W jednym z pierwszych wywiadów, po przejściu do AZS Politechniki, powiedziałeś, że „zrobisz wszystko, żeby wskoczyć do pierwszej szóstki”. Nie tylko wskoczyłeś, ale też stałeś się filarem drużyny.

Aleksander Śliwka: Filarem – to za dużo powiedziane, jestem po prostu zawodnikiem. Staram się pomagać kolegom jak mogę, choć w meczu z Cuprum Lubin, nie do końca mi się to udawało. Może przez pierwsze trzy sety, było dobrze, ale w czwartym, gra trochę się załamała i musiałem zostać zmieniony. Na początku obawiałem się gry w Politechnice, bo nie wiedziałem jak będzie. Nie znałem wszystkich zawodników, którzy tu grają, więc pracowałem, żeby stać się częścią drużyny. Bardzo się cieszę, że to się udało i że miałem jakiś wkład, w to co osiągnęliśmy.

Debiutowałeś w PlusLidze – zostałeś powołany do kadry, chyba nie mogłeś tego przypuszczać.

Zdecydowanie. W tamtym roku grałem jeszcze w Młodej Lidze, w kadrze juniorów i jeśli nawet miałem tam jakieś osiągnięcia to na pewno nie były one przepustką do PlusLigi, a tym bardziej do kadry seniorów. Na pewno nie spodziewałem, że tak to się wszystko potoczy. Nie wiedziałem nawet jak odnajdę się w realiach ekstraklasy - nie znałem jej poziomu, wiedziałem tylko, że jest wysoki. Dlatego cieszę się, że wszystko tak szybko się potoczyło. Udało mi się zagrać kilka dobrych spotkań, dostałem powołanie. Wszystko na razie układa się jak najlepiej.

Miałeś okazję grać już w kadrze, tyle, że to była kadra kadetów. Poziom seniorów jest o kilka klas wyższy. Co czujesz: stres czy motywację?

Na pewno nie stres, bo cieszę się, że będziemy mieć okazję tam potrenować, czegoś się nauczyć. Myślę, że nie będziemy się tego bać. Może będzie dane, mnie i Arturowi Szalpukowi, zagrać jakiś mecz. Traktujemy to bardziej w kategorii przygody, z której możemy coś dla siebie wyciągnąć na przyszłość.

Przygoda? Z orzełkiem na piersi.

Byłoby pięknie. To jest moje marzenie, żeby zagrać kiedyś taki mecz. Jeżeli się spełni, będę musiał sobie wymyśleć jakieś nowe… Miałem marzenie, żeby zagrać w PlusLidze, potem, żeby otrzymać powołanie  i to już się spełniło. Teraz chciałbym zagrać jakiś mecz w reprezentacji Polski  seniorów i do tego będę z całych sił dążył. Jeśli to się spełni, to wtedy pomyślę nad nowym marzeniem.

To dla Ciebie dobry rok.

Tak, wszystkie moje marzenia sportowe się spełniają, więc naprawdę nie wiem czy mogło być lepiej. W sumie mogło być lepiej, bo mogliśmy zdobyć mistrzostwo Polski albo być wyżej w tabeli – jesteśmy na siódmym lub ósmym miejscu. Ale na pewno nie narzekam na to, co się w tym roku wydarzyło. Jestem bardzo zadowolony.

Rusza sprzedaż biletów na Ligę Światową. Jaką część wykupią twoi bliscy, by, być może, obejrzeć Twój debiut?

Nie wiem czy dane mi będzie w ogóle się załapać na Ligę Światową, bo póki co jestem w szerokiej 25-osobowej kadrze. Myślę, że jeszcze na razie nikt żadnego biletu nie kupił, bo nie wiemy czy zagram. Jeśli się tak stanie, będę się bardzo cieszył, pewnie kogoś zaproszę, ale na razie o tym nie myślę. Absolutnie nie traktuje powołania do kadry jako gwarancji na to, że będę grał, a tym bardziej stanowił o sile zespołu. Póki co, jest to przede wszystkim okazja, żeby czegoś się nauczyć.

Pierwsze gratulacje z powodu powołanie popłynęły od?

Nie pamiętam, ale gratulacji było na pewno bardzo dużo. Ciepłe słowa płynęły od rodziny, od znajomych i to jest coś niesamowitego. Było mi bardzo miło, że ludzie pamiętali, że mi gratulowali. To wszystko nabrało takiego innego wymiaru.

W sieci pojawiła się informacja, że „Trener Antiga ogłosił skład”. Bałeś się, że Cię tam nie będzie?


Nie odbierałem tego w kategoriach czy będę czy nie będę, bo nie spodziewałem się tego. Gdybym nie był to, to by była normalna rzecz, że nie jestem w kadrze seniorów. Przecież nie jestem jakimś wielkim zawodnikiem, a kiedy się to udało, to byłem oczywiście bardzo szczęśliwy i zszokowany, bo naprawdę się tego nie spodziewałem. Ciężko było mi w to uwierzyć, ale teraz ogromnie się z tego cieszę.

