Marcin Feddek, Łukasz Majchrzyk: Pracujesz nad grą prawą nogą? Było widać na Legii, że ta druga nóżka już pracuje.


Arkadiusz Milik: Pracuje, pracuje... (śmiech)


Pracuje, pracuje, ale czy dużo czasu nad tym spędzasz indywidualnie?


Tak szczerze, to przez ostatnie tygodnie bardzo mało, bo nie było czasu na indywidualne treningi. To wyglądało tak, że mieliśmy rozruch, potem godzinę treningu, potem mecz, znowu rozruch i znowu mecz, i takim tokiem to szło. Teraz na kadrze będzie trochę więcej czasu, żeby coś poćwiczyć: rzuty wolne, czy gorszą nogę.


Idziesz w stronę Roberta Lewandowskiego, bierzesz rywali na plecy i ich przestawiasz. Wyglądasz dobrze.


Jeszcze trochę mi do Roberta brakuje w tym elemencie gry, bo robi to po mistrzowsku. Dużo czasu poświęcam teraz na pracę na siłowni. Wiadomo, że moja pozycja tego wymaga. Rzadko się spotyka chudych obrońców, raczej przypakowanych.


W Dublinie takich spotkasz...


Dokładnie tak.



Irlandczycy są groźniejsi niż Dossa Junior, którego w Warszawie, w dziesięć minut dwa razy posłałeś na glebę?


Nie wiem, czy są groźniejsi. Wszystko się okaże na boisku. Ciężko mi coś powiedzieć, bo jeszcze przeciwko nim nie grałem, a Legii z drugiej strony nie chcę komentować.


Irlandczycy się Ciebie boją chyba nawet bardziej niż Roberta Lewandowskiego. Wyobrażasz sobie, że będą polowali na Twoje nogi? Odpowiesz wtedy ostrym wejściem, czy nie jesteś takim typem zawodnika?

Jeśli tak będzie, jeśli będą polować na moje nogi, jeśli będą mnie wyzywać tak, jak się to działo na Legii, to znaczy, że mnie szanują i uważają, że jestem dobrym zawodnikiem. Po to się trenuje, żeby każdy tak myślał i, żeby to na każdym kroku udowadniać.


To zabrzmiało tak, jakby niechęć trybun mogła Cię nawet nakręcać.


Bo tak było, naprawdę. W pierwszym momencie niczego nie słyszałem, ale potem do mnie dotarło, bo okrzyki były bardzo wyraźne. Coraz lepiej mi się po tym grało, coraz bardziej mnie to nakręcało. To było bardziej motywujące niż w jakikolwiek sposób paraliżujące.


Kadra ma problemy ze skrzydłowymi, a Ty ze Szkocją, grając na skrzydle zdobyłeś gola. Wyobrażasz sobie siebie na tej pozycji w meczu z Irlandią?


Tak szczerze, to wyobrażam się sobie na każdej pozycji z przodu, bo w Ajaksie też gram w różnych sektorach boiska. To wszystko zależy od trenera: gdzie zagram i czy zagram w ogóle.


Powiedziałeś, że trenujesz rzuty wolne, a od meczu ze Szwajcarią nie było okazji tego zobaczyć. Już wiesz, że w razie czego w reprezentacji to Ty będziesz uderzał z wolnego?


Mam nadzieję, że z prawej strony będę ja strzelał, ale zobaczymy. Mamy paru zawodników, którzy dobrze to robią. Robert pewnie też nie zwlekał i ćwiczył rzuty wolne. Jeśli będzie okazja z mojej strony, to czemu nie?


Można już zacząć mówić o was jako o faworycie grupy? To już jest ten czas?


Myślę, że na pewno trzeba trochę uspokoić nastroje. Wszyscy są pozytywnie nastawieni, ale nie wiadomo, co będzie za miesiąc, czy za dwa. Jestem spokojny, bo wiadomo, że żyje się z meczu na mecz. Fajnie, jakby się nam udało wygrać z Irlandią, bo bardzo by nas to przybliżyło do awansu na Euro 2016.


A w najbliższym spotkaniu to wy jesteście faworytem?


Teraz mnie pan zaskoczył. Wydaje mi się, że tak, że jesteśmy faworytem. Wiele przemawia za Irlandią: boisko, stadion, kibice. Tutaj jednak może być zaskoczenie, bo jak ostatnio graliśmy w Dublinie, to więcej było Polaków niż Irlandczyków. Zobaczymy, mam nadzieję, że wygramy. Nie wiem, jak obstawiają bukmacherzy.