Jerzy Mielewski: Szkoda, że to już koniec, że mistrzostwa świata w Kontiolahti się już zakończyły?

 

Dagmara Gerasimuk: Z jednej strony szkoda, że już koniec, z drugiej nie ukrywam, że wszyscy są już zmęczeni. Biegów jest coraz więcej, wszyscy mają apetyt na coraz lepsze wyniki, a jednak zmęczenie daje o sobie znać.

 

Jeśli chodzi o emocje, to była taka sinusoida: od występów znakomitych, od medali, po zawód choćby w przypadku biegu sztafetowego. Co Pani wywiezie z Kontiolahti?

 

Wywiozę z pewnością przepiękne emocje. Euforię związaną z wynikami naszych zawodniczek. Oczywiście Weronika Nowakowska-Ziemniak jest dla nas główną postacią tych mistrzostw i tych emocji dostarczyła nam bardzo dużo. Bardzo się cieszę z wyników naszych dziewczyn. Wszystkie pokazały, że stać je na walkę o medale i zajmowały miejsca w pierwszej dziesiątce. To jest naprawdę ogromny sukces, powtórzenie wyniku z Novégo Města. Pokazaliśmy, że wciąż liczymy się w czołówce światowej. Jeśli chodzi o sztafetę, nie ukrywam, że brakuje mi tej kropki nad "i". W duchu wierzyłam, że tym razem nam wyjdzie. Wierzę, że jest tak duża motywacja ze strony dziewczyn, sztabu szkoleniowego, że jeszcze swoje pokażemy.

 

Kolejne medale, na kolejnej imprezie. Czy ma już Pani kolejne pomysły, jak pchnąć polski biathlon do przodu, aby na kanwie tych krążków, które przywiezie Weronika Nowakowska-Ziemniak wykonać kolejny krok?

 

Podczas mistrzostw mieliśmy trochę czasu, by wraz z całym sztabem szkoleniowym dyskutować o rozwiązaniach na przyszłość, o tym, co trzeba zmienić, co należy poprawić, gdzie mamy rezerwy... Te rezerwy wciąż istnieją, mamy tego świadomość. W następnym sezonie będziemy starali się poprawiać wyniki sportowe naszych zawodniczek, ale również zawodników. Chcielibyśmy poprawić jakość szkolenia również w kadrze męskiej.

 

Mogłaby Pani zdradzić szczegóły dotyczące powrotu? Wielu kibiców chciałoby zrobić sobie zdjęcie i dostać autograf od medalistki mistrzostw świata.

 

Bardzo się cieszę, że wzbudziliśmy tyle emocji i Weronika jest teraz rozchwytywana. Jej kalendarz musimy zaplanować do końca kwietnia. Gdzie wyląduje? Na razie w Chanty-Mansyjsku. Tam będzie walczyła o lepsze miejsca w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Przed sobą będzie miała sprint, bieg pościgowy i bieg ze startu wspólnego. Wierzę, że będziemy mogli się cieszyć z jej świetnej formy.  Po Chanty-Mansyjsku ląduje w Monachium i stamtąd będziemy planować powrót do Polski. Myślę, że 24 marca pojawi się w swoim rodzinnym mieście, w Dusznikach-Zdroju.