Kiedy wydawało się, że Leicester jest na ostatniej prostej do spadku z Premier League, coś się zmieniło. Dwa ostatnie mecze padły łupem Lisów. Szczególnie to ostatnie przeciwko West Bromwich pokazało, że piłkarze Nigela Pearsona mają charakter.

Zdobycie bramki w doliczonym czasie gry, z rywalem, który także stara się punktować, bo nie jest pewny przetrwania zrobiło wrażenie. To była piękna akcja „100 % made by Jamie Vardy”. Zawodnika, który strzela bardzo ważne gole. Ustawienie z trzema środkowymi obrońcami zaczęło działać. Znalazło się miejsce dla wszystkich armat ofensywnych, więc pojawiły się bramki. I przede wszystkim punkty.

Mecz ze Swansea był – jakby nie patrzeć – starciem Polaków. Marcin Wasilewski, choć ostatnio stracił miejsce w pierwszym składzie, tym razem wyszedł od pierwszej minuty. Łukasz Fabiański oczywiście również. Choć jak się okazało Wasyl na drugą połowe już nie wyszedł...

Od pierwszej minuty to gospodarze rządzili. Efektem była bramka Leo Ulloy. Przy tym trafieniu Fabiański nie miał nic powiedzenia. Mógł jednak zrobić więcej w doliczonym czasie gry, kiedy to Leicester miało rzut wolny. Strzelał Esteban Cambiasso, a Polak „wypluł” piłkę przed siebie. Skorzystał z tego Andy King.

Leicester nie składa broni. Trzy zwycięstwa z rzędu w Premier League – po raz pierwszy od 2000 roku. Końcówka sezonu – także na dole tabeli – będzie ciekawa.

Wyniki:

Crystal Palace - West Bromwich Albion 0:2 (Morrison 2, Gardner 53)
Everton - Burnley 1:0 (Mirallas 29)
Leicester - Swansea 2:0 (Ulloa 15, King 89)
Stoke - Southampton 2:1 (Diouf 47, Adam 84 - Schneiderlin 22)