Wesoło jest w polskiej kadrze, atmosfera jak na dawnym spotkaniu szkolnych kolegów, choć nikt nie gubi źdźbła koncentracji, bo Litwini są groźni. Skoro wybrańcy Mugeviciusa pokonali jesienią 2014 roku w gorącym Sarajewie reprezentację Bośni i Hercegowiny, to należy się z nimi liczyć. Zwycięstwo z takimi wojownikami jak Mirza Basić czy Damir Dżumhur w hali Mojmilo przy intensywnym dopingu miejscowych kibiców graniczy z cudem. Godzi się przypomnieć, że w meczu otwarcia Basić prowadził 2:0 w setach, ale Ricardas Berankis zdołał wyciągnąć wynik na 3:2.

Skoro jednak Berankis w młodości oddawał się pasji pt. spearfishing, to nie dziwota, że nie przerażają go kąśliwe uwagi i rozszalałe trybuny hali w Sarajewie. Spearfishing, czyli łowiectwo podwodne. Zabawa dla ludzi, którzy pragną łączyć nurkowanie bezdechowe z instynktem łowcy. Ostatni raz Berankis zszedł pod wodę w 2011 roku, ale natury nie da się oszukać. Raz upatrzonej ofiary, Ricardas tak łatwo nie wypuści z rąk. Berankis pamięta rzecz jasna juniorski finał US Open z 2007 roku (wygrana nad Jerzym Janowiczem), ale jest świadom tego, jak bardzo od tamtego pojedynku rozwinął się talent „Jerzyka”.

 
A zatem challengerowe bitwy wciąż są mocno osadzone w pamięci najlepszego Litwina. Dla Ricardasa i jego kolegów mecz w Płocku ma wyjątkowe znaczenie: Litwa po raz pierwszy zagra w grupie I strefy euroafrykańskiej.  

 



Na korcie w Orlen Arenie trwała gierka na małe kara z udziałem Radka Szymanika, Huberta Hurkacza (finalisty debla w juniorskim Australian Open), Marcina Matkowskiego i Alka Charpantidisa. Grającym przygląda się Filip Kańczuła, trener Hurkacza. Hubert goni Samuela Grotha pod względem prędkości serwisu. Wrocławianin potrafi „wbić gwoździa” uderzając piłkę z prędkością 245 km/h. Groth, światowy rekordzista w tym elemencie (263 km/h), będzie chciał siać popłoch w Ostravie, ale Czesi przygotowali wolny kort, aby choć w części zneutralizować „jedynkę” Samuela. Głowił się przez chwilę Jarda Navratil czy nie postawić na kort ziemny, ale wybrał nawierzchnię twardą, tyle, że wolną, aby choć trochę uprzykrzyć życie Australijczykom. Może „bombardiak” jak Czesi mawiają o Samuelu, będzie mniej groźny?

„Matka” na chwilę przerywa trening. Żartujemy, że skoro Honza Mertl doczekał się debiutu w wieku 33 lat, to może warto byłoby odkurzyć legendę Bartłomieja Dąbrowskiego? Wszak „Dąbek” uczynił wiele dobrego dla polskiego tenisa. „Matka” uśmiecha się znacząco i mówi, że lekko mnie poniosło, bo przecież 20 sierpnia 2015 roku Bartłomiej ukończy 43 lata. Nic to. Najważniejszy jest człowiek i kolor jego duszy. Jerzy Janowicz przyznał w Melbourne Park, że gdyby miał zabrać trzech tenisistów na bezludną wyspę, to w złotym tercecie, obok Michała Przysiężnego i Grzegorza Panfila, znalazłby się pewnikiem Bartek Dąbrowski.

A zatem, nie zapominając o Wilnie, warto być czujnym, bo Litwa wbrew pozorom nie jest słabeuszem i zanim zaczniemy wybierać nawierzchnię na lipcowe starcie z Ukrainą, warto przypilnować łowcę podwodnych skarbów i jego kolegów, aby wyjeżdżali z Płocka w innych humorach niż 14 września 2014 roku z Sarajewa…

Stepanek natchnieniem dla kadrowiczów

Jestem przekonany, że Bartłomiej Dąbrowski byłby dobrym duchem dla polskiej reprezentacji walczącej w Płocku. Czesi wiedzą, że nikt tak cudownie nie inspiruje chłopców do gry jak Radek Stepanek. Co prawda "Sztiepec" nie może uporać się z bolesną kontuzją pleców od czasu pamiętnego półfinału Grupy Światowej na Roland Garros (wrzesień 2014), ale serce ma wielkie i będzie zagrzewał do boju swoich młodszych kolegów.

