W niedzielę, ostatnim dniu imprezy, oprócz Lewandowskiego, medale wywalczyli: srebrne Angelika Cichocka (ULKS Talex Borzytuchom) na 1500 m i sztafeta 4x400 m w składzie: Karol Zalewski (AZS UWM Olsztyn), Rafał Omelko (AZS AWF Wrocław), Łukasz Krawczuk i Jakub Krzewina (obaj WKS Śląsk Wrocław) oraz brązowy w tej konkurencji - Joanna Linkiewicz (AZS AWF Wrocław), Małgorzata Hołub (Bałtyk Koszalin), Monika Szczęsna i Justyna Święty (obie AZS AWF Katowice).

 

W sobotę trzy brązowe medale zdobyli: Kamila Lićwinko (KS Podlasie Białystok) w skoku wzwyż, Rafał Omelko (AZS AWF Wrocław) w biegu na 400 m i Piotr Lisek (OSOT Szczecin) w skoku o tyczce.

 

Prezes PZLA Jerzy Skucha przyznał, że liczbowo "plan został wykonany", ale kolorystyka medali mogła być lepsza. Poza tym, jak dodał, gdy jedni nieco zawodzą, to inni sprawiają miłe niespodzianki.

 

Joanna Jóźwik (AZS AWF Warszawa), która ze łzami w oczach schodziła z bieżni po zajęciu czwartego miejsca w biegu na 800 m podkreśliła, że nie przyszło jej nawet do głowy, że mogła z Pragi wrócić bez medalu. Oceniła, że zawiodła ją obrana taktyka. Przyznała też, że nie ma już tyle sił, co na początku sezonu.

 

"Trochę mnie zmęczyła choroba, borykam się też z kontuzją pięty. Nie mogę na to zrzucić niepowodzenia, bo nie opuściłam żadnego treningu. Nie poddaję się na pewno i walczę dalej" - zaznaczyła.

 

Mimo srebra uczestnicy sztafety 4x400 m byli nieco zasmuceni. Jak zgodnie twierdzili, do Pragi przyjechali po złoto. I mieli je jeszcze kilkanaście metrów przed metą, kiedy to prowadził Krzewina.

 

"Rozum, zdrowie – wszystko mówiło, że nie powinienem startować, serce i charakter, ale też koledzy sprawili, że zdecydowałem się na rywalizację. Walczyłem jednak bardziej z bólem niż z Belgami. Na rozgrzewce miałem łzy w oczach jak robiłem kolejne przebieżki. W środę w Olsztynie mam operację" - wspomniał jeden z najlepszych czterystumetrowców w Europie.

 

Najbardziej żal mu straconego rekordu Europy. „I za to chciałbym przeprosić naszych starszych kolegów. Jest trochę smutno” – przyznał.

 

W 1999 roku w japońskiej miejscowości Maebashi Piotr Haczek, Jacek Bocian, Piotr Rysiukiewicz i Robert Maćkowiak uzyskali 3.03,01. Rekord odebrała biało-czerwonym "rodzinna" sztafeta Belgii wynikiem 3.02,87. Na pierwszej zmianie biegł 22-letni Julien Watrin, a po nim kolejno synowie Jacquesa Borlee, halowego wicemistrza Europy na 200 m z 1983 roku: 22-letni Dylan (w sobotę wywalczył srebro na 400 m) i 27-letni bliźniacy Jonathan oraz Kevin.

 

Spełniło się marzenie Ewy Swobody (UKS Czwórka Żory) o starcie w finale 60 m. 17-letnia sprinterka zajęła ósme miejsce i czasem 7,20 poprawiła o 0,01 s należący do niej rekord Europy juniorek. Złoty medal zdobyła Holenderka Dafne Schippers - 7,05, a wśród zawodników Richard Kilty - 6,51. Rok temu Brytyjczyk został w Sopocie halowym mistrzem świata.

 

Najwięcej - dziewięć trofeów zdobyli Brytyjczycy, ale tylko dwa złote i zajęli trzecie miejsce w tabeli medalowej. Na pierwszym uplasowali się Rosjanie - ich dorobek to osiem krążków, w tym aż sześć ze złota.

 

Kolejne, 34. halowe mistrzostwa Europy odbędą się w 2017 roku w Belgradzie.