Łukasz Fabiański jest znakomitym bramkarzem - na niego właściwie zawsze można polegać i mieć pewność, że żadnego "babola" nie wpuści. Nie odbije mu też "woda sodowa", czym mógłby zepsuć atmosferę w kadrze, a o co tak bardzo troszczy się trener Nawałka. Nikomu nie podskakuje. Robi swoje.

W niedzielę w Dublinie nie miał szans na obronę szczęśliwego strzału Shane'a Longa. Bramkę zawaliła nasza obrona. O tym nie ma nawet co dyskutować. Wcześniej odbił piłkę na słupek po strzale głową Robbie Keane'a, miał szczęście, gdy futbolówka minęła go lobem i też trafiła w słupek.

Fabiański narzekał, że sędzia nie podyktował rzutu wolnego, gdy wpadli na niego rywale w polu karnym. Faul był, ale co z tego. Czerwona kartka należała się też za spoliczkowanie Sebastiana Mili czy za brutalne wejście w nogi Arkadiusza Milika, któe mogło się skończyć zerwaniem więzadeł w najlepszym wypadku... Jonas Eriksson widział swoje.


A przecież to Irlandczycy powinni "płakać" sędziemu w rękaw, że ich polski bramkarz poturbował! Tak właśnie powinno być - w polu bramkowym (i nie tylko) z Irlandczykami czy Szkotami inaczej grać nie można. Trzeba się z nimi "bić" od pierwszej minuty. Fabiański - jako piłkarski "dżentelmen" nie ma we krwi nieładnych zachowań, przepychania się czy prowokowania przeciwników. Taki ma styl i chwała mu za to, ale chamstwa lepszym wyszkoleniem technicznym i lamentowaniem się nie wypleni, jeśli sędzia na to chamstwo pozwala.

Fabiański oczywiście zdał egzamin w meczu z Irlandią. Po co więc teraz zastanawiać się nad zmianą bramkarza? - zapytają pewnie oburzeni kibice. Obecnie nie ma takiej opcji. Ja jednak wolałbym mieć w bramce szalonego Szczęsnego albo niepokornego Boruca, którzy nie tylko świetnymi interwencjami potrafią u rywali wzbudzić szacunek, a swoich poprowadzić do triumfu. I żeby było jasne nie nawołuję do faulowania rywali, ale do pokazania im, kto jest panem w polu karnym. Liczę więc bardzo, że Szczęsny da radę odzyskać bramkę w Arsenalu... albo że Boruc pokaże, iż jest w lepszej formie od Fabiańskiego. Tylko od nich zależy, co zrobi Nawałka jesienią tego roku.

Fabiański jest ukryty w polskiej bramce, nawet porządnie krzyknąć nie może, bo... na kogo? Jego dwaj koledzy mają bardziej przywódcze zapędy i wojownicze charaktery, które czasami mocno im utrudniały piłkarskie życie, ale często też pomagały defensywie w tych najcięższych momentach. A takich momentów będzie jeszcze sporo. Czekają nas mecze z Gruzją na Narodowym, potem "obrona Częstochowy", czyli wyjazd do Niemiec, relaks z Gibraltarem i na koniec dwie wojny - ze Szkocją na wyjeździe i Irlandią u siebie.

Czy Fabiański wspólnie z Glikiem i Szukałą gwarantują, że Niemcy czy Wyspiarze będą się bali zbliżyć do naszego pola karnego?