Radkiem opiekuje się najlepszy fachowiec nad Wełtawą: profesor Pavel Kolar. Profesor leczył prezydenta Vaclava Havla, czołowych czeskich hokeistów, olimpijczyków, piłkarzy, motocyklistów. Król w zakresie rehabilitacji i niezwykły mędrzec. Pavel Kolar to również twórca metody DNS (Dynamiczna Stabilizacja Nerwowo-Mięśniowa), ordynator kliniki rehabilitacji i medycyny sportowej w Pradze. Stepanek ufa mu jak rodzicom. Niestety, przewlekłe schorzenie i gigantyczny ból pleców nie pozwalają Radkowi grać. Na szczęście, Jarda Navratil może liczyć na pomoc Stepanka podczas pojedynku z Australią.

Tomas Berdych, najlepszy czeski singlista, nakarmił się sukcesami drużynowymi. Oszczędza siły na solowe popisy. "Berdia" marzy o tytule Wielkiego Szlema, więc na razie nie zamierza zaokrętować się na statku pt. Puchar Davisa. Młody tata – Lukas Rosol, ma poprowadzić Czechów do zwycięstwa nad Australią. Wally Masur, kapitan Australii, doskonale pamięta wygraną Rosola nad Rafą Nadalem w II rundzie Wimbledonu 2012, więc przestrzega przed lekceważeniem Czechów. Rosol wie, że w piątkowe popołudnie (15.30), kilka minut po odśpiewaniu hymnu „Kde domov muj”, oczy Czechów będą skierowane na niego.

„Graliśmy z „Veselką” (Jirzim Veselym) w siatkonogę. Radek Stepanek, nasz tenisowy Bóg, podsyca w nas nadzieję, że nasze słabe występy singlowe w ATP Tour nie mają znaczenia w Pucharze Davisa. To, że Jirka nie zachwyca od zwycięstwa w Auckland, a ja też ostatnio gram słabo, nie jest żadnym wyznacznikiem formy. Sztiepec potrafi znaleźć pozytywy w najgorszym położeniu. Myślę, że gdyby zabrakło nam wody na australijskiej pustyni, on i tak tchnąłby w nas wiarę, że za najbliższym zakrętem znajdziemy rzeczkę i ugasimy pragnienie. Nawet, gdyby ten zakręt był za 10 kilometrów” – uśmiecha się Lukas Rosol.

Żartowniś Bernie Tomic

Losowanie w ratuszu Ostravy ułożyło się po myśli gospodarzy, bo Rosol (31 w rankingu ATP) otworzy starcie meczem z Thanasim Kokkinakisem (133 w rankingu ATP). Thanasi to wielki talent (wygrał morderczy pięciosetowy bój z Ernestsem Gulbisem w I rundzie Australian Open’2015), ma wszelkie atrybuty, aby grać na wysokim poziomie, ale Czesi wiedzą, że to wymuszone zastępstwo. Miał zagrać Nick Kyrgios, ćwierćfinalista Wimbledonu’2014 i Australian Open’2015, ale kontuzja pleców okazała się na tyle poważna, że miłośnik koszykówki poddał się leczeniu i nie wesprze rodaków w Ostravie.

W drugim piątkowym meczu singla, Czesi już nie będą mieć tak lekko, bo rywalem „Veselki” (45 w rankingu) będzie Bernie Tomic (38 rakieta świata). Bernie, w swoim stylu, rozkosznie komentował wypowiedzi kapitana Masura podczas konferencji prasowej.

Nie wiem czy mamy większe pole manewru niż Navratil. Owszem, Lleyton jest uniwersalny, może zagrać i w singlu i w deblu, ale raczej będę oszczędzał naszego mistrza na sobotni mecz deblowy (w parze z Grothem). Tony Roche, który jest z nami w Ostravie, pamięta jedyną porażkę Australii w konfrontacji z byłą Czechosłowacją. Opowiadał nam o słynnym meczu z Jirim Hrebcem w 1975 roku na kortach ziemnych w Pradze. „Rochey” prowadził wówczas 2:0 w setach, a mimo to przegrał mecz 2:3. Ta porażka ustawiła nas wtedy w fatalnej sytuacji, bo w pierwszym pojedynku singlowym John Alexander przegrał z Janem Kodesem. Wiem, że to inna tenisowa epoka, ale Tony Roche przekonuje nas na każdym kroku, że Czesi potrafią walczyć na korcie, a w szczególności wówczas gdy nie są faworytami – mówił w Ostravie Wally Masur.

Tomic, jak przystało na rogatą duszę, podsumował wywód kapitana w swoim stylu.

Wally, nie zapominaj o tym, że mamy dłuższą ławkę niż Czesi. Z powodzeniem zamiast mnie czy Lleytona, singla może zagrać nasz doktor czy fizjoterapeuta – powiedział Bernie Tomic.