Spotkanie na Stade Velodrome przez długie fragmenty zawodziło, aż do samej końcówki. Końcówki, w której obejrzeliśmy niemal wszystko, prócz goli. Sygnał do ataku gospodarzom dał najlepszy strzelec zespołu Andre-Pierre Gignac, który w świetnej sytuacji trafił w słupek. Po upływie kilku minut i dużym bałaganie w polu karnym sędzia uznał, że wepchnięcie piłki do bramki przez Floriana Thauvina nie wylądowało za linią. Futbolówka zatańczyła gdzieś w okolicach linii bramkowej zanim wylądowała na dobre w rękawicach Anthonego Lopesa, jednak ani powtórki, ani tym bardziej sędzia nie mogli roztrzygnąć, czy całym obwodem minęła linię. Pomimo wielkich pretensji młodego skrzydłowego i całego zespołu gospodarzy, bramka nie została uznana.

To bardzo zaostrzyło grę, a już kilka chwil później z boiska za brzydki faul wyleciał Jeremy Morel. Francuski obrońca w bezpardonowy sposób wyciął Maxima Gonalonsa i po przepychankach między zawodnikami obu drużyn musiał opuścić boisko. Lyon w przewadze spróbował wykorzystać kilka ostatnich chwil na zdobycie zwycięskiej bramki i… prawie się udało. Po stałym fragmencie gry świetnie w polu karnym znalazł się Corentin Tolisso i zdołał oddać mocny strzał z powietrza. Interwencją meczu popisał się jednak Steve Mandanda, ratując swój zespół przed porażką.

Już w doliczonym czasie gry po raz kolejny obaj panowie zmierzyli się w bezpośrednim pojedynku, jednak tym razem strzał Tolisso głową był znacznie słabszy i sprawił Mandandzie mniej problemów. Lyon do końca cisnął, jednak nie potrafił zdobyć zwycięskiej bramki.


Olympique Marsylia - Olympique Lyon 0:0