Tam stawka będzie zdecydowanie wyższa, pas mistrzowski WBA w wadze półciężkiej należący do rutynowanego Braehmera. Dodajmy od razu pas regularny, bo ten najważniejszy, super czempiona, jest przecież w posiadaniu Rosjanina Siergieja Kowaliowa, tak samo jak pasy IBF i WBO.

 

36. letni pięściarz ze Schwerina z 47. stoczonych walk przegrał tylko dwie, wcześniej był mistrzem organizacji WBO. Wielkim czempionem jednak nigdy nie był, choć nie można mu odmówić talentu. W 1996 roku zdobył złoty medal mistrzostw świata juniorów rozgrywanych w Hawanie, co biorąc pod uwagę miejsce zawodów, było znaczącym sukcesem. Ale pamiętam też w jaki sposób sięgnął po pas WBO. Wcześniej mistrzem tej organizacji był przez wiele lat Zsolt Erdei, który nagle zrezygnował z tytułu, przeszedł na jedną walkę (z Giacobbe Fragomenim, mistrzem WBC) do wagi junior ciężkiej i zdobył kolejny pas, którego nawet nie bronił. A Braehmer, tak jak chciała promująca jego i Węgra Universum, miał już wolną drogę do mistrzowskiego tytułu, który z wielkim trudem obronił w starciu z Dmitrijem Suchockim.  Do walki z Nathanem Cleverlym, mistrzem interim już nie przystąpił z powodu kontuzji oka. Cała sytuacja była mocno podejrzana i WBO pozbawiła Niemca tytułu.

 

W pojedynku z Krasniqim będzie jednak faworytem. Co ciekawe obaj swoje ostatniej walki stoczyli z Polakami. 6 grudnia minionego roku Braehmer błyskawicznie znokautował w Oldenburgu już w pierwszym starciu Pawła Głażewskiego i po raz trzeci obronił pas WBA zdobyty w grudniu 2013 roku w zwycięskim pojedynku z Marcusem Oliveirą. Krasniqi natomiast bił się w Monachium z Dariuszem Sękiem dwa tygodnie później i wygrał z trudem. Teraz obiecuje, że pokona Braehmera i odbierze mu pas, ale szanse, moim zdaniem, ma niewielkie. Urzędujący mistrz (albo bardziej wicemistrz), to jednak stary wyga, który wie jak sobie radzić z młodymi wilkami, takimi jak 27. letni pięściarz z Kosowa.

 

A Sęk mniej więcej w tym samym czasie walczyć będzie w Brodnicy z mieszkającym w Pradze Ukraińcem Jewgienijem Machtiejenką, dziś bardziej kojarzonym z MMA niż boksem. To taka walka, by nie zardzewieć, zarobić trochę pieniędzy i pokazać się z dobrej strony. W pojedynku z Krasniqim Sęk bowiem dowiódł, że lubi poważniejsze wyzwania i się ich nie boi. Warto więc, by jak najszybciej dostał kolejną szansę.

 

Tak samo, jak Michał Syrowatka, który chce znokautować Lorę w walce wieczoru. Z pochodzącym z Dominikany Lorą bili się już dwukrotnie Krzysztof Szot i Krzysztof Cieślak, pokonał go w ubiegłym roku w Międzyzdrojach Michał Chudecki, ale na ich tle Syrowatka powinien się zaprezentować najlepiej. Moim zdaniem, to jeden z nielicznych polskich pięściarzy, który ma szansę na międzynarodową karierę, tylko trzeba mu ją umożliwić. Walka z Lorą na pewno nie odpowie jednak na wszystkie pytania dotyczące trenowanego przez Andrzeja Gmitruka boksera z Ełku. Ważne, by dostarczyła sporo emocji, a są takie szanse. Myślę nawet, że widowisko może być ciekawsze niż w Rostocku, gdzie Braehmer powinien bez większych problemów poradzić sobie z Krasniqim. Tam może za to mocno zaiskrzyć w walce króla nokautu, Vincenta Feigenbutza,  z niepokonanym Balazsem Kelemenem. Tak naprawdę Węgier nie ma jednak w zderzeniu z młodym Niemcem większych szans. Vincent bije bowiem zbyt mocno.