W zeszłym sezonie Liverpool i Manchester City do ostatniej kolejki walczyły o mistrzostwo Anglii. W bezpośrednim meczu na Anfield górą byli gospodarze (3:2) i wydawało się, że to właśnie oni mają tytuł w garści. Nic z tych rzeczy – piłka jest na tyle nieprzewidywalna, że w końcówce The Reds stracili przewagę i zajęli drugie miejsce – za dzisiejszym rywalem.

W tym sezonie cele obu drużyn są zupełnie inne. Manchester City znowu walczy o tytuł, ale Liverpool po odejściu Luisa Suareza długo nie mógł się pozbierać i dopiero od kilku tygodni prezentuje równą, dobrą formę. Po odpadnięciu z Ligi Europy mogą skupić się głównie na lidze, bo w niej trzeba gonić pierwszą czwórkę.

Od początku tempo było znakomite. Walka o środek pola zapowiadała się, że znakomicie, zwłaszcza że w składzie Liverpoolu nie było Stevena Gerrarda, który często odstawał od kolegów, jeśli chodzi o przygotowanie motoryczne. I to być może zdecydowało o końcowym powodzeniu. Ale po kolei.

Na piłkarzy Liverpoolu chyba wyjątkowo motywująco podziałało You’ll Never Walk Alone odśpiewane przez prawie 45 tysięcy kibiców. Gospodarze wyglądali na szybszych, lepiej ustawiających się. Po dziesięciu minutach mogło być 1:0, ale gol Adama Lallany nie został uznany. Tak więc gospodarze prowadzili po… jedenastu. Błąd popełnił Vincent Kompany (oj, nie ma ostatnich łatwych dni), łatwo dał się ograć Fernandinho, a kapitalnym uderzeniem popisał się Jordan Henderson. Cudowny rogal wylądował w okienku bramki Joe Harta. Akcję zaczął Coutinho – to ważne z perspektywy czasu.

Na odpowiedź gości nie trzeba było długo czekać. Tym razem w rolę Coutinho wcielił się David Silva, lecz śmietankę spił Sergio Aguero, który mając na plecach czterech rywali, idealnie obsłużył Edina Dzeko. Bośniak trafił pierwszy raz na Anfield!

Później losy spotkania zmieniały się jak w kalejdoskopie. Raz przewagę mieli goście, by po chwili sędzia po raz drugi nie uznał gola Lallany. I wtedy przyszła ta jedna, decydująca akcja. Bardzo podobna do tej, po której bramkę zdobył Jordan Henderson. Tym razem w roli głównej wystąpił Coutinho. Tzw. odejście z piłką do środka – wyśmienite. Strzał w długi róg – perfekcyjny. Radość – wybuchowa.

Liverpool wygrał 2:1 i jest już czwarty w tabeli. Manchester City nie zmniejszył straty do Chelsea, która ciągle wynosi pięć punktów.

Liverpool - Manchester City 2:1 (1:1)

Bramki: Henderson 11, Coutinho 75 - Dzeko 25.   Sędzia: Clattenburg.   Widzów: 44 590.

Liverpool: Mignolet - Can, Skrtel, Lovren - Markovic (76 Sturridge), Allen, Henderson, Moreno (83 Toure Kolo) - Coutinho, Sterling, Lallana.

Manchester: Hart - Zabaleta, Mangala, Kompany, Kolarov - Nasri (83 Lampard), Toure Yaya, Fernandinho (78 Bony), Silva - Dzeko (58 Milner), Aguero.

Żółte kartki: Lallana - Fernandinho, Milner, Bony.