Rewelacyjny Lambert

Kiedy 17 marca Robert Lambert przyleciał do Warszawy z menedżerem King’s Lynn Stars, Robem Lyonem, nieśmiało rozglądał się po centrum stolicy. Z wolna popijał herbatę, był małomówny. Robert to prawdziwy diament brytyjskiego speedwaya. Nie może doczekać się startu w żużlowej Lidze Mistrzów w Gorzowie Wielkopolskim, ale póki co, udowadnia, że kiedy na stadionie Adrian Flux Arena goszczą kamery Sky Sports, wznosi się na szczyt swoich możliwości. Robert jest niespełna 17-letnim młokosem, ale wiele potrafi. Już w pierwszym wyścigu nie dał szans utytułowanemu Szwedowi, wicemistrzowi świata z 2011 roku, Andreasowi Jonssonowi. Lambert tak rozochocił się znakomitym startem, że do końca zawodów ścigał się jak natchniony. Zawodnik, który oddycha żużlem i nawet gdy śpi myśli o dyszach, zapłonie i zębatkach, nie stracił ani jednego punktu! 16 oczek + 2 bonusy – to rewelacyjny wynik. Jakiegoż nosa mieli Niemcy z Teterow, którzy otworzyli przed nim szeroko bramy stadionu, kiedy Lambert przyjechał z tatą, aby uczyć się ślizgu kontrolowanego. Robert miał wtedy zaledwie 14 lat. Dziś zachwyca się nim cały żużlowy światek…

Kontuzje Kerra i Porsinga

Zawodnicy King’s Lynn zasłużyli na najwyższe wyrazy uznania, gdyż praktycznie jeździli w piątkę. Kontuzji kolana nabawił się Duńczyk Nicklas Porsing, a wstrząśnienia mózgu doznał Lewis Kerr. Kerr upadł na wyjściu z wirażu w piątym wyścigu. Jak wyznał po meczu: „od razu zobaczyłem wąwóz Barranca del Cobre”. Lekarz stwierdził, że to dobry objaw, bo Lewis przypomniał sobie sceny z podróży poślubnej do Meksyku, niemniej jednak zalecił Kerrowi tydzień odpoczynku. To oznacza, że menedżer King’s Lynn Young Stars, Dale Allitt ma lekki ból głowy przed rewanżowym spotkaniem w Good Friday (Wielki Piątek). W najbliższy piątek Młoty z Lakeside podejmą na własnym torze Gwiazdy z King’s Lynn. Mecz rozpocznie się o nietypowej porze, bo o godzinie 13.00, ale godzi się przypomnieć, że Good Friday jest na Wyspach dniem wolnym od pracy, więc promotorzy wykorzystują szansę i rozgrywają mecze na przestrzeni od świtu do zmroku. 3 kwietnia w Poole Piraci podejmą Rudziki ze Swindon już o godz. 11.00.


W ekipie Gwiazd na wysokim poziomie pojechał Australijczyk Rory Schlein, który 1 wrzesnia będzie obchodził 31 urodziny. Kangur z Darwin zdobył 13 punktów + bonus i zademonstrował znakomite akcje na całej szerokości toru. Nie zawiódł wracający po kontuzji więzadeł Duńczyk Niels-Kristian Iversen (10 punktów).

Jonsson poniżej oczekiwań

Neil Vatcher, menedżer Hammers, ostrzył sobie zęby na występ Jonssona, który wspaniale walczył w meczu przeciwko Leicester Lions. Niestety, przesympatyczny Szwed nie błysnął na Adrian Flux Arena (11 oczek, w tym joker). Wygrał tylko jeden wyścig, ale zamiast holować i opiekować się młodszym kolegą, Kimem Nilssonem, pognał do mety jak solista. Szkoda, bo w 10 wyścigu Młoty mogły przywieźć podwójne zwycięstwo nad parą: Schlein – Bjerre, ale indywidualne ciągotki Andreasa zniweczyły szansę i zamiast 5-1, Młoty wygrały tylko 4-2. Ten mecz pokazał dobitnie, że w lidze brytyjskiej nie ma świętych krów. Jak mawia Peter Karlsson, który w grudniu skończy 46 lat i wciąż przywozi mnóstwo punktów (20 w wyjazdowym meczu z Coventry Bees) „gdyby Elite League była słaba, to Holder, Ward, Batchelor i Jonsson robiliby komplet punktów w każdym meczu, a tak przecież nie jest”. Karlsson ma rację. W Elite League nie ma łatwych wyścigów, trzeba solidnie napracować się na punkty. W ekipie Lakeside zawiódł Ed Kennett (1 punkt), a grubo poniżej oczekiwań ścigał się Mikkel Bech (4 punkty). Pod Londynem mają ból głowy, bo zespół marzy o awansie do play-off, ale z taką formą Młoty nie mają szans na to, aby walczyć o medale.


Jeśli Neil Vatcher poważnie myśli o laurach, jego zespół musi lepiej jeździć na obcych torach. Dużo wyjaśni się w tej kwestii podczas następnej transmisji z Elite League. Młoty spotkają się na wyjeździe z Wilkami z Wolverhampton. 20 kwietnia o godz. 20.30 na sportowych antenach Polsatu znów zawarczą żużlowe motocykle…