy sprowadzaliśmy tych zawodników.

 

Przez długi czas Lechia zabiegała o Sebastiana Milę, który w końcu zamienił Wrocław na Gdańsk. To zawodnik wokół którego będzie Pan budował drużynę?

 

Sebastian ma swoją klasę i pozycję w polskiej piłce. To co przeżył w tamtym roku, to, co wydarzyło się w Śląsku i w reprezentacji, ma swoją wymowę. Teraz Sebastian jest w Gdańsku; jest w klubie o którym marzył. Ciśnienie i presja, jakie na niego spadną, będą na pewno bardzo duże. Jestem spokojny o jego dyspozycję i udźwignięcie tego ciężaru, ale jednocześnie podkreślam, że drużyna nie rzuci wszystkiego na Sebastiana. Na boisku będzie jedenastu ludzi, którzy mają mieć taki sam cel. Sebastian, Grzesiek czy Kuba mają dodawać Lechii pewności i jakości.

 

Znacznie mniejsze wrażenie robią nazwiska młodych piłkarzy, którzy dołączyli do Lechii: Gérsona i Donatasa Kazlauskasa. Dla Pana to wzmocnienia, uzupełnienia składu czy inwestycje?

 

Ściągając piłkarzy zawsze patrzymy na jakość. Mamy szeroką kadrę z dużą ilością bardzo dobrych zawodników. Rywalizacja będzie przeogromna. Przed pierwszym ligowym spotkaniem moim bólem głowy będzie wyznaczenie meczowej osiemnastki! Kazlauskas i Gérson mają umiejętności, choć muszą się przyzwyczaić do specyfiki naszych rozgrywek. Na wiosnę będziemy mieli z nich pożytek.

 

Z Milą i spółką na pokładzie trener Brzęczek śpi spokojniej?

 

Będąc trenerem obojętnie jakiego klubu nie da się spać spokojnie. To zawsze niewiadoma. Cieszę się, że mam taką kadrę i jestem spokojny o to, co będzie działo się na wiosnę.

 

Co w takim razie czeka Lechię wiosną?

 

Mam nadzieję, że będziemy prezentować się lepiej, skuteczniej, choć zdajemy sobie sprawę z naszej sytuacji: mamy cztery punkty przewagi nad miejscem spadkowym i sześć punktów straty do ósmej pozycji. To będzie duże wyzwanie, ale wierzę, że na początkowym etapie będziemy zdobywać punkty, które pomogą nam powiększyć przewagę nad strefą spadkową.

 

Rozmowę z trenerem Lechii Gdańsk Jerzym Brzęczkiem zobacz w materiale wideo.