W ubiegłych latach, gdy zespołem kierowali Włoch Stefano Domenicali, a wcześniej Francuz Jean Todt, włoski team często je stosował. Gdy była taka potrzeba, wykonywał je nawet siedmiokrotny mistrz świata Niemiec Michael Schumacher.

 

Problem team orders w Ferrari pojawił się w tym sezonie po raz pierwszy podczas wyścigu o Grand Prix Chin na torze w Szanghaju, gdzie Fin Kimi Raikkonen miał szansę wyprzedzić Niemca Sebastiana Vettela i awansować na podium. Do "bratobójczego" pojedynku obu kierowców jednak nie doszło, gdyż na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa i doprowadził stawkę kierowców do mety bez możliwości wyprzedzania.

 

Obu dajemy podczas wyścigu pełne, niezbędne wsparcie i nie chcę słyszeć o team orders. Kiedy zacząłem pracę w Maranello wiedziałem, że stare zasady są stosowane. Szybko wprowadziłem zmiany, przekazałem je kierowcom i ich inżynierom, sprawa jest jasna - nie ma u nas poleceń - powiedział Arrivabene.

 

Vettel miał początek sezonu 2015 lepszy od Raikkonena. W klasyfikacji generalnej jest drugi, wygrał GP Malezji. "Ice Man" zajmuje piąte miejsce, gdyby wyprzedził w Szanghaju partnera z teamu, odebrałby mu punkty.

 

Arrivabene zapewnia, że teraz w zespole najbardziej liczy się... matematyka. - Tak długo, jak obydwaj będą mieli szansę walki o tytuł, będą mogli ze sobą rywalizować, zespół nie będzie się do tego wtrącał. Gdy sytuacja się zmieni, podejmiemy inne decyzje - zaznaczył szef Ferrari.