Jak ja czytam na jednym z portali, że Mateusz Tryc (81 kg) zasłużył na zwycięstwo w pojedynku ze Stevem Nelsonem, to nawet nie zamierzam o tym dyskutować, bo nie ma to żadnego sensu. Tryc przegrał i nikt przy zdrowych zmysłach, mający pojęcie o boksie nie ma prawa mieć innego zdania. Zresztą siedziałem wśród jego kolegów obserwujących ten pojedynek, rozmawiałem później z trenerem Zbigniewem Raubo i  oni też uważali, że Tryc w tym pojedynku nie sprostał zadaniu, choć oczywiście robił co w jego mocy.

Niestety nie tylko on nie dał rady w tym meczu swojemu rywalowi. Dawid Michelus (60 kg), chłopak niewątpliwie zdolny,  tym razem nie był sobą i przegrał zdecydowanie z Carlosem Balderasem juniorem. Amerykanin meksykańskiego pochodzenia od początku narzucił twarde warunki, zadawał mocne ciosy na korpus (szczególnie lewy hak pod prawy łokieć) i dość szybko złamał mentalnie Polaka. W tym przypadku o werdykcie też nie ma sensu dyskutować, bo Balderas był zwyczajnie lepszy, co zresztą przyznaje sam Michelus.

Niewątpliwie natomiast szkoda straconych punktów w walce Hamzy Touby (52 kg), niemieckiego pięściarza marokańskiego pochodzenia w naszej drużynie, który przegrał minimalnie z Brentem Richardem Venegasem. Moim zdaniem Hamza jest lepszym pięściarzem od Amerykanina, ale zapomniał, że w ringu trzeba to jeszcze dobitnie udowodnić. Przyznał to zresztą po walce, podobnie jak jego trener Zoltan Lunka, były mistrz świata amatorów.

Owszem zgadzam się, że piątą, ostatnią rundę można było wypunktować dla Touby, ale widać sędziowie mieli inne zdanie. Szkoda, bo naprawdę była to walka do wygrania, w odróżnieniu od tej Rogera Hryniuka z wielokrotnym mistrzem USA, Came’em F. Awesomem w kategorii superciężkiej (plus 91 kg). Polski pięściarz był chory i nie był w stanie przeciwstawić się Amerykaninowi, więc nic dziwnego, że po rozpoczęciu trzeciej rundy został poddany przez Zbigniewa Raubę.

Na koniec chciałbym się zatrzymać przy jednej zwycięskiej walce dla naszego zespołu. Wygrał ją Irlandczyk Stephen Gerard Donnelly (69 kg), pięściarz solidny i co ważne inteligentny. Urodzony w Puerto Rico Brian Ceballo, przez wielu uważany za przyszłość amerykańskiego boksu  nie miał w tym pojedynku wiele do powiedzenia, choć jeden z sędziów patrzył na jego poczynania przez różowe okulary. Rozmawiałem z Amerykaninem po walce i nie miał żadnych pretensji co do niekorzystnego dla siebie werdyktu. Powiedział, że walczył słabo i obiecał, że więcej się to nie powtórzy.

 

Teraz dla naszych pięściarzy, którzy przylecieli na Florydę czas na kilka dni odpoczynku, tym razem już w innym hotelu, Days Inn w Miami Beach, a później w środę lot do Caracas, gdzie za tydzień Husarię czeka kolejny mecz w ramach rozgrywek WSB. Tam w ringu staną ci, którzy mają największe szanse, by uzyskać olimpijski awans: Tomasz Jabłoński (75 kg) oraz Igor Jakubowski (91 kg). I miejmy nadzieję, że dadzą sobie radę.