Podczas treningów i kwalifikacji nic nie zapowiadało, że to Rossi, najstarszy zawodnik w najliczniejszej i najmocniejszej od lat stawce MotoGP (25 zawodników, w tym 12 mistrzów świata i 19 zwycięzców wyścigów Grand Prix) będzie w niedzielę rozdawał karty. Tym bardziej, że Włoch startował do wyścigu z odległej, ósmej pozycji i pozornie nie miał tempa, aby walczyć o zwycięstwo.

Pierwsza niespodzianka miała miejsce już w pierwszym zakręcie. Ruszający z trzeciego pola, najszybszy w trzech pierwszych treningach wolnych Marc Marquez, popełnił błąd i ratując się przed kontaktem z Bradleyem Smithem wyjechał na pobocze. Obrońca tytułu spadł na sam koniec stawki i rozpoczął dramatyczną pogoń za liderami. Mimo swojego geniuszu, 22-latek zdołał przebić się „tylko” na piąte miejsce i tym razem nie był w stanie nawiązać walki o zwycięstwo.

Tymczasem na czele natychmiast znalazły się duety Yamahy i Ducati. O ile dzień wcześniej Andrea Dovizioso pewnie sięgnął po pole position, jego tempo wyścigowe na zupełnie nowym Ducati Desmosedici GP15 było wciąż wielką zagadką. Tym bardziej, że przed pierwszym weekendem Grand Prix maszyna pokonała zaledwie tysiąc kilometrów testowych.

Rossi, Dovizioso, Andrea Iannone i Jorge Lorenzo walczyli jak szaleni. Dwaj ostatni na finiszu delikatnie odpadli jednak z pojedynku o zwycięstwo. Hiszpan z zaskakujących powodów. Wewnątrz jego kasku odkleił się fragment gąbki, zsuwający się 27-latkowi z Majorki na oczy, ograniczając widoczność i niszcząc koncentrację. - Szczerze mówiąc czułem, że mogłem wygrać ten wyścig - powiedział zrezygnowany.

Ducati Andrei Dovizoso było wyraźnie szybsze na prostych, ale pod koniec wyścigu brakowało mu nieco przyczepności w pełnym złożeniu, co „Doktor” wykorzystywał widowiskowo wyprzedzając rywala w sekwencji trzech szybkich, prawych łuków pod koniec okrążenia.

36-latek wiedział jednak, że na ostatnim kółku będzie tam musiał nie tylko wyprzedzić, ale i odskoczyć rywalowi na tyle, aby mocniejsze Ducati nie wyprzedziło go na długiej prostej tuż przed metą. Tak też zrobił, wygrywając o zaledwie jedną dziesiątą sekundy i sięgając po swój sto dziewiąty triumf w mistrzostwach świata.

- To jedno z najlepszych zwycięstw mojej karierze – powiedział na mecie wyraźnie podekscytowany. - Były takie lata, że po trzech kółkach losy wyścigu były rozstrzygnięte, ale teraz jest zupełnie inaczej. To była fantastyczna walka!

Choć lekko rozczarowany, że o włos rozminął się ze swoim potencjalnie drugim zwycięstwem w MotoGP, Dovizioso pokazał jednocześnie, że Ducati faktycznie na dobre wróciło do gry o czołowe pozycje – po raz pierwszy od triumfu Caseya Stonera w Grand Prix Australii w 2010 roku. To także w tamtym roku, kilka tygodni wcześniej w Aragonii, po raz ostatni na podium stało dwóch zawodników marki z Bolonii.

Podwójne podium Ducati, w połączeniu z trzecim miejscem Dovizioso w Teksasie rok temu oznacza, że włoska marka ma na swoim koncie trzy „suche” podia i – jak potwierdził Dyrektor Wyścigu Mike Webb - od następnej rundy traci  jeden z przywilejów; dwa z czterech dodatkowych litrów paliwa, jakie mogą używać mniej konkurencyjni producenci. Niewiele to jednak zmieni, gdyż inżynierowie Ducati podkreślają, iż i tak korzystają obecnie już z tylko 22 litrów. Aby stracić cenniejszy przywilej; miękkie opony, Ducati musi wygrać trzy suche wyścigi. Patrząc na to, co działo się w Katarze, może to nastąpić całkiem szybko.

