Widzieliście film "Big Mike", który przedstawia historię Michaela Ohera, grającego na pozycji offensive linesman dla kilku klubów NFL? Jeśli nie, to warto zobaczyć, jak biedny chłopak znajduje szczęście poza boiskiem i na boisku.


Historia Aiyegbusiego też się nadaje na film. - Amerykanie lubią takie historie. To jest pierwszy rozdział, który może w przyszłości stanowić podstawę scenariusza filmowego - mówi Polsatsport.pl Jacek Śledziński Generalny Menedżer Warsaw Eagles, drużyny w której "Babs" jak o nim mówią, miał grać w tym sezonie.


Nie zagra, bo zgłosiła się po niego NFL, a takiej okazji się nie odrzuca. Największa i najbogatsza liga świata nie daje zbyt wielu szans, zwłaszcza zawodnikom, którzy nigdy nie grali w futbol amerykański w USA. Z Europy jeszcze trudniej się tam dostać niż do NBA. Amerykanie już uznali, że Europejczycy potrafią grać w koszykówkę i szkolić zawodników, ale w futbolu amerykańskim to ciągle dwa, różne światy. Zawodników, którzy nie uczyli się gry w USA jest w NFL kilku - wśród nich "Babs".


Mało tego, że Aiyegbusi nie uczył się gry w USA. On bardzo późno, niemal z ulicy, trafił do tego sportu. Był duży, a to na jego pozycji jest podstawowym wymogiem. Zaczynał w klubach z Wrocławia, grających w Polskiej Lidze Futbolu Amerykańskiego. Gra jako offensive linesman, który broni quarterbacka (rozgrywającego) przed atakami przeciwników. Mało tego, broni jego lewej strony, newralgicznej tzw. "blind side". Większość quarterbacków jest praworęczna i koncentrując się na oddaniu rzutu, nie widzi tego, co dzieje się po ich lewej stronie. To tam musi być najlepszy obrońca, który zatrzyma odpowiednio długo szarżujące "ciężarówki".


Jak to się stało, że szansę na grę w NFL ma ktoś, o kim Amerykanie wcześniej w ogóle nie słyszeli? Rąbka tajemnicy uchyla Jacek Śledziński:


Wszystko odbyło się bardzo szybko. Nasz zaprzyjaźniony trener, który prowadził drużynę Europy w 2012 roku w meczu przeciwko USA na Stadionie Narodowym pokazał film z nagraniami "Babsa kilku agentom". Wpadł w oko menedżerowi Jeffowi Griffinowi, który skontaktował się z Babsem, bo kilku jego podopiecznych z USA brało udział w testach. W półtora tygodnia trzeba było sobie wyrobić wizę i polecieć na testy do Teksasu.


Wiza, bilet, wszystko odbyło się w ekspresowym tempie. To był pierwszy, najłatwiejszy etap, bo potem trzeba było przejść ćwiczenia z trenerami linii ofensywnej po 22 godzinach lotu i ledwie kilkunastu godzinach odpoczynku, wypełnić masę papierów i dopiero wtedy można było mieć nadzieję na cokolwiek. Podobno przebiegł 40 jardów (1 jard = 0,914 metra) w czasie 5,28 sek. Jak na człowieka, który ma 2,05 metra wzrostu i waży ponad 150 kilogramów, to bardzo dobry wynik.


Babatunde został odesłany do hotelu i jak sam opowiada czuł się jak człowiek, któremu po rozmowie o pracę powiedzieli "na pewno zadzwonimy". Rzeczywiście zadzwonili i powiedzieli, żeby przyleciał do Minnesoty.


Na razie Aiyegbusi jest w bardzo szerokiej kadrze, liczącej 90 zawodników. Dopiero po okresie przygotowawczym okaże się, czy zmieści się w 53-osobowej kadrze meczowej. To dopiero pierwszy rozdział "American Dream", ale wszyscy liczą, że będą następne.