Po sześciu kolejnych przegranych „Czarodzieje" przerwali w sobotę czarną serię. Polski środkowy był najlepiej zbierającym spotkania. Grał 39 minut, trafił siedem z 12 rzutów z gry i obydwa wolne, zebrał 13 piłek w obronie i cztery ataku, miał także dwie asysty, trzy przechwyty, blok i dwa faule. Raz sam został zablokowany przez rywali.

 

Najwięcej punktów dla Wizards uzyskali John Wall – 22 i Brazylijczyk Nene – 21, a Paul Pierce dodał 14.

 

Wśród gości wyróżnili się Greg Monroe – 21 i 10 zb., Spencer Dinwinddie – 20 oraz Andre Drummond – 13 i 9 zb.

 

W ekipie gospodarzy ponownie zabrakło skrzydłowego Krisa Humphriesa, ale do pierwszej piątki wrócili leczący ostatnio kontuzje Bradley Beal (nie występował od 5 lutego) i Paul Pierce.

 

Gra zespołu trenera Randy’ego Wittmana wyglądała już lepiej, chociaż nie obyło się bez wzlotów i upadków. Wizards rozpoczęli spotkanie od prowadzenia 37:27 po pierwszej kwarcie. Trafili w tym okresie aż 66,7 procent rzutów z gry, ustanawiając rekord sezonu w liczbie zdobytych punktów w inauguracyjnej odsłonie.

 

Na początku trzeciej kwarty prowadzili już różnicą 21 pkt (69:48), ale roztrwonili całą przewagę. Na 6.46 przed końcem meczu było 85:84 dla gości. Po okresie gry kosz za kosz dwa celne rzuty wolne Gortata przywróciły na dobre prowadzenie (90:89) drużynie ze stolicy.

 

Polski środkowy był jednym z bohaterów zespołu. Wraz z Wallem miał najwyższy wskaźnik plus/minus. Gdy przebywał na parkiecie, drużyna wygrała ten fragment 15 punktami. Łodzianin królował w walce pod tablicami. 17 zbiórek to jego rekord sezonu, a cztery ofensywne oznaczają, że w 498 spotkaniach rozegranych dotychczas w sezonie zasadniczym NBA ma ich w ataku dokładnie 1000.

 

Z dorobkiem 34 wygranych i 26 porażek Wizards zajmują piątą lokatę w Konferencji Wschodniej. Pistons (23-36) są na 12. miejscu.

 

Następny mecz „Czarodzieje" rozegrają we wtorek na wyjeździe z Chicago Bulls (37-22), wiceliderami na Wschodzie.