Czarna niedziela dla Repsol Hondy

Przedsezonowi faworyci, zawodnicy Repsol Hondy, zakończyli dzień na odpowiednio piątym i szóstym miejscu, siedem i dziesięć sekund za zwycięzcą. O ile Marquez przyznał, że stracił szansę na walkę w czołówce po, jak sam powiedział „głupim błędzie” po starcie, i nie był w stanie utrzymać tempa do mety z uwagi na zużyte przez swoją pogoń opony, Pedrosa miał zupełnie inne problemy.

Hiszpan wyjaśnił po wyścigu, że od roku zmaga się z poważnym problemem z drętwiejącym i słabnącym prawym przedramieniem, które z tego powodu było już w przeszłości kilkukrotnie operowane. Pedrosa konsultował się z wieloma lekarzami, którzy odradzali operację. Teraz jest jednak jasne, że nieinwazyjne metody nie działają. Pedrosa zapowiedział, że być może opuści najbliższe wyścigi aby wrócić do zdrowia.

- To najtrudniejszy moment w mojej karierze – powiedział zrezygnowany 29-latek, trzykrotny mistrz świata mniejszych klas. - Zmagam się z tym od roku w każdym wyścigu, a moje wyniki nie są tak dobre, jakbym chciał. Przez cały czas próbowałem się z tym uporać, ale nie byłem w stanie znaleźć odpowiedzi. Przeszedłem operację, ale nie była udana. Honda o wszystkim wiedziała, ale nie mówiłem o tym nikomu innemu. Zimą obleciałem cały świat i rozmawiałem z wieloma lekarzami. Wszyscy odradzali operację z uwagi na ryzyko. Pracowałem nieinwazyjnymi metodami, ale niewiele dały. Muszę znaleźć sposób na rozwiązanie tej sytuacji. Nie mogę dalej jeździć z takimi wynikami. Muszę spróbować wyleczyć ramię. Nie wiem, co się teraz wydarzy. Lekarze nie wiedzą co robić.

Na podobny, drastyczny krok, zdecydował się w 2009 roku Australijczyk Casey Stoner, który opuścił trzy wyścigi diagnozując problemy z nietolerancją laktozy. Jego nieobecność mocno odbiła się na relacjach z jego ówczesną ekipą, Ducati. Po przesiadce na Repsol Hondę Stoner sięgnął po drugi tytuł mistrza świata, a następnie zakończył karierę.

Przed weekendem Australijczyk zapowiedział, że wystartuje w tym roku w lipcowym wyścigu długodystansowym na japońskim torze Suzuka. Za kulisami już pojawiły się sugestie, że 29-latek mógłby zastąpić Pedrosę w najbliższych rundach MotoGP, ale przedstawiciele Hondy kategorycznie wykluczają taką możliwość. Najważniejsze pytanie brzmi jednak, czy Pedrosa faktycznie poradzi sobie z problemami z ręką i wróci na tor, czy jednak kwestie zdrowotne zmuszą go do przedwczesnego zakończenia kariery?

W podobnym stylu karierę w trakcie sezonu zakończył w 1995 roku były mistrz świata, Kevin Schwantz, który zresztą jeszcze dwa lata temu mocno darł z Pedrosą koty, a w 2009 roku głośno krytykował nieobecność Stonera. Pochodzący z Teksasu Schwantz jest ambasadorem najbliższego wyścigu MotoGP w Austin. Czyżby czekały nas kolejne słowne przepychanki i kontrowersje?

Kontrastujące powroty i debiuty

Za plecami czołówki niedzielny wyścig w Katarze potoczył się bez większych niespodzianek. Cal Crutchlow finiszował na siódmej pozycji, przed duetem Monster Yamaha Tech 3, Bradleyem Smithem i Polem Espargaro, zaś pierwszą dziewiątkę zamknął ruszający z drugiej linii Yonny Hernandez. Kolumbijczyka w kwalifikacjach na piąte miejsce wyciągnął Marc Marquez, ale w wyścigu zawodnik dosiadający starszego, podsterownego Ducati Desmosedici 14.2 nie był w stanie utrzymać tempa czołówki, finiszując siedemnaście sekund za zwycięzcą.

