Obie drużyny ciągle uważnie patrzą w tabelę. Energa jest na miejscu gwarantującym udział w walce o medale, ale różnice między poszczególnymi drużynami są niewielkie. Jedna porażka może diametralnie zmenić sytuację.

 

Faworytem meczu wydawali się Energa Czarni, którzy wygrali cztery ostatnie spotkania w Tauron Basket Lidze. Trefl Sopot ciągle próbuje się pozbierać i wyjść z kryzysu po zmianie trenera (Dariusa Maskoliunasa zastąpił Mariusz Niedbalski). Ciężko było oczekiwać tak zaciętego pojedynku, jak w zeszłorocznym ćwierćfinale, kiedy Trefl niesamowitym zrywem w czwartej kwarcie zapewnił sobie awans. To był inny Trefl i inni Czarni.

 

Atutem Trefla mogła być własna hala, ale to za mało w starciu z dobrze i mądrze grającym rywalem. Czarni Słupsk mieli Jerela Blassingame'a, który dobrze i mądrze kierował poczynaniami kolegów (aż 9 asyst). Mieli Karola Gruszeckiego i Kacpra Borowskiego, którzy dominowali w walce o zbiórki  (odpowiednio 8 i 9), mieli też niesamowicie skutecznego Kyle'a Shiloh.

 

Treflowi takich atutów zabrakło. Sam Paweł Leończyk, który szarpał się z rywalami, to za mało. Zabrakło punktów Michała Michalaka i dobrej gry Sarunasa Vasiliauskasa. Z taką grą zespół Trefla na play off po prostu nie zasługuje.

 

Trefl Sopot - Energa Czarni Słupsk 68:85 (20:27, 17:19, 17:21, 14:18)