W tyskim zespole w podstawowym składzie wystąpiło aż sześciu pozyskanych w przerwie zimowej piłkarzy i jeden z nich, bośniacki środkowy obrońca Muhamed Omic za faul na Brazylijczyku Marcusie da Silvie musiał w 31. minucie opuścić boisko.

 

- Do rzutu karnego, po którym straciliśmy pierwszego gola, nie mam pretensji, bo został podyktowany prawidłowo i to był prezent z naszej strony. Z kolei sytuacja, w której ukarany został Omic, była bardzo kontrowersyjna, a czerwona kartka pokrzyżowała nam plany. Zresztą z wieloma decyzjami arbitra w tym meczu nie mogę się pogodzić - dodał.

 

Hajto przyznał, że zwycięstwo Arki było zasłużone, ale mimo wszystko za wysokie. - Arbiter mógł mieć słabszy dzień i popełnić błąd, co nie zmienia faktu, że mam także sporo pretensji do swoich zawodników. O ile w pierwszej połowie zaprezentowaliśmy dobrą organizację gry, o tyle po przerwie popełniliśmy zbyt dużo błędów, których konsekwencją były cztery bramki dla gospodarzy. W takich rozmiarach nie wypada przegrywać spotkań - ocenił.

 

Niespełna 43-letni szkoleniowiec rozpoczął pracę w GKS Tychy od gdyńskiego pogromu, niemniej były reprezentant Polski nie traci nadziei na utrzymanie. Na razie jego drużyna ma do 15. miejsca, dającego prawo gry w barażu, sześć punktów straty.

 

- Na pewno nie będzie łatwo, ale nikt przecież tego nie mówił. W naszej grze trzeba jeszcze wiele rzeczy poprawić. Początek mojej pracy w GKS nie jest udany, bo przegraliśmy pierwszą bitwę, ale wierzę, że wygramy wojnę i na koniec sezonu będziemy świętować sukces w postaci uniknięcia degradacji - podsumował Hajto.

 

Z kolei gdynianie odnieśli najwyższe w tym sezonie zwycięstwo. Do tej pory żółto-niebiescy najefektowniejszą wygraną zanotowali 8 listopada, kiedy pokonali 3:0 w Grudziądzu Olimpię. Bohaterem meczu z GKS Tychy był da Silva, który zdobył pierwszą bramkę z rzutu karnego i zanotował dwie asysty. Ponadto to właśnie po faulu na nim Omic zobaczył czerwoną kartkę.

 

-Każda inauguracja jest sporą niewiadomą. Widać też to było w grze obu drużyn, które na początku spotkania grały z wzajemnym respektem. Z pewnością w tym fragmencie nie było to porywające widowisko. Po czerwonej kartce musieliśmy grać atakiem pozycyjnym, który nieźle nam wychodził. Po tym wysokim zwycięstwie nie popadamy jednak w hurraoptymizm, bo na pewno nie był to idealny mecz w naszym wykonaniu - podsumował trener Arki Grzegorz Niciński.