Sławomir Peszko był na najlepszej drodze, aby uczestniczyć w finałach mistrzostw Europy na boiskach Polski i Ukrainy w 2012 roku. Co prawda krótko pauzował w kadrze Franciszka Smudy, po pewnym nocym zdarzeniu w Krakowie, ale został przywrócony i marzył, aby wyjść na murawę Stadionu Narodowego w Warszawie w meczu otwarcia z Grecją. W nocy z 7 na 8 kwietnia 2012 roku doszło jednak do zajścia z taksówkarzem w Kolonii. Sam piłkarz w "Kulisach Sportu" mówi: - Wszystko było na dobrej drodze, aż to nagle bum, takie duże bum... Jakbym wiedział, że tak się to potoczy, zostałbym w domu. Źle się z tym czuję, że nie zagrałem w finałach EURO 2012...

 

Pojawia się i znika... "Niczym widmo"

 

Wydawało się, że spotkanie z Portugalią - 29 lutego 2012 roku - może być ostatnim w kadrze. Tymczasem Peszko pojawia się i znika. "Niczym widmo" - śmieje się 30-letni piłkarz. Po zajściu z taksówkarzem w Kolonii, gdy wylądował na komisariacie policji, Peszko nie miał łatwo. W dodatku klub spadł do 2. Bundesligi. Polak został wypożyczony do Wolverhampton, gdzie pracował jego wcześniejszy trener z Kolonii, Norweg Stale Solbakken. Na jeden z meczów Championship przyjechał selekcjoner Waldemar Fornalik i zapowiedział powołanie Peszki, który jednak na oczach opiekuna kadry doznał poważnej kontuzji. Wiosną 2013 roku był pomijany w kadrze meczowej "Wilków". Sezon 2012/2013 był stracony.

 

Formalności z Parmą za pomocą faksu

 

Latem 2013 roku Peszko wrócił do Kolonii, ale dalej prawa transferowe miał inwestor Franz Josef Wernze, który w grudniu 2010 roku wyłożył pieniądze na wykupienie Polaka z Lecha Poznań. Doszło do niezwykłej transakcji. 20 sierpnia 2013 roku Sławek został sprzedany do Parmy za 620 tysięcy euro, po czym dzień później wypożyczony z Parmy do FC Koeln! Sezon 2013/2014 spędził w 2. Bundeslidze. Wrócił do reprezentacji na koniec eliminacji Mundialu. Jesienią 2013 roku - dokładnie 11 i 15 października - zagrał przeciwko Ukrainie w Charkowie i Anglii w Londynie. - Nawet w drugiej lidze w Niemczech nie jest łatwo o miejsce, nie zawsze wychodziłem w pierwszym składzie - wspomina "Slawo", jak wołają na niego koledzy w klubie. Mimo to latem 2014 roku FC Koeln - po awansie do Bundesligi - odkupił Peszkę z Parmy za 500 tysięcy euro. - Nigdy nie zobaczyłem Parmy, wszystkie formalności odbywały się za pomocą... faksu - przyznaje zawodnik, który tylko formalnie był piłkarzem klubu mającego dziś 200 milionów euro długu i ogromne kłopoty, aby dokończyć sezon w Serie A.

 

Dublin - spotkanie przełomowe?

 

Kiedy wydawało się, że przyszła stabilizacja w Kolonii, zaczął się... koszmar. Kontuzje wybijały z rytmu Polaka. W grudniu 2014 roku wydawał się skończony. Szkoleniowiec FC Koeln, Peter Stoeger powiedział nawet w jednym z wywiadów, że już nie liczy na niego. Zimą 2015 roku wszystko się zmieniło. Polak pracował przykładnie na zgrupowaniu w USA i zaczął regularnie grać w Bundeslidze. Na tyle dobrze, że Adam Nawałka znowu sięgnął po ambitnego piłkarza z Podkarpacia, który pokazał się w Wiśle Płock, a z Lecha Poznań po raz pierwszy trafił do reprezentacji Polski - jeszcze za kadencji Holendera Leo Beenhakkera.

 

Nawałka próbował Peszkę już wiosną 2014 roku - przeciwko Szkocji w Warszawie i Niemcom w Hamburgu. "Nie miałem w kadrze takiego meczu, żeby Polska dzięki mnie wygrała" - przyznaje Peszko. Po ponad sześciu latach wraca do Dublina, gdzie 19 listopada 2008 roku zadebiutował w kadrze. Wysłucha hymnu na murawie w swoim 30 meczu w drużynie narodowej. Doskonale zdaje sobie sprawę z wagi tego spotkania - dla Polski, ale i niego samego. "Ostatni turniej, na który mogę jechać to EURO 2016" - mówi Sławek.

 

Całą rozmowę ze Sławomirem Peszko zobacz w materiale wideo.