W kadrze zagra też Artur Szalpuk. Znasz go z reprezentacji kadetów, z AZS-u Politechniki, mieszkacie w jednym pokoju. Śmiechem żartem, nie za dużo Ci go?

Nie… Artur jest bardzo sympatyczny, spędzamy razem czas, więc nie mamy problemu ze sobą (śmiech). Nie ma między nami żadnych negatywnych rzeczy, jesteśmy bardzo dobrymi kolegami. Fajnie, że będziemy mogli razem uczestniczyć w tym wielkim wydarzeniu jakim jest zgrupowanie kadry seniorów.

Pojawiają się pogłoski, że Asseco Resovia Rzeszów może w przyszłym sezonie upomnieć się o Ciebie i Michała Filipa…

Myślę, że to są pogłoski, bo póki co, my z Michałem też niewiele wiemy. Nie wiemy jakie plany wobec nas będzie miał zespół z Rzeszowa. Musimy czekać na to, co się wydarzy. Na razie nie mogę nic powiedzieć, bo po prostu nic nie wiem. Jeżeli zostanę w Warszawie, będę miał więcej okazji do grania, jeżeli wrócę do Rzeszowa, będę miał okazję trenowania z zawodnikami światowej klasy, więc tak i tak będzie dobrze.

Na początku sezonu obiecywałeś walkę o jak najwyższą lokatę w PlusLidze. Siódme czy ósme miejsce Cię zadowala?

Zawsze chciałbym wszystko wygrać. Teraz może było to niemożliwe, bo pierwsze czwórka była lepsza od nas, a samą ambicją i wolą walki nie dało się ich pokonać i dojść tak wysoko. Ale i tak jesteśmy zadowoleni, że jesteśmy w pierwszej ósemce. Po sezonie regularnym byliśmy na dziewiątym miejscu i to nie dawało nam miejsca w play offach, ale dzięki temu systemowi, który został w tym roku wprowadzony, udało się wskoczyć do ósemki. Mieliśmy nawet szansę na piąte miejsce. Myślę, że można być zadowolonym z tego, że walczymy o siódmą lokatę, bo mogło być gorzej. Ale z drugiej strony jest pewien niedosyt, bo każdy ambitny sportowiec chciałby wygrywać kolejne mecze, a każda porażka jest dla niego smutkiem.

Twoi klubowi koledzy już kończą sezon, a ty z Arturem, jeśli wszystko pójdzie tak jakbyście chcieli, to niejako dopiero zaczynacie. Liga Światowa, mistrzostwa Europy i Puchar Świata w Japonii, kalendarz nie zwalnia.

To jest kalendarz reprezentacji Polski seniorów, to nie jest kalendarz mój zdecydowanie. Ja będę trenował na 100 procent  i starał się pomóc. Jeżeli będzie okazja do zagrania to oczywiście, z wielką przyjemnością zagram i będę starał się dać z siebie jak najwięcej, ale nie patrzę na to  w ten sposób. Dla mnie priorytetem są eliminacje do mistrzostw swiata juniorów, które będą w maju i na razie skupiam się na tym. Co będzie później, zobaczymy.

Jakie są Twoje plany związane z kadrą?

Jak wiele razy już powiedziałem, jadę tam potrenować i czegoś się nauczyć, i to możemy nazwać planem minimum. Chcę jak najwięcej podpatrzeć od zawodników i trenerów, jak najwięcej pozytywnych rzeczy wyciągnąć dla siebie, rozwinąć się siatkarsko i popatrzeć jak to wszystko wygląda od środka. Nie myślę, na razie o graniu, bo jest reprezentacja Polski juniorów, która jest priorytetem, a wszystko co będzie ponad, będzie ogromnym sukcesem i przyjemnością.

Wróćmy na podwórko PlusLigi. Nie zaskoczyło Cię, że LOTOS Trefl wyeliminował PGE Skrę?

Oczywiście było to pewne zaskoczenie, bo bełchatowianie grali rewelacyjnie w tym sezonie i pokazała wiele razy, że jest jedną z najlepszych drużyn w Europie. Zaliczyli małe załamanie formy i przegrali decydujące mecze. Zespół z Gdańska również pokazał rewelacyjną siatkówkę. Były to mecze na bardzo wysokim poziomie, z których można było się wiele nauczyć i wiele dla siebie podpatrzeć.       

Ostatnie pytanie Gdańsk czy Rzeszów? Kto sięgnie po mistrzostwo kraju?

Oczywiście kibicuję drużynie z Rzeszowa, chociaż wiem, że będzie jej bardzo ciężko, bo LOTOS Trefl to drużyna doskonale dobrana, klasowa, mająca świetnych zawodników. Myślę, że to będzie bardzo wyrównany pojedynek, godny finału PlusLigi.