Przypomnijmy, że Falcao w obecnym sezonie strzelił zaledwie cztery gole (tyle samo co obrońca Chris Smalling). Trochę mało jak na napastnika, o którym niedawno marzyła cała Europa. Można teraz przypominać złe wybory – jak transfer do Monaco czy poważną kontuzję, która wyeliminowała go z gry na długi, długi czas. Fakty są jednak takie, że teraz jest tylko wrakiem piłkarza.

Wątpliwa forma

Trudno powiedzieć, co kierowało Manchesterem United, kiedy latem wypożyczał tego piłkarza. Akurat linia ataku była wtedy obsadzona całkiem dobrze. Wayne Rooney, Robin van Persie, Danny Welbeck i Javier Hernandez to kwartet, który mógł zagwarantować wystarczająco dużo bramek. Ostatecznie Welbeck trafił do Arsenalu, a Hernandez na zasadzie wypożyczenia wylądował w Realu Madryt.

Było to tym bardziej dziwne, że Kolumbijczyk – cały czas zaznaczamy: w wątpliwej formie – miał zarabiać 280 tysięcy funtów tygodniowo! Trochę dużo jak na rezerwowego, trochę dużo jak na piłkarza, który stracił kilka miesięcy w gabinecie lekarskim. Do tego Falcao na pewno nie był przygotowany na sytuację, w której będzie musiał coś komuś udowadniać i walczyć o podstawowy skład. Zwykle był pewniakiem - nieważne gdzie występował.

Ostatni gol? Pod koniec stycznia

Choć na papierze, to ciągle było wielkie nazwisko, transfer należy rozpatrywać jako wpadkę. Nawet jeśli jest to tylko wypożyczenie. W pewnym momencie przegrywał rywalizację nawet z młodym Jamesem Wilsonem! Ostatni mecz ligowy z Chelsea przelał chyba czarę goryczy. Falcao niespodziewanie znalazł się w podstawowym składzie. Kto wie, może Louis van Gaal wierzył w to, że Kolumbijczyk lubi grać przeciwko The Blues, bo kiedyś – jeszcze w barwach Atletico – strzelił hat-tricka w Superpucharze Europy. To jednak nie chodziło o konkretnego przeciwnika, tylko o tamtą formę…

Falcao na Stamford Bridge był jednym ze słabszych na boisku. Nie dość, że miał udział przy golu dla Chelsea, to  był kompletnie niewidoczny, mimo tego, że Manchester miał ponad 70% posiadania piłki. Ale zostawmy ten mecz, bo on nie jest teraz najważniejszy. Skupmy się na czymś innym. Pod koniec stycznia – konkretnie 31. – Kolumbijczyk zdobył bramkę przeciwko Leicester. Od tego czasu przez 10 kolejnych meczów nie oddał ANI JEDNEGO CELNEGO STRZAŁU! W tym czasie zarobił ponad…. 3 miliony funtów!

Słownie: trzy miliony funtów. Dziennikarze The Mirror, którzy słyną z tego rodzaju humoru, przygotowali specjalne zestawienie o tym, co wydarzyło się przez te 79 dni, kiedy Falcao – jak określili – udawał napastnika:

- Harry Kane strzelił dziewięć goli
- Sergio Aguero strzelił sześć goli
- Alan Pardew wywalczył 19 punktów jako trener Crystal Palace
- Juan Mata przytulił się 57 razy… albo więcej, bo stracono rachubę
- Zlatan Ibrahimovic mówił o sobie w osobie trzeciej 3476 razy
- W War Horse (film) odbyło się 158 przedstawień. Może Falcao powinien spróbować sił właśnie tam?
- Urodziło się 27 887 000 dzieci
- W Anglii było 3,5 słonecznego dnia
- Mile’owi Jedinakowi wyrosła wspaniała broda…