Podopieczni Krzysztofa Kapuścińskiego nie zagrają na Stadionie Narodowym w Warszawie ubolewa Superexpress a wraz z nim pewnie wielu polskich kibiców, gdyż ambitni piłkarze Błękitnych zaskarbili sobie ich uznanie. Jednak  mimo bohaterskiej postawy, musieli uznać wyższość wicemistrzów Polski. Tabloid jednak Lechowi sukcesu w starciu z Legią nie wróży zauważając, że o wygranej i awansie Lecha zadecydowała  dopiero dogrywka. SE wskazuje antybohatera pierwszej połowy meczu - sędziego Pawła Gila, SE watpi w jego kompetencje - z  zawodu prawdopodobnie komediant. W pierwszych trzech kwadransach pomylił się dwa razy. Najpierw przy trafieniu Dawida Kownackiego. Lechita uniknął spalonego, pokonał Marka Ufnala, ale arbiter uznał, że młody snajper "Kolejorza" znajdował się na ofsajdzie. Co dał wtedy, odebrał kilka minut później, gdy przedwcześnie wyrzucił z boiska Łukasza Kosakiewicza. Dobrze radzący sobie do tego momentu Błękitni kompletnie się pogubili.



W podobnym tonie utrzymany jest komentarz w Przeglądzie Sportowym choć w ocenie Lecha jest mniej krytyczny. Gazeta zauważa co prawda, że  w pierwszym meczu Kolejorz skompromitował się to jednak w rewanżu zmazał plamę, choć małym upokorzeniem jest to, że swoją wyższość nad drugoligowcem udowodnił dopiero w dogrywce. W 30 minutach dodatkowego czasu już nie było wątpliwości, kto jest lepszy i poznaniacy po raz 8. zagrają w finale Pucharze Polski i będą mieli szansę po raz 6. zdobyć to trofeum. 

 

PS oddał także Błękitnym co im się należy: - Po tym, co pokazali w obecnej edycji Pucharu Polski, wszyscy kibice powinni wstać i bić im brawo na stojąco. – Dziękujemy! – krzyczeli przy Bułgarskiej fani ze Stargardu. Bez wątpienia powinna przyłączyć się do tego cała piłkarska Polska, nawaołuje gazeta dodając, że - dawno malutki klubik tak nie namieszał w gronie mocarzy i omal nie powalił czołowego polskiego klubu.