Radović, któremu niedawno chciano budować pomnik przed stadionem Legii, po prawie dziewięciu latach spędzonych w Warszawie, zamiast przy dźwięku fanfar, odchodzi z klubu w oparach dymu, który bardzo nieprzyjemnie pachnie. I Serb wcale nie jest głównym sprawcą zamieszania.


Największa bura należy się prezesowi Bogusławowi Leśnodorskiemu, bo to on fatalnie to wszystko rozegrał. Informacja o ofercie dla Radovicia nie miała prawa wypłynąć przed tak ważnym spotkaniem. To, że pojawiła się w mediach, to wygląda jakby był to sabotaż, podłożenie bomby.


Oczywiście nie powinien się wypowiadać na ten temat piłkarz, którego przecież wiąże z Legią kontrakt. Jeśli przyznał w serbskich mediach, że w czwartek rozegra ostatni mecz w warszawskiej drużynie, to oczywiście też była to głupota z jego strony. Przede wszystkim jednak całkowicie zabrakło komunikacji między trzema stronami – piłkarzem, prezesem i trenerem. Rozmowa powinna być krótka, a komunikat do zawodnika bardzo konkretny: mamy dobrą ofertę, możesz odejść, ale teraz masz rozegrać mecz życia (a najlepiej dwa), a póki co buzia na kłódkę. I to drugie hasło powinno obowiązywać wszystkich wtajemniczonych. Niestety ktoś permanentnie próbuje być ważniejszy od drużyny, być przyjacielem mediów.


Nie dziwię się, że Henning Berg był obrażony na cały świat po czwartkowym meczu. W tej sytuacji wyszedł bowiem na kompletnego durnia, bo przecież jeszcze dzień wcześniej zapewniał, że Rado nigdzie się nie wybiera. Czyżby pieniądze zawróciły komuś w głowie, kompletnie zaćmiły umysł. I to nie tylko piłkarzowi. Akurat w to, że Serb zagrałby na z Ajaksem na swoim poziomie, jestem w stanie uwierzyć. Zresztą, gdyby przejawiał oznaki rozkojarzenia trener mógłby zareagować zdejmując go z boiska. Nie dziwię się jednak złości Berga, bo mogła go zalać krew w tej sytuacji. Jego plan runął w gruzach. Radović to najlepszy piłkarz w zespole, a w jego miejsce musiał wystawić Orlando Sa, którego nie darzy ani zaufaniem, ani sympatią.


Ale też norweski trener nie był bez winy. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego przed tak ważnym meczem, w dwóch poprzedzających go spotkaniach, nie wystawił Dossy Juniora.


Stracony gol to wynik nieporozumienia między środkowymi obrońcami. Zaliczam do nich też Ivicę Vrdoljaka, którą taką rolę pełnił w pierwszej połowie.