Powrót Suzuki po trzyletniej nieobecności w MotoGP zakończył się jedenastą pozycją Aleixa Espargaro i czternastym miejscem debiutującego w stawce Mavericka Vinalesa. Wynik młodego Hiszpana jest tym bardziej imponujący, że na początku wyścigu wyjechał on poza tor w pierwszym zakręcie i stracił dobrych kilka sekund. Gdyby nie ta przygoda, Vinales mógłby nawet powalczyć ze znacznie bardziej doświadczonym Espargaro. Inny z debiutantów, Australijczyk Jack Miller, wycofał się z wyścigu z powodu problemów technicznych, zaś Eugene Laverty i Loris Baz finiszowali bez punktów.

Kiepsko wypadł za to powrót Aprilii. Alvaro Bautista już na pierwszym kółku został uderzony przez przebijającego się z końca stawki Marqueza, który w jego maszynie wyrwał przewód hamulcowy i uszkodził elektronikę, zmuszając Hiszpana do zjazdu z toru. Włoch Marco Melandri był z kolei przedostatni, ale Aprilia nie ukrywa, że w tym roku chce się przede wszystkim uczyć i zbierać dane. Na wyniki przyjdzie czas za rok.

Ekscytujący pojedynek na miano najszybszego zawodnika kategorii Open rozstrzygnęły zaledwie trzy dziesiąte sekundy. Na mecie Hector Barbera na Ducati pokonał co prawda Stefana Bradla na Yamasze, ale za piętnaste miejsce Hiszpan zgarnął tylko jeden punkcik. Przed nim finiszował nie tylko Vinales, ale także Danilo Petrucci na Ducati i rozczarowujący w ten weekend Scott Redding na fabrycznej Hondzie.

Faworyci Moto2 na deskach

Wyjątkowo zaskakująco potoczyły się losy rywalizacji w klasie Moto2. Zimowe testy oraz treningi i kwalifikacje w ten weekend pokazały, że w walce o tytuł liczyć się będzie przede wszystkim wyraźnie odstająca od rywali trójka; obrońca tytułu Tito Rabat, nieprzewidywalny Francuz Johann Zarco oraz często przewracający się rok temu, ale solidny zimą Sam Lowes. To właśnie on ruszał z pole position, ale wkrótce popełnił zupełnie bezsensowny błąd i upadł w ostatnim zakręcie. Rabat zderzył się z kolei w pierwszym łuku z Simone Corsim w równie absurdalnych okolicznościach.

Zarco pewnie jechał po zwycięstwo, aż nagle w jego maszynie uszkodzeniu uległa dźwignia zmiany biegów, przez co Francuz prawie rozbił się na ścianie przy prostej startowej, cudem unikając uderzenia z tablicami wystawianymi przez mechaników. Ostatecznie finiszował na ósmym miejscu.

Niespodziewanie po swoje pierwsze zwycięstwo w Moto2 sięgnął Niemiec Jonas Folger, do którego na podium dołączyli Xavier Simeon i Thomas Luethi. Takiego podium z pewnością nie przewidział absolutnie nikt.

Wielka bitwa w Moto3

Podobnie było w kategorii Moto3, gdzie od startu do mety tasowała się kilkunastoosobowa grupa. Zaskakująco znalazł się w niej dopiero 21. po kwalifikacjach Enea Bastianini, którego jednak na finiszu o włos pokonał startujący z pole position Francuz, Alexis Masbou, sięgając po dopiero swoje drugie zwycięstwo w MŚ. Podium uzupełnił jeden z przedsezonowych faworytów, Brytyjczyk Danny Kent. Na mecie pierwszą dziewiątkę rozdzieliła zaledwie jedna sekunda.

Ozdobą wyścigu byli Pecco Bagnaia i debiutant Francuz Fabio Quaratararo, którzy jednak zderzyli się ze sobą na finiszu, tracąc szansę na walkę o zwycięstwo. Włoch tuż po starcie na pobocze wysłał zresztą jednego z faworytów, Miguela Oliveirę. Portugalczyk podniósł swojego KTM-a i wrócił na tor, ale do punktów zabrakło mu niecałych dwóch sekund.

Druga runda MotoGP, Grand Prix Ameryki na torze CotA w teksańskim Austin, już za dwa tygodnie. Relacje na sportowych antenach Polsatu.