Bohdan Tomaszewski komentował mecze na sportowych antenach Polsatu od 1999 roku. Niedługo później po raz pierwszy przed mikrofonem zasiadł z nim komentator Polsatu Sport Krzysztof Wanio. – Słowo „instytucja” odpowiada temu, co działo się dokładnie piętnaście lat temu. To był marzec, nie było jeszcze Polsatu Sport, a my skomentowaliśmy razem turniej Indian Wells – mówi Wanio.

 

– Pamiętam późną godzinę meczów i to, że kilku poprzednich nocy - wiedząc, że będę pracować razem z Bohdanem Tomaszewskim - nie spałem! Wiem, że miałem jakąś straszną liczbę notatek, tak chciałem zaimponować Panu Bohdanowi. Miałem wewnętrzny nakaz, że ja nie mogę - przy tym Panu - dać nawet najmniejszej plamy. Musiałem wiedzieć wszystko. Pierwsze spotkanie było spotkaniem z wielką górą – wspomina komentatorski debiut z Bohdanem Tomaszewskim Krzysztof Wanio.

 

– Później okazało się, że ta wielka góra jest normalnym, zwyczajnym facetem. Zawsze, kiedy będę wspominał Bohdana Tomaszewskiego, będę się uśmiechał. To może paradoks, ale on kojarzy mi się z mnóstwem śmiesznych, zabawnych sytuacji. Były czasy, gdy spędzaliśmy ze sobą dziesiątki godzin. Czasami po nas nikt nie chciał wejść, bo wtedy jeszcze w kabinach komentatorskich się paliło! Wypalaliśmy straszne ilości papierosów. Fajne jest to, że czy był to pierwszy mecz, czy ostatni, to zawsze mieliśmy swoją procedurę. Nigdy nie spotykaliśmy się na 2, 5, 10 minut przed meczem. To była godzina. Przywitanie, papierosek, kawa, szybka wymiana informacji co w rodzinie, co słychać, rozmowa o polityce, teatrze, kinie. I tak powoli dochodziliśmy do meczu – wspomina Wanio.