Łukasz Majchrzyk: Polskie drużyny jak jeden mąż wyjeżdżają za granicę. Po co się to robi? Co to tak naprawdę daje, co można zmierzyć?


Jacek Gmoch: Rzeczywiście, już dawno był taki model tylko, że kiedyś nie jeździliśmy tak głęboko na południe, ale do Rumunii, Bułgarii, czasami do Jugosławii czy na Węgry, szukając w lutym trawy, żeby mieć choć trochę do czynienia z piłką, bo przecież gramy w futbol, a nie biegamy maratony.


Dobrze się trenowało w "bratnich krajach"? Dobre były warunki?


Jak na tamten czas to warunki były bardzo dobre, bo to były również "bratnie armie" i siłą rzeczy kluby: Dynama, CSKA, Partizan, Honved. To były wojskowe kluby, które miały swoje ośrodki, a w nich świetne warunki. Najfajniej się robiło obozy w Jugosławii: w Zadarze, Splicie.