Gości urządzało zwycięstwo 3:1 lub 3:0. Jeśli wygraliby 3:2, losy awansu do następnej rundy musiałyby się rozstrzygnąć w złotym secie, granym do 15 po zakończeniu spotkania. Na pewno jednak to, co zaprezentowali w pierwszym secie nie dawało im podstaw do optymizmu. Pierwszą przerwę na żądanie musiał wziąć już przy stanie 5:2.

 

Być może niemieckich siatkarzy przestraszył głośny doping rzeszowskich kibiców, bo od samego początku spotkania nie potrafili sobie poradzić ze znakomicie grającą Resovią.  Mieli problemy z przyjęciem zagrywki (chociażby Marko Ivovicia) i z atomowymi atakami Jochena Schoepsa. We znaki dawały im się także kontrataki Resovii, wyprowadzane po znakomitych obronach Krzysztaofa Ignaczaka. Pierwszego seta znakomitym atakiem skończył Piotr Nowakowski.

 

Siatkarzom z Friedrichshafen mogło się odechcieć walki po akcji z początku drugiego seta. Fabian Drzyzga zablokował wtedy samodzielnie Adriana Gontariu. Skoro największa strzelba niemieckiej drużyny nie może sobie poradzić z blokiem rozgrywającego, to czas wywiesić białą flagę.

 

Nie da się tego w siatkówce zrobić, więc lekcja siatkówki trwała dalej. Lekka, szybująca zagrywkę Russella Holmesa? Proszę bardzo, będzie punkt. Kiwka Nikołaja Penczewa, blok na Moritzu Reichercie, albo Maartenie van Garderenie - wszystko się rzesszowianom udawało. Trener Stelian Moculescu starał się nie podnosić głosu, żeby nie pogrążać swoich zawodników, ale przy wyniku 20:11 jemu też puściły nerwy i wyrwało się mocne słowo. Co z tego, skoro każde swoje dobre zagranie równoważyli błędem. Seta zakończył nieudaną zagrywką van Garderen.

 

W trzecim secie gospodarzy dopadło chyba lekkie rozprężenie i role się odwróciły. Nawet z rozbitym przeciwnikiem nie da się wygrać na stojąco. Może wpływ na słąbszą grę Resovii miała wpływ kontuzja Marko Ivovicia, który skręcił kostkę podczas jednego z ataków. VfB Friedrichshafen zaczął się rozpędzać, z początku nieśmiało, ale w pewnym momencie prowadził dwoma punktami, po ataku w antenkę w wykonaniu Schoepsa, a po asie serwisowym nawet 15:12. Przewaga gości trwała niepokojąco długo, Andrzej Kowal brał przerwy na żądanie, dokonywał zmian, ale goście nie wypuścili szansy z rąk. Wygrali 25:22.

 

Siatkarze Resovii podali rywalom pomocną dłoń, a ci skwapliwie z tej pozmocy skorzystali. W czwartym secie zanosiło się na prawdziwą wymianę ciosów, a siatkarze gości nabrali nadziei na doprowadzenie do remisu w meczu. Na szczęście znów uaktywnił się blok rzeszowian (Holmes) i atak (Schoeps). Wystarczyło zbudować bezpieczną przewagę, a potem już potoczyło się samo. Do tego doszły jeszcze błędy rywali zepsute zagrywki i ataki w siatkę i można było świętować zwycięstwo.

 

Resovia awansowała do kolejnej rundy Ligi Mistrzów, a tam czeka już na nią naprawdę wielka przeszkoda, czyli Lokomotiw Nowosybirsk, który wyeliminował Tomis Constanta. Trzeba będzie się zmierzyć nie tylko z najeżoną gwiazdami (David Lee, Artiom Wołwicz, Pawieł Moroz) drużyną, ale także wielkimi odległościami. Miło mieć jednak takie zmartwienia.

 

Asseco Resovia - VfB Friedrichshafen 3:1 (25:18, 25:16, 22:25, 25:17)