Na konferencji prasowej zorganizowanej przy okazji turnieju finałowego Ligi Mistrzów w Berlinie, przedstawiciele CEV zaanonsowali kilka zmian regulaminowych, z których większość dotyczyła wideo weryfikacji. Jak ogłosił prezydent CEV Andre Meyer, zmiany miały usprawnić i przyspieszyć przebieg meczu.

Dlatego też w wideo weryfikacji wprowadzono przepis, że sprawdzana może być tylko ostatnia akcja (w przeciwieństwie do regulacji w PlusLidze, gdzie sędzia może przewinąć obraz i sprawdzić dłuższy wycinek gry). Dodatkowo, sztaby szkoleniowe finalistów zostały zaopatrzone w tablety, które miały służyć do zgłaszania systemu challenge, sygnalizowania zmian oraz innych decyzji szkoleniowców. Polskie drużyny zareagowały na te nowinki techniczne dość sceptycznie. - Nie rozumiem dlaczego to rozwiązanie testowane jest w najważniejszym turnieju. To za duże ryzyko - nie miał wątpliwości Mariusz Wlazły, kapitan PGE Skry Bełchatów. - Szkoda, że nie pomyślano o tym, by wypróbować tablety w fazie play off, byłoby więcej czasu na adaptację - wtórował mu Andrzej Kowal, szkoleniowiec Asseco Resovii Rzeszów.

Więcej entuzjazmu wykazał trener Berlin Recycling Volley, Mark Lebedew. - Stosowanie tabletów nie przysporzyło żadnych trudności, ale pojawiły się pewne problemy techniczne - stwierdził już po półfinałowym starciu z Zenitem Kazań. Okazało się, że już w pierwszym secie tego pojedynku zawiodły łącza komunikacyjne na linii ławka trenerska - sędziowie i zespoły musiały wrócić do tradycyjnego sposobu sygnalizowania. - Ten pomysł z góry był skazany na porażkę, choćby dlatego, że wcześniej nikt nigdzie go nie sprawdził - skwitował trener Kowal.

Sporo mieszanych odczuć wywołała także regulacja dotycząca sprawdzania wyłącznie ostatniej, decydującej o przyznaniu punku akcji. - Jeśli będziemy pewni, że przysługuje nam challenge, to po prostu przerwiemy akcję popełniając błąd - żartował jeszcze przed startem Final Four Andrzej Kowal. Z kolei Srecko Lisinac ze Skry podkreślił, że ciężko było przystosować się do zmian w ciągu jednego meczu. - W PlusLidze obowiązują inne zasady, niż te, które zaproponowano w Berlinie i to wprowadziło trochę zamieszania.

- W idealnym siatkarskim świecie pewnie udałoby się znaleźć czas i sposób by sprawdzić każdą sporną piłkę, ale dla dobra widowiska pojmowanego jako show, dla kibiców, być może lepiej jest ograniczyć w czasie system challenge - podsumował Mark Lebedew, który na co dzień, w lidze niemieckiej nie ma w ogóle możliwości weryfikowania decyzji sędziów.

Innym pomysłem CEV na skrócenie siatkarskiego pojedynku jest ograniczenie okazywanie emocji przez zawodników po zdobyciu punktu. Zdaniem Andre Meyera widowisko powinno trwać krócej, dobrze byłoby gdyby zamknęło się maksymalnie w dwugodzinnym wymiarze czasu, m.in. ze względu na problemy z zaplanowaniem długości transmisji telewizyjnej. Stąd też pomysł, by w - okazywaniu radości po wywalczeniu punktu - nie brał udziału ten gracz, który udaje się w pole zagrywki. W ten sposób, zdaniem Meyera, za każdym razem można by zaoszczędzić 10 -15 sekund i uniknąć niepotrzebnych przestojów w grze.

- Kilka lat temu na meczach siatkówki było jak w kościele i za wszelką cenę chcieliśmy to zmienić, ale dziś sytuacja jest odwrotna. Nie chcemy, aby siatkarski spektakl był pozbawiony emocji, ale musimy pamiętać, że ludzie przychodzą głównie po to, by oglądać siatkówkę i trzeba zrobić wszystko, by widowisko było bardziej płynne. To jeden z pomysłów, który oczywiście będzie szeroko dyskutowany ze środowiskiem siatkarskim. Chcę jednocześnie jasno podkreślić, że nie zamierzamy karać zawodników za okazywanie entuzjazmu - tłumaczył Andre Meyer podczas konferencji prasowej w Berlinie.