Layvin Kurzawa (AS Monaco)

 

Lewy obrońca AS Monaco urodził się w miejscowości Frejus położonej w południowej Francji na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Ojciec 22-letniego zawodnika pochodzi z Gwadelupy, natomiast matka jest Polką. Kurzawa nie posiada polskiego paszportu, bo z własnej woli nigdy się o niego nie ubiegał. Uzyskanie dokumentów, jak powszechnie wiadomo, w przypadku sportowców nie są żadną przeszkodą tylko zwykłą formalnością. Gracz Monaco musiałby przechodzić podobną procedurę do tej, którą przebyli w przeszłości Ludovic Obraniak i Damien Perquis.   

 

Utalentowany defensor nie wykazywał jednak chęci gry dla ojczyzny swojej matki. Prezes PZPN Zbigniew Boniek nie zamierzał zaś nakłaniać Kurzawy do reprezentowania Polski. Sam zawodnik oświadczył, że chce skupić się na walce o miejsce w kadrze Francji i temat gry dla biało-czerwonych ostatecznie upadł. Obrońca doczekał się debiutu w drużynie Trójkolorowych 14 listopada 2014 roku przeciwko Albanii (1:1). Kurzawa pojawił się na boisku w 70. Minucie, zmieniając Lucasa Digne’a.

 

Laurent Koscielny (Arsenal Londyn)

 

W przypadku  obrońcy Arsenalu mamy do czynienia z analogiczną sytuacją jak z Ludovikiem Obraniakiem i Damienem Perquisem, ponieważ cała trójka zawdzięcza polskie korzenie swoim dziadkom. I na tym analogia się już kończy, gdyż Obraniak i Perquis zagrali dla Polski, aKoscielny gry odmówił. Rzekomo ojciec piłkarza apelował do Polskiego Związku Piłki Nożnej o zainteresowanie się synem, ale żadnego odzewu nie było. Podobno jeszcze przed transferem do Arsenalu, gdy Koscielny grał w Lorient, wykazywał chęć reprezentowania kraju swojego przodka. Jednak po dołączeniu do ekipy Arsene’a Wengera gracz zmienił zdanie za namową szkoleniowca Kanonierów.

 

 

W sierpniu 2010 roku przy okazji meczu towarzyskiego Legii Warszawa z Arsenalem defensor umówił się na spotkanie z ówczesnym selekcjonerem reprezentacji Polski Franciszkiem Smudą. W ostatniej chwili postanowił je jednak odwołać. Temat umarł śmiercią naturalną. Koscielny przywdział trykot francuskiej reprezentacji i zamiast śpiewać „Mazurka Dąbrowskiego” z jego ust rozbrzmiewa „Marsylianka”. Do dziś uzbierał 21 gier w kadrze Francji i pojechał z nią na wielkie turnieje. Był powołany na Euro 2012 i na mistrzostwa świata w Brazylii.

 

Timothee Kolodziejczak (Sevilla)

 

Kolejny lewy obrońca znad Sekwany mający polskie korzenie. Kolodziejczak grał w młodzieżowych reprezentacjach Francji, ale póki co powołania do dorosłej kadry się nie doczekał. Młodzieżowy mistrz Europy U-19 z 2010 roku jest obecnie klubowym kolegą Grzegorza Krychowiaka. Do Sevilli trafił z OGC Nice za 3 mln euro. Od 2008 roku grał na zasadzie wypożyczenia w drużynie klubowej z Lyonu. W lipcu 2009 roku zawodnik urodzony w Avion został kupiony przez Olympique Lyon z RC Lens  za 2,5 mln euro, jednak przez cztery sezony rozegrał tylko 12 meczów ligowych. Przez kolejne dwa lata grał dla OGC Nice. W klubie z Nicei zaczął występować regularnie. Przez dwa lata zaliczył aż 71 spotkań w Ligue 1.  

 

Kolodziejczak, który polskie korzenie zawdzięcza pochodzeniu dziadka, wypowiadał się o możliwości gry dla Polski bardziej dyplomatycznie niż Kurzawa. Podobno rodzina namawiała go do tego, ale temat ucichł. Póki co 24-letni obrońca skupia się na wywalczeniu miejsca w składzie Sevilli. W tym sezonie zaliczył jedynie sześć ligowych spotkań. Łącznie dla zespołu ze stolicy Andaluzji rozegrał 15 meczów na trzech frontach. Zdobył dwie bramki oraz zanotował jedną asystę.

 

Robert Acquafresca (Bologna)

 

Matka napastnika - Ewa jest Polką pochodzącą z Giżycka. Kwestia gry wychowanka Torino dla polskiej reprezentacji została poruszona po raz pierwszy w 2008 roku. Wielkim zwolennikiem Acquafreski w biało-czerwonej kadrze był aktualny prezes PZPN Zbigniew Boniek. „Zibi” wielokrotnie namawiał piłkarza do gry dla ojczyzny jego matki. Była gwiazda Juventusu Turyn oraz AS Roma podjęła również rozmowy z matką zawodnika dla dobra sprawy, ale to wszystko na nic. Robert bardzo długo się wahał, ale ostatecznie postanowił, że chce reprezentować kraj swojego ojca. Snajper uznał, że Italia jest o wiele bardziej bliższa jego sercu niż Polska. Niedoszły napastnik reprezentacji Polski uchodził przed laty na Półwyspie Apenińskim za ogromny talent. Jako 18-latek trafił na San Siro do zespołu Interu Mediolan.

 

 

W ekipie Nerazzurrich nie było mu dane zadebiutować. Mediolańczycy posyłali go na wypożyczenia do klubów Serie A oraz Serie B. Acquafresca zdobywał doświadczenie, ale nie wszędzie dokąd trafił szło mu jak po maśle. O ile w Treviso i w Cagliari radził sobie doskonale, to już Genoa, do której trafił za 10 mln euro, nie okazała się dla niego właściwym miejscem. Udał się więc na wypożyczenie do Atalanty, ale w zespole z Bergamo także kariery nie zrobił. Powrót do Cagliari, gdzie grał przez dwa lata dobrze mu zrobił. Co prawda bramek seryjnie nie zdobywał, ale otoczenie mu odpowiadało. Powietrze na Sardynii po prostu mu służy, przecież właśnie tam wziął ślub, a nie w rodzinnym Turynie. Sezon 2011/12 spędził na wypożyczeniu w Bolonii, która zdecydowała się go wykupić po sezonie. Klub z północy Włoch zapłacił Genoi za niego 3,25 mln euro. Po kolejnym sezonie, w którym nie zdobył żadnego gola w Serie A został wypożyczony do hiszpańskiego Levante. Przez pół roku gry w La Liga zaliczył 13 spotkań, w których  trzy razy wpisał się na listę strzelców. W bieżącym sezonie na zapleczu włoskiej ekstraklasy wystąpił w 19 meczach, strzelił zaledwie trzy gole i zanotował jedną asystę.

 

Paulo Dybala (US Palermo)

 

21-latek robi prawdziwą furorę na boiskach Serie A. Dziadek gwiazdy US Palermo Bolesław, który wyemigrował do Argentyny, był Polakiem pochodzącym z województwa świętokrzyskiego. Z kolei babcia Dybaly od strony matki pochodzi z Włoch. Młody Argentyńczyk od czasu wyjazdu do Europy posiada polskie, jak i włoskie obywatelstwo. Paulo przyszedł na świat w małym miasteczku w środkowej Argentynie o nazwie Laguna Larga. Naturalną więc koleją rzeczy jest, że Dybala będzie występował w reprezentacji Albicelestes. Sam zawodnik deklaruje, że marzy o grze u boku Leo Messiego. Napastnik o polsko brzmiącym nazwisku przeniósł się na Sycylię w lipcu 2012 roku. Do Palermo trafił za 12 mln euro z Instituto Cordoba, po czym stał się najdroższym zawodnikiem w historii sycylijskiego klubu.

 

Dybala potrzebował czasu, żeby stać się pierwszoplanową postacią sycylijczyków. W pierwszym swoim sezonie w Serie A wystąpił w 27 meczach, ale zdobył zaledwie trzy bramki. Najgorsze było jednak to, że US Palermo spadło z włoskiej ekstraklasy. Po sezonie gry w Serie B Rosanero zdołali wrócić do elity. Dybala miał w tym swój udział, ale liderem zespołu został dopiero teraz, czyli w swoim trzecim sezonie gry we Włoszech. Młody Argentyńczyk w tym sezonie rozegrał 23 mecze w lidze włoskiej i strzelił 12 goli. Czołowy strzelec Serie A zanotował do tego osiem asyst.

 

Maor Melikson (Hapoel Beer Szewa)

 

Ówczesny lider krakowskiej Wisły miał zgodzić się na grę dla reprezentacji Polski we wrześniu 2011 roku. Pomysłodawcą gry Meliksona w biało-czerwonych barwach był Franciszek Smuda. Gracz Białej Gwiazdy rzekomo zrezygnował z gry dla Izraela na rzecz polskiej kadry. Maor taką szansę zawdzięczał matce Rebece, która urodziła się na Dolnym Śląsku w Legnicy. Po otrzymaniu obywatelstwa Melikson mógł oczekiwać oficjalnego powołania od selekcjonera Smudy mimo tego, że zadebiutował w maju 2010 roku w drużynie narodowej Izraela w towarzyskiej potyczce z Urugwajem. Był to mecz nieoficjalny, więc w zasadzie nie było przeszkód, żeby grał dla ojczyzny swojej matki. Francuski szkoleniowiec izraelskiej kadry Luis Fernandez na nowo zainteresował się jednak osobą Meliksona, a ten zaczął się poważnie wahać. Wiślak wystąpił w meczu towarzyskim z Wybrzeżem Kości Słoniowej, w którym zdobył nawet dwie bramki. Przed meczami eliminacji Euro 2012 z Łotwą i z Grecją rzekomo doznał urazów. Taka była oficjalna wersja, ale nie należy się jej trzymać.

 

 

Poprzedni prezes PZPN Grzegorz Lato oficjalnie wyznał, że Melikson podjął decyzję odnośnie gry dla Polski. Kilka dni później sam zainteresowany odstąpił od deklaracji. Melikson czuł się zaszczuty, ale na dobrą sprawę sam się uwikłał w tą dość dziwną historię. Zawodnik zdecydował się po rozmowie z nowym selekcjonerem izraelskiej kadry Elim Guttmanem grać dla Izraela i po pół roku opuścił Polskę na rzecz francuskiego Valenciennes. W kraju nad Sekwaną grał przez półtora roku. W Ligue1 rozegrał 52 mecze, w których strzelił cztery gole. Zaliczył ze swoją drużyną spadek z ligi, po czym wrócił do Hapoelu Beer Szewa, gdzie występował przez trzy lata przed transferem do Wisły.

 

Lukas Jutkiewicz (Burnley)

 

Napastnik o polsko brzmiącym nazwisku urodził się 28 marca 1989 roku w Southampton, ale posiada również polskie obywatelstwo. Z tego tytułu kwalifikował się do gry w reprezentacji Polski. Korzenie odziedziczył po dziadku, który przyszedł na świat w obecnej stolicy Litwy - Wilnie, które kiedyś należało do Polski. W 2007 roku 16-letni wówczas Jutkiewicz wyraził chęć gry dla reprezentacji Polski. Temat wrócił dwa i pół roku później, gdy Jutkiewicz wykazywał się niezłą skutecznością na boiskach szkockiej ekstraklasy grając wtedy w Motherwell. Zdołał nawet pokonać Artura Boruca grając przeciwko Celtikowi (2:3). Strzelił także gola w zremisowanym meczu (3:3) z ówczesnym mistrzem Szkocji - Glasgow Rangers. Łącznie w 33 meczach zdobył 12 bramek oraz zanotował trzy asysty.

 

Po dobrym sezonie w Szkocji przeniósł się na zaplecze angielskiej Premier League. Trafił do Coventry City, w którym grał przez półtora roku. Zdobył 18 ligowych bramek i przeniósł się do aspirującego do gry w Premier League Middlesbrough. Awansu ostatecznie nie udało się wywalczyć, a Jutkiewicz nie porażał skutecznością. W 59 meczach ligowych dla Boro strzelił tylko 11 goli. Wiosnę sezonu 2013/14 spędził w klubie dobrze znanym Polakom Boltonie Wanderers. W ekipie Kłusaków radził sobie bardzo przyzwoicie, czym zapracował sobie na transfer do beniaminka ligi angielskiej - Burnley. Siedem bramek zdobytych w 20 meczach przekonało władze The Clarets do zakupu niedoszłego reprezentanta Polski. Wychowanek Świętych nie zdobył do tej pory żadnego gola na boiskach angielskiej elity. W 19 meczach zdołał zaliczyć trzy podania otwierające drogę do bramki partnerom. 26-letni Jutkiewicz już raczej nie marzy, że otrzyma powołanie do reprezentacji Polski czy Anglii.

 

Matthias Ostrzolek (HSV Hamburg)

 

Gracz HSV jest synem polskich imigrantów. Przygodę z piłką rozpoczął w 1996 roku w klubie WSV Bochum. Rok później przeniósł się do juniorów bardziej znanego VfL Bochum. W 2009 roku został włączony do drużyny rezerw. Pod koniec 2010 roku dołączył już do seniorskiej ekipy VfL Bochum, która grała na zapleczu Bundesligi. W barwach Bochum rozegrał 33 mecze ligowe. Dobra postawa w 2. Bundeslidze zaprocentowała. Na początku 2012 roku zmienił barwy klubowe. Ostrzolek trafił do Augsburg, gdzie praktycznie z miejsca stał się podstawowym lewym obrońcą. Przez dwa sezony zagrał w 70 meczach Bundesligi i zaliczył w nich aż 11 asyst. Ten bilans pokazuje, że boczny obrońca potrafi być bardzo pożyteczny w ofensywie.

 

 

Zawodnik, żeby być fair, przede wszystkim wobec siebie, odmówił gry w polskiej kadrze. W wywiadzie udzielonym Kickerowi Ostrzolek przyznał, że powstało ogromne zamieszanie związane z jego osobą. Do tego wyznał, że nigdy nie czuł się Polakiem. Jako 17-latek dwukrotnie wystąpił w reprezentacji Polski U-17, której opiekunem był wówczas Michał Globisz. Później Ostrzolek grał dla młodzieżówki naszych zachodnich sąsiadów. Epizod z młodzieżową reprezentacją biało-czerwonych dla Matthiasa znaczył niewiele. Utalentowany obrońca urodził się i wychował w Niemczech. W rozmowie z niemieckim magazynem zawodnik przyznał, że nie chce oszukiwać sam siebie. Latem 2014 roku przeniósł się do Hamburger SV za 2,75 mln euro. W tym sezonie zagrał dla ekipy z Hamburga 15 meczów na poziomie Bundesligi, z czego dwanaście od pierwszej do ostatniej